5 sytuacji, w których bycie plus size jest do kitu

Nosisz rozmiar 40 i większy? Jesteś plus size! Tako orzekli projektanci modowi i redaktorzy ważnych pisemek. Większość kobiet jednak wcale się z tym plus size nie identyfikuje. O dziewczynach 38 do nawet 44 pisze się, że są po prostu normalne.

Normalne, czyli jakie?

Ale mam dla Was (i dla siebie) złe wieści. Z tą normalnością to nie do końca prawda. Mało tego, często to zwykły bullshit. Szczypiorki, a już zupełnie szczypiorki wysportowane, mają się lepiej. A slogany w stylu ‚kocham siebie’, ‚kochanego ciała nigdy dość’, ‚kobiecość ma krągłości’ może są i fajne by zagłuszyć poczucie, że codzienne noszenie na sobie kilku kilogramów tłuszczu nie jest OK, ale istnieje przynajmniej 5 życiowych sytuacji, w których udawać się nie da.

Tych 5 sytuacji daje mi kolejnego kopniaka w tyłek, by po raz pięćset trzydziesty pierwszy zabrać się za siebie i podjąć nierówną walkę z ciałem, a mózg przestawić na pozytywne myślenie.

1 / Przeklinasz upały

Pogoda wszystkim daje się we znaki, ale najbardziej plussizerkom. Ostatnio Tattwa dodała bardzo zabawny post na swoim Fejsie, że dzięki upałom rozumie już zaletę chudych nóg w X – podczas chodzenia w upałach uda się nie dotykają, zatem nie ma nieprzyjemnych otarć (na które btw Magda poleca krem dziecięcy Johnson’s). Czy to do mnie przemawia? Jeszcze jak! Przecież ‚dzięki’ sierpniowym upałom wcale już nie chodzę w spódnicach – wybieram spodenki właśnie dlatego, że po prostu wygodniej w nich chodzić.

Największym problemem z upalnym latem jest – nie bójmy się tego słowa – pot. Ten paskudny, pojawiający się nagle i oblewający czoło, brodę, plecy, pachy Pan Mokra Plama, który doprowadza człowieka do szału, dyskomfortu, no i rodzi nieprzyjemny zapach. I choćby się szło przez miasto z najpiękniejszym Majkelem Korsem na ramieniu, a na stopach nosiło modne espadryle Chanel, to człowiek i tak wygląda i czuje się jak galareta drobiowa. A szczupli pocą się mniej i upał im aż tak nie doskwiera. Zobaczysz to na ulicach, odczujesz w autobusach. Niestety, prawda jest mokra i nie pachnie Armanim.

2 / Nie masz się w co ubrać

Joasia Głogaza, autorka książki Slow fashion, musiała nigdy nie mieć nadwagi. Gdyby była plus size choć przez chwilę musiałaby wiedzieć, że rozpaczliwe lamenty poranne ‚nie mam się w co ubrać!’ nie zależą tylko od tego, czy kupujemy ubrania dobrej jakości i w odpowiednich odstępach czasowych. Łatwiej o niedopasowany ubiór po pierwsze dlatego, że się ma ograniczony wybór (i to niezależnie od marki i półki cenowej), a na wiele części garderoby po prostu jest zakaz. Przypomnijcie sobie Kim Kardashian w sukni w kwiaty (zwanej potem obiciem kanapy), by zrozumieć, dlaczego są takie wzory i fasony, których plussizerka nie powinna zakładać nigdy. Duże wzory to jeden z nich.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Photos via Olympus PEN E-PL7

I choć my zawsze żartujemy, że można się ubierać po parysku (czyli zgodnie z typem sylwetki, okazją itp) lub londyńsku (czyli totalnie kierować się sercem, bez respektu dla zasad) to krew człowieka zalewa, gdy widzi swoje odbicie w lustrze w wymarzonej, wyśnionej, cudownie wygodnej sukience, która nijak nie upiększa, a czyni Cię parówką, słoniem, przebierańcem.

3 / Czasem słońce, czasem rozpacz

A jakby tego było mało, gdy się nosi rozmiar 40 lub większy to każde (już 2-3 kilo) wahanie wagi sprawia, że zupełnie wygląda się w tych samych ubraniach. W poniedziałek zakładasz bluzkę i czujesz się jak wspomniana Kim K., a w sobotę już jak pasztetowa nadziana w jelito syntetyczne. Koszmar!

4 / Skazana na stanik

Niedawno pisałyśmy o tym, jak brafitting ratuje mniejsze i większe biusty przed upadkiem, ale nie myślcie sobie, że tak aż bardzo kochamy staniki. To znaczy nic do nich nie mamy, ale sam fakt że MUSIMY je nosić, doprowadza nas do szału. Bo większe ciało to też większy biust. W każdym poradