Najlepsze podkłady kryjące

Trudno powiedzieć, czy istnieje w sezon, w którym nie potrzebowałybyśmy mocno kryjących podkładów, które utrzymują efekt idealnej skóry przez kilkanaście godzin. W okresie jesienno-zimowym mamy karnawał i bale, a lato to czas wesel, imprez rodzinnych, gorących nocy spędzonych w klubach.

Dzisiaj na warsztat biorę cztery produkty, które wytestowałam do cna i znam je na wylot. Dlatego też bez problemów ocenie je samodzielnie, jak i porównując do siebie.

Dla przypomnienia: moja skóra jest sucha, zwłaszcza w okolicach czoła i miejsc pod oczami. Nie mam wielkich problemów z trądzikiem, wokół nosa mam lekkie zaczerwienienia, a także rozszerzone pory.  Nie świecę się, ale buzia dość często się ściąga. Bez wątpienia lubię dobre krycie.

Oceniam podkłady w tych samych kategoriach, tak by dać Wam najbardziej obiektywne kryteria wedle, których możecie dopasować produkty do swoich potrzeb. Wybrałam sobie siedem cech produktów (konsystencja, aplikacja, trwałość, ilość kolorów, współpraca z innymi kosmetykami, dostępność, cena), które pomogą mi opisać czterech jeźdźców dobrej szpachelki.

Estee Lauder Double Wear

Podkład, który pewnie testowała większość z Was jeśli poszukuje mocnego krycia na wielkie wyjścia. Łatwo dostępny w drogeriach internetowych i oczywiście w Sephorze i Duglasie, a gama kolorystyczna jest tak bogata, że znajdzie się coś dla bladych o oliwkowej czy żółtawej cerze (w tym momencie w Sephorze znalazłam 16 odcieni). Cena produktu waha się od 140 do 180 zł, w zależności w jakim miejscu uda się nam kupić kosmetyk (i czy nie obowiązują jakieś rabaty). Ja polecam miejsca sprawdzone, raczej nie aukcje internetowe bo DW lubi być podrabiany.

Konsystencja podkładu jest dość wodnista i brak pompki w buteleczce bywa bardzo irytujący, bo zazwyczaj na rękę wypływa więcej podkładu niż potrzebujemy podczas nakładania. Choć jest to produkt z serii zastygających, to mamy naprawdę sporo czasu na dokładną aplikację fluidu i roztarcie go na twarzy. Ja najbardziej lubię aplikować go gąbeczką (i jak zobaczycie później, zawsze wybieram ową opcję). Podkład bardzo dobrze wtapia się w skórę i sprawia, że zyskujemy jednolitą, gładką powierzchnię. Przy dużym trądziku, właśnie praca z gąbką sprawi, że nasza buzia będzie jak z obrazka.

Trwałość podkładu jest doskonała, choć osoby chronicznie wycierające nos, nie będą zadowolone. Ale z moich doświadczeń wynika, ze nie ma fluidu, który wytrzymuje ciągłe pocieranie. W moim przypadku podkład, oczywiście wykończony pudrem transparentnym, nie osadza się w liniach mimicznych (u mnie są widoczne te od „uśmiechu”). Po wielu godzinach nadal prezentuje się świetnie, nie wchodzi w pory, buzia jest naturalnie matowa, ale zdrowa. Wiele osób zarzuca mu, że potrafi przesuszyć cerę przy ciągłym stosowaniu. Ja nie zauważyłam pogorszenia jej stanu, ale to pewnie kwestia indywidualna. Nie mam mu nic do zarzucenia również w kwestii współpracy z innymi produktami – pudry, primer, kremowe kosmetyki utrzymują się na nim świetnie.

Podsumowanie:  To podkład killer, ale… Zaraz pojawią się zawodnicy, których efekt krycia jest jeszcze bardziej intensywny. Ja, po kilku latach stosowania, nauczyłam się budować nim naturalne krycie na poziomie maksymalnie średniego. Przy niewielkiej ilości produktu i zastosowaniu nawilżającej bazy (mieszamy na ręce oba produkty w proporcji 1:1), uzyskuję naturalny efekt na wiele godzin. Kiedy nie używam go przez kilka tygodni, i zaaplikuję, to zawsze przychodzi mi na myśl, że on naprawdę pięknie gra z moją skórą.

Minusy: brak aplikatora / możliwość przesuszania / nie aż tak pełne krycie (!), choć do zbudowania
Plusy: dostępność / dobry wybór kolorów / przy umiejętnym nakładaniu można uzyskać naturalny i długotrwały efekt

Marc Jacobs Beauty Remarcable

To chyba podkład, z którym mam najbardziej zawiłą relację na zasadzie „love to hate”. Na cześć tego związku wrzuciłam go nawet to rozczarowań minionego roku, bo jak się sami przekonacie, potrzeba wiele trudu, by uzyskać efekt o jakim się marzy. Remarcable dostępny  jest wyłącznie w Sephorze, a jego regularna cena to 195 zł. To sporo, ale dojdziemy zaraz do konsystencji i wytłumaczę nieco owy koszt. Kolorów do wyboru mamy jedenaście, więc to średnia gama. Jednak nie to jest problemem – przy kupnie zdecydujcie się na testy na żywo, bo kolory wypadają dość ciemne i mój Bisque Light jest stanowczo zbyt mocny (ratuję się dobrym, jasnym korektorem).

Podkład ma niezwykle płynną konsystencję, więc pipeta dodana jako pomocnik do aplikacji to trafiony pomysł. Wystarczy (dosłownie!) jedna kropla produktu, by zatapetować (bez żartów) sobie twarz. Przy takiej konsystencji i mocy krycia mogę śmiało powiedzieć, że jest to najbardziej wydajny produkt z całej czwórki; 30 ml podkładu będziecie używać ze dwa lata, naprawdę! Jednak nim dojdziecie do wprawy jak aplikować kosmetyk, minie pewnie trochę czasu. U mnie przy nakładaniu najlepiej sprawdza się gąbka, ale i palce.

Krycie jakie daje fluid jest ekstremalne, ale przez wodnistą i rzadką konsystencję możemy w kilka sekund uzyskać przykry efekt maski (naprawdę niełatwo na początku oszacować ile kosmetyku będzie nam potrzebne podczas aplikacji). Zwłaszcza, że podkład ma matujące, pudrowe wykończenie, więc tylko jeden ruch dzieli nas o bycia rasową pudernicą. Fluid porównałabym do pigmentu w płynie o wielkiej trwałości. Niestety w moim przypadku lubi osadzać się we wszystkich zgłębieniach skóry, nawet przy lekkim przypudrowaniu. Przy skórze suchej, dodanie pudru na ten produkt, to troszkę zbrodnia, ale transparenty puder to mus, jeśli chcemy by osadzanie było subtelne. I takie, faktycznie jest.

Nie wyobrażam sobie nakładać go bez bazy nawilżającej, i to dzięki niemu musiałam wprowadzić trik 1:1, o którym pisałam przy DW. W tym wypadku nawilżam twarz esencją, serum, kremem, bazą i jeszcze stosuję mój trik. Inaczej będzie bardzo sucho, niestety bo… Skóra wygląda absolutnie bajecznie. To krycie, o jakim marzymy i jaki widzimy u gwiazd na czerwonym dywanie. To fotoszop w płynie, więc sięgam po niego, choć dla mnie nie jest idealny.

Podsumowanie: To trudny produkt, który wzbudza skrajne uczucia. Można się go nauczyć, ale wymaga cierpliwości. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się przy cerach tłustych i mieszanych, jednak w wyjątkowych sytuacjach i przy wsparciu nawilżaczy, będzie w porządku także przy suchej skórze. Jest długotrwały, trudno się ściera.

Minusy: wchodzi w zgłębienia skóry / mało intuicyjny / daje pudrowy efekt
Plusy: nieskazitelna skóra jak z obrazka / bardzo wydajny

Too Faced Born this Way

To kolejny produkt, który musiałam przetestować parokrotnie, z różnymi kosmetykami i sposobami aplikacji, by polubić i docenić jego skuteczność. Początkowo testy wypadały marnie, bo bardzo lubił osadzać się na skórze, wchodzić w zmarszczki i wgłębienia. Ale, jak się okazało, standardowe patenty i działania sprawiły, ze fluid daje skórze mocne krycie i pożądany, długotrwały efekt.

Konsystencja produktu jest lekko płynna, bardzo podobna do DW. Fluid ma tendencję do zastygania i w mojej ocenie potrzeba nieco więcej werwy z jego aplikacją niż z poprzednikami, bo potem będzie trzeba nieco mocniej trzeć. I tym razem najlepiej sprawdza mi się gąbeczka, bo ładnie i równomiernie aplikuje podkład, dobrze go blenduje i wzmacnia efekt krycia.

