Sprawa z idolkami!

Oglądając telewizję, czytając książki, wpatrując się w ekrany komputerów nagle trafiamy na kogoś, kto zaczyna władać naszym sercem. Ta postać, fikcyjna czy rzeczywista, staje się dla nas kimś wyjątkowym, inspirującym. Mówimy sobie – kurczę, jak fajnie byłoby mieć takie życie jak ona (taki umysł, taki talent, takie ciało, taką garderobę, takiego faceta…). Snujemy wizję, że to my przemierzamy ulice Upper East Side i wyznaczamy trendy. Że to my odkryłyśmy rad, napisałyśmy wiersz o samotnym kocie w opuszczonym domu. I wcale nie jest tak, że im więcej mamy lat, tym trudniej znaleźć nam kolejną idolkę. Zmieniamy tylko preferencje. Choć… Bycie Karolcią z błękitnym koralikiem, który pozwalał jej znikać, pewnie porusza wyobraźnię każdej, bez względu na wiek. Ok, dość smutów! Zapraszam Was na mój subiektywny przegląd kilku babek, które w różnych momentach mego bycia wydawały mi się królowymi. To lista bez numerków, bo każda była dla mnie numerem jeden.

Kate Moss

Zacznę od tej najbardziej próżniaczej kategorii. Jeśli chodzi o ciało, to nie ma dla mniej lepszej kandydatki na miejsce pierwsze. Moje  nie ma za wiele wspólnego z ciałem Katarzyny, ale mój umysł snuje od lat historie o tym co by było gdybym mogła wejść w jej skórę. Ach, co to byłby za szaleńczy ubaw stylizacyjny! Bez falujących biustów i bioder. Mąż pewnie stanąłby okoniem, ale Mężu – co tam! Szczęśliwości byłoby co niemiara.  Prześladująca wizja rozmiaru zero z niewielkim biuścikiem chodzi za mną jak cień.

moje idolki (4)

Ania z Zielonego Wzgórza

To miłość z czasów bardzo wczesnych, kiedy przeczesywałam wszystkie okoliczne biblioteki. Mama zaopatrzyła mnie we wszystkie przygody Ani, a ja zapragnęłam Anią być. Natchniona, bardzo roztrzepana, nie mogąca pogodzić się ze swym rudym odcieniem włosów i kochająca literaturę. Wzór dziewczynki dla dziewczynki! Tak bardzo chciałam być nauczycielką w wiejskiej szkole w Australii [edit: a jednak to nie Australia, a Wyspa Księcia Edwarda..], tak bardzo miałam ochotę na wielką podróż w czasie, na krynoliny, parasolki chroniące przed słońcem i śniadania w ogrodzie…

Cassie

To bohaterka serialu Skins, który nie aż tak dawno gościł na ekranach naszych komputerów. Chociaż… Pierwsza seria to rok 2007! Ok, czas jednak biegnie dość szybko. Cokolwiek o czasie, to jednak o tej bohaterce. Cassie ujmowała mnie swoją totalną abnegacją. A przy tym… zachwycała doskonałymi, dziewczęcymi i jednocześnie niechlujnymi stylizacjami. Miks niewinności i fashion victim. Dzięki niej kupiłam sweter w koty i łączyłam go z muślinową sukienką i białymi rajstopami. I jakby to podsumowała bohaterka – oh wow, lovely! Chciałam być Cassie, chciałam (i nadal chcę!) błąkać się po ulicach Bristolu, chciałam mieć takiego kumpla jak Chris.

cassie

Joan Jett

O tej pani fantazjowałam ciągle. Jakże ja chciałam móc wziąć gitarę do ręki, skrzyknąć kilka super lasek i wspólnie najlepszy rock’n’rollowy girlsband na świecie! Cóż z tego, skoro moje śpiewanie może co najwyżej doprowadzić kogoś do łez rozpaczy. Dlatego Joan była mi idolką wielką. Niegrzeczna, z gitarą, w lateksowych spodniach. Bardzo chłopięca i w żadnym razie nie dająca sobie w kaszę dmuchać. Trzymając w rękach mikrofon-opakowanie dezodorantu podbijałam listy przebojów. Oł, je.

Agnieszka Osiecka

To chyba całkowita przeciwwaga do wszystkich wcześniejszych „dziewczyn”. Natchniona, piekielnie inteligentna, operująca słowem tak świetnie, że mnie dech zapierało i zapiera nadal. Zawsze chciałam wyrażać się tak pięknie, tak celnie, z taką łatwością i lekkością. I do tego tak kobieco. Wyobrażałam sobie, że jestem poetką chowająca się pod parasolem, obserwująca okularników i zapisującą na serwetkach swoje celne puenty, wersy, zwrotki. Agnieszko, byłaś mi i jesteś całkowitym natchnieniem.

moje idolki (3)

Carrie Bradshaw

No dobra, która z nas nie miała ochoty wsadzić swoich stópek w cuda od Manola, przejść się ulicami NYC i zastanowić się cóż takiego jest w powietrzu, że ludzie mają ochotę ma dzikie harce. Chciałam być nie tylko Carrie, ale także jak Samanta, Miranda i Charlotta. Byłam każda z nich, i czasem nadal każdą z nich bywam. Fashionistka intelektualistka, wyuzdana kotka, ekscentryczna egoistka i rozkapryszona księżniczka. Bywam, bywacie, bywamy wszystkie!

Sol Angelica

To urocza czarownica z rzeczonej ostatnio kilkukrotnie Sagi o Ludziach Lodu. Jakże ja chciałam mieć jej moc, to urocze ciałko i ten złośliwy uśmiech na ustach. Ideał kobiecości w wieku mego kwitnięcia. Do tego dziewczyńsko to miało całkiem bystry umysł, dzięki któremu wychodziło z wielu opresji. Fajna to była czarownica, a ja nie raz i nie dwa śniłam, że posiadam wszelkie predyspozycje do bycia czarownicą.

moje idolki (2)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x