Wielki test kosmetyków Nabla: hity i kity!

Ilość Waszych zapytań o to, czy znamy i lubimy kosmetyki Nabla była ogromna! Nie mogło się to skończyć inaczej. Dzisiaj przychodzimy do Was z recenzjami testowanych przez nas produktów tej wegańskiej, bardzo popularnej w Internecie marki.


A jeśli marzycie o kosmetykach Nabla, to skorzystajcie z kodu BLESS10 na cocolita.pl. Dostaniecie rabat -10% na wszystkie nieprzecenione produkty, nie tylko Nabla. Kod ważny tylko do końca lipca!



Paletka Soul Blooming
11,6 / 160zł (z rabatem 144zł) do kupienia tutaj


Kartonowe, solidne i przepiękne opakowanie paletki Soul Blooming kryje w sobie 12 cieni do powiek. Śmiało możemy podzielić je na trzy typy: mocne maty, metaliczne i brokat. Formuły kosmetyków są wegańskie, a kolorystyka paletki to połączenie ciepłych, twarzowych kolorów i odrobiny ekstrawagancji.

  • Honey Drip: bardzo jasny srebrno-złoty brokat, który najlepiej nakładać na klej lub na mokro. Lubi się trochę osypywać, bo jest mocno sypki. Pięknie rozświetla powiekę, ale trzeba się troszkę napracować i mocniej go do niej docisnąć.
  • Gea: matowy, ciepły pomarańcz. Piękny odcień fantastycznie sprawdza się, jako kolor transferowy. Trwały, prosty w blendowaniu.
  • Chamomile: matowy cień o beżowo-żółtym odcieniu. Z powodzeniem może służyć, jako cień bazowy. Łatwo się aplikuje, jest miękki i prosty we współpracy.
  • Bolero: matowy, przepiękny odcień ciemnej, zaróżowionej brzoskwini. Jest trwały, świetnie podkreśla jasną tęczówkę oka. Nadaje się do podkreślenia załamania powieki, jak i na kąciki oczu.
  • Middle Karma: czekoladowy, matowy brąz o przyjemnej, kremowej konsystencji.
  • Garden Gate: metaliczny cień z drobinkami lśniącymi barwami lawendy, różu, srebra. Opalizuje, rozświetla, ale najlepiej nakładać go mokrym pędzlem na korektor lub bazę. Lubi się nieco osypać.
Bazą makijażu jest kolor Flowery oraz Anemone i Garden Gate.
  • Climbing Rose: różowo- czerwony metaliczny cień z drobinkami. Bogata, kremowa konsystencja, duży błysk i minimalny osyp sprawia, że to jeden z moich ulubieńców.
  • Garcon: metaliczny, rudy odcień o fantastycznej, kremowej i bardzo miękkiej konsystencji. Przylepia się do powieki bez pomocy bazy czy mokrego pędzla. Świetna trwałość.
  • Anemone: granatowy, bardzo elegancki, metaliczno-drobinowy odcień. Niestety, nie jest prosty we współpracy. By uzyskać wyrazisty kolor trzeba mocno dociskać produkt, najlepiej mokrym, płaskim pędzlem. Mocno się osypuje, choć finalnie wygląda pięknie na powiece.
  • Flowery: matowy, liliowy odcień fioletu. Chyba jeden z bardziej kuszących i niepowtarzalnych kolorów. Niestety, jest dość suchy i trzeba mocno dopakowywać go na powiekę. Szczęśliwie, nie rozciera się do szarości.
  • Philosophy: brokatowo-drobinowy cień, który wygląda na różowy, ale na skórze objawia swoje zielonkawe tony. Najlepiej nakładać go na mokro lub na klejącą bazę.
  • Caravaggio: ciemny brąz z fioletowymi podtonami. Pięknie komponuje się z resztą kolorów, choć jest dość suchy i odrobinę się osypuje.
Makijaż z brązami, a w centrum Garcon i Climbing Rose.