Produkt jest dostępny wyłącznie na stronie Sephory, a jego cena to 149 zł, więc jest najtańszym spośród całej czwórki. Niestety mamy do wyboru tylko sześć odcieni, choć sama marka produkuje ich aż 18! Na usprawiedliwienie powiem, że są to odcienie jasne, dobrze dopasowane do karnacji Polek.

Podkład jest dość mocno matujący, więc w moim przypadku nie obejdzie się bez odrobiny bazy rozświetlającej i nawilżającej, z którą łączę produkt. Spośród całej czwórki jest najmniej kryjący, ale ma do pokonania sporych konkurentów, więc finalnie daje krycie mocne i średnie, w zależności od tego jak będziemy go aplikować.

Dobrze współpracuje z innymi produktami, a najbardziej lubi się… z primerem od Too Faced – Hangover. Ten duet bardzo dobrze sprawdza się przy cerze skłonnej do przesuszeń, ale to nadal nie jest ideał. Jak dla mnie trwałość jest dobra na około 8-10 godzin, ale z tyłu głowy miam myśl, że muszę zerkać do lusterka.

Podsumowanie: Szczerze mówiąc, to nie zaufałabym mu jako podkładowi na wielki bal, wesele i całonocną imprezę. Ma mniejsze krycie niż pozostałe fluidy, i również łatwiej się ściera. U mnie podkreślał suchość, więc lepiej sprawdzi się z cera tłustą.

Minusy: podkreśla suchość / najmniej trwały /
Plusy: najtańszy z produktów

Kat von D Lock-It Foundation

Przyszedł czas na fluid, który jest zdecydowanie najtrudniej dostępny w Polsce bo… wcale. Znajdziemy go jedynie w sklepach, które dystrybuują kosmetyki z USA. Jednak cena jaką nam proponują jest dość kosmiczna – 260zł, a w oryginale to koszt 35$ (ok.150zł). Jeśli zatem ktoś wylądował w USA, albo w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii, to niech czym prędzej biegnie do Sephory i kupuje.

I już mówią dlaczego! Żaden inny kosmetyk z naszej czwórki nie ma aż tylu dostępnych odcieni, co Lock It Foundation. Kaśka pomyślała o wszystkich i zaoponowała 33 odcienie! Wielki szacunek! Formuła podkładu jest zastygająca i znacznie mniej płynna niż pozostałe, ale dobrze się z nią współpracuje. Zastyga na skórze, więc trzeba działać sprawnie. Oczywiście najbardziej lubię aplikować go beautyblenderem, ale… niezbyt dobrze przyjmuje obecność innych produktów, jednak wyłącznie, kiedy próbuję mieszać podkład z bazą czy rozświetlaczem. Mam wrażenie, że podkład nie chce się łączyć. Natomiast w standardowej formie, czyli baza naniesiona na skórę, a następnie aplikacja podkładu – wszystko jest w najlepszym porządku. Za to pudry wyglądają z nim świetnie, zwłaszcza te z palety Kat.

Fluid wtapia się w cerę, bardzo mocno kryje i tworzy efekt drugiej skóry. Ale nie pozostaje niezauważony! Jeśli ktoś nie lubi widocznego podkładu to… raczej unika tak ciężkich formuł. Poziom krycia ma tylko odrobinkę mniejszy niż Remarcable, ale może to sprawia, że nie pozostawia takiej suchości i pudrowego wykończenia. Jest diablo trwały, kryje niedoskonałości, blizny, a nawet tatuaże.

Podsumowanie: Nie ukrywam – uwielbiam go! Jeśli pójdę na bal do Hogwartu, to na pewno z Kat na twarzy. Co prawda umiem aplikować już takie ilości, by uzyskać mniej kryjący efekt, ale… jest mi go zwyczajnie szkoda zużywać! Wyczekuję jak szalona Kat von D Beauty w Polsce.

Minusy: trudna dostępność
Plusy: mega krycie przy braki wysuszania / nie potrzebujesz pudru przy cerze suchej / duża gama kolorów

2 komentarze

  • Kat von D jest świetny , pod względem krycia i konsystencji, Marc Jacobs nie sprawdził się u mnie,Estee (dyskutowałyśmy kiedyś) był o wiele lepszy przed zmianą formuły, a Too Faced jak ostatnia gapa 😛 jeszcze nie testowałam.

    • Milena Paciorak
      8 lat ago

      Dla mnie Kasia rozbija bank bo przy takim kryciu, daje radę na suchej skórze. Ale do DW też zawsze wrócę:)

Leave A Comment

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x