Najlepsze rodzinne seriale sprzed lat

Piłkarskie zawody trwają, więc mogę mniemać, ze jest wśród Was duża grupa, która i owszem, zachwyci się jak ja Ricardo Quaresma (klikajcie, sprawdźcie dlaczego to mój numer jedne tych mistrzostw;), pokibicuje orłom Nawałki, ale na dłuższą metę jesteśmy nieco znużone trzema meczami dziennie. I jeszcze studiem, i komentarzami, i prognozami. Co za dużo to niezdrowo, prawda?

Przyszło mi na myśl, że fajnie byłoby obejrzeć serial. Ale taki ciepły, lekki, rodzinny. I przypomniałam sobie, że jest spora grupa seriali z przeszłości, które najtrafniej nazwać „familijnymi” . Choć ten epitet może być nacechowany pejoratywnie, zwłaszcza w związku z produkcjami telewizyjno-kinowymi, to po namyśle stworzyłam listę sześciu opowieści, które oglądałam w przeszłości.

Zabieram Was dzisiaj do lat młodzieńczych i pytam – kto da więcej?
Byle nie „Jezioro Marzeń”, bo to jeden z tych tworów, których nie mogłam oglądać. Ckliwość ma swe granice!

seriale rodzine z lat 90 (4)

  • Gilmore Girls / Kochane Kłopoty

To mój serial numer jeden, i na fali futbolowej nudy zaczęłam oglądać go od początku. Bawi mnie tak samo jak kilkanaście lat temu. Czuję niesamowitą więź z Rory, dokładnie taką samą jak za dawnych czasów. Bo to bohaterka, której marzeniem jest Harvard, kocha literaturę, ambicjonalnie podchodzi do testów i szkoły. Idealna idolka dla nastolatek! Nie przepada za intrygami jak panienki z Gossip Girl, nie skrywa mrocznych tajemnic jak dziewczyny z Pretty Little Liars, ani nie popada w konflikt z prawem/narkotykami/alkoholem jak wszystkie pokolenia 90210.

Choć miasteczko Stars Hollow jest troszkę zbyt idealistyczne, a relacja z mamą-kumpelką raczej mocno przerysowana, to nie sposób oprzeć się ciepłej, lekkiej atmosferze. Do tego Rory i Lorelai kochają kawę jak ja, więc tym bardziej je lubię! No i czekam na nową serię, która ponoć się już robi!

  • My So-Called Life / Moje tak zwane życie

Oto kolejna mądra dziewczynka, dla której warto poświęcić kilkadziesiąt minut. Angela, grana wybornie przez młodziutką  Claire Dens, zabiera nas do połowy lat 90’. Królowała wówczas Nirvana, dziurawe spodnie i brutalna rzeczywistość. Serial doskonale pokazywał, czym, naprawdę żyją nastolatki ówczesnych czasów. I nadal nie jest to przyjęcie na Upper East Side, sorry Queen B. Dyskryminacja, problemy z tożsamością, HIV, sex bez zabezpieczeń, prześladowanie i gnębienie słabszych uczniów… Nawet miłość Angeli była bardziej realna niż wszystkie zakochania Sereny Van Der Woodsen (razem wzięte!). Nastolatka była bliska nam, dziewczynom w podobnym wieku. No i aktorsko, nie ma co ukrywać, Clarie zjada Blake na śniadanie.

Ach, i był jeszcze Jordan, czyli młodziutki Jared Leto. To wtedy gremialnie się w nim zakochał świat!

seriale rodzine z lat 90 (2)

  • Felicity

Ten serial nauczył mnie jednego – impulsywne decyzje mogą mieć skutki opłakane. Nie podejmujesz nauki „byle gdzie” (nawet jeśli jest to Nowy Jork) bo zadłużyłaś się w jakimś facecie. No i fryzjer nie jest ostatnią deską ratunku, by odnaleźć siebie. Takie piękne włosy nie odrastają szybko. Przy okazji wyobrażam sobie, co by było, gdyby serial był robiony w dobie internetu. Keri Russel, czyli aktorka grająca Felicity, naprawdę ścięła swoje bujne loki na planie. Wyobrażam sobie lawinę wpisów na portalach plotkarskich! Kim Kardashian musiałaby się mocno postarać, by znowu wejść na jedynki…

Wracając do serialu. Mniej więcej tak wyobrażałam sobie moje studenckie życie będąc dzieciakiem w gimnazjum. Choć muszę przyznać, że porywy serca bohaterki były dla mnie nie do końca zrozumiałe. Wielki plus za to, że cała historia odbywa się wśród studentów. Zauważyliście, że niewiele jest seriali pokazujących życie 20-25latków? Jest mnóstwo historii licealistów, a potem ludzi dobiegających trzydziestki (Przyjaciele, Jak poznałem wasza matkę?, Teoria wielkiego podrywu). Wyczuwam spisek, a Felicity bardzo warto odświeżyć. Nowy Jork ma zupełnie inny klimat niż u Carrie (Sex w wielkim mieście) czy Hannah (Dziewczyny).

seriale rodzine z lat 90 (3)

  • Joan of Arcadia  / Joan z Arkadii

Okej, to czwarte serial z rzędu, którego protagonistką jak dziewczynka. Czy to coś znaczy? O dziwo, historia Joan nie powinna być mi aż tak bliska. Bo nie przepadam za serialami fantasy. Rozmowy z Bogiem? Dziwne! A jednak! Joan to z pozoru zwykła nastolatka, która pewnego dnia dostaje wielką szansę na to, by świat wokół niej stał się lepszy. Zaczyna rozmawiać z Bogiem. To on podsuwa jej pomysły na to, co i jak robić, by pomagać. Brzmi ckliwe, ale serial nie był przeładowany dramatyzmem. Był taki… Zwykły? Mimo nadprzyrodzonych zdolności naszej bohaterki.

Moje przygoda z nim zaczęła się od piosenki Joan Osboutne „One of Us”. Bardzo ją lubiłam, więc kiedy skojarzyłam, że jest w czołówce serialu dla młodzieży, to stwierdziłam, że dam mu szansę. Bez błędu!

seriale rodzine z lat 90 (1)

  • Party of Five / Ich pięcioro

Historia piątki rodzeństwa, która musi poradzić sobie z trudem dorastania, po tym jak w wypadku giną ich rodzice. Pamiętam, że w tym serialu każdy z bohaterów obsesyjnie poszukiwał miłości. I mimo, że mięli siebie, byli ze sobą mocno związani, to potrzeba kochania pchała ich bardzo często w dziwne rejony (byli bardzo ufni, by nie powiedzieć – naiwni!). Kiedy myślę dzisiaj o owej produkcji, to zadaję sobie proste pytanie – jak to możliwe, ze jeden starszy brat mógł sprawować opiekę nad całą gromadką dzieciaków, w tym niemowlakiem? (Pewnie serial to wyjaśnia, ale ja nie pamiętam).

Nie sposób również nie wpsomnieć o Neve Campbell i Jennifer Love Hewitt, które stały się ikonicznymi aktorkami drugiej połowy lat 90′, a to właśnie w tym familijnym serialu pokazały się szerszej publiczności.

seriale rodzine z lat 90 (1)

  • 7th Heaven / Siódme niebo

Będę szczera – to nie był mój ulubiony serial. Często nie mogła znieść nadmiaru lukru, ckliwości, odrealnienia. Ta rodzina wiodła życie, które można wieść wyłącznie grając w serialu. Ba! Brakowało w nim dystansu, jak choćby w Gilmore Girls. Jednak muszę wrzucić go do tej listy, bo wiem, że dla wielu z Was jest pewnie ideałem telewizyjnego serialu familijnego. I ta moja niechęć może wynikać z nieuświadomionych uprzedzeń (?). Słabego aktorstwa? Zawsze dobrych finałów? Okej, przestaję. Mięli fajnego psa.

Na pokutę, nomem omen, obiecuję obejrzeć jeszcze raz przynajmniej jeden odcinek. Może zmienię zdanie po latach?

A na finał, jeszcze raz Lorelai, i bezcenna autokrytyka.

tumblr_mmp3sp6oQZ1qev7jqo1_500

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x