Jak widzicie, cienie nie są równe. Niektóre zachwycają masełkową formuła i trwałością, z innymi trzeba się nieco więcej napracować. Jednak na pewno paletka pobudza do kreatywności. Z łatwością stworzycie dzienne, nudziakowe makijaże. No i te bardziej szalone.

Piękny design, ciekawie dobrane kolory cieni (i rabat!) sprawiają, że Soul Blooming to fajna inwestycja.

Kolory Garden Gate i Anemony, to esencja makijażu oka. Na ustach pomadka Mauve.

Matowa pomadka w kolorze Mauve
3ml za 65zł ( z rabatem 58,5zł) / do kupienia tutaj


Cóż dużo opowiadać – kolor ideał. Głęboki róż o sino-fioletowych tonach. Nie powiem Wam, że to jest najbardziej twarzowy odcień na świecie. Takie kolory trzeba lubić, albo potrafić nosić. Dlaczego?

Bo potrafią troszkę…oszpecić. Zrobić topielicę lub gothkę. Ale nie będę zniechęcać, bo dla mnie jest świetny, nietuzinkowy, przyciągający wzrok. Lubię zestawiać go z ciepłymi oczami, bo razem jeszcze bardziej potęgują wampirzy efekt.

Szminka jest długotrwała, bardzo mocno matowa, zastygająca na wargach. Ma lekkie tendencje do przesuszania ust, ale to jest koszt dużej trwałości. Co prawda bardzo tłustego obiadu nie przetrwa w stanie idealnym, ale ładnie się zjada, i na imprezowy lub dzienny użytek – super!


Close Up Concealer
4ml za 70zł (z rabatem 63zł) / do kupienia tutaj


Kremowy, bardzo gęsty korektor o naprawdę dużej mocy krycia. Na dzień dobry zachwyca swoim zapachem – kokosowym, bardzo przyjemnym. Jego konsystencja jest lepka, szybko zastygająca, mocno przylegająca do skóry.

Wyraźnie widać, że inspiracją dla aplikatora, a i samej formuły,  jest kultowy Tarte Shape Tape. Duży aplikator, całkiem sprytny, nanosi obfitą ilość produktu. Ten łatwo się rozprowadza, bardzo kryje, a że odcienie sprzyjają słowiańskiej karnacji, to bez trudu uzyskać efekt rozjaśnienia i konturowania.

Wydaje się, że jest ideałem. Ale! Testuję go intensywnie, i zauważyłam,  że nie do końca lubi się z cięższymi podkładami. Na mocno kryjącym podkładzie, po kilku godzinach, zaczyna się ciastkować i wygląda mało estetycznie – jak sucha skorupka. Za to z fluidami o średnim i małym kryciu – cacuszko! Lubi się z każdym pudrem, i ładnie ukrywa trądzik.

Przez to, ze dość szybko zastyga, podczas nakładania pod oczy, musimy dość mocno spieszyć się z zapiekaniem. Za to niemal wcale nie się nie zbiera.


Close-Up Baking & Setting Powder
79zł za 30g (z rabatem 71,1zł) / do kupienia tutaj


Ostatni w zestawieniu jest puder, bo i najmniej ciekawy to produkt z całej testowanej przez nas gromadki.

Szczerze mówiąc, w naszej osobistej klasyfikacji puder absolutnie nie jest wart zachwytów. Ani wydawania pod 70 zł. I gdyby nie fakt, że na opakowaniu trzy razy napisano baking może mogłybyśmy mu wybaczyć, że nadaje się tylko do delikatnego oprószania skóry pędzlem.

Nie za dużo, bo potrafi sprawić, że podkład i korektor ciemnieje. Nie gąbeczką, bo tak aplikowany lubi ciastkować podkłady. Jego największe (jedyne?) zalety to ogromna wydajność oraz fakt, że pozostawia skórę matową na długo. Ale od razu zaznaczam – mat jest dość płaski.

Jednym słowem – to jest puder matujący do nakładania lekką ręką (pędzlem) na przetłuszczające się partie twarzy. Nie do bakingu, nie na całą twarz, nie dla każdej cery.


A jakie są Wasze ulubione kosmetyki Nabla?


 

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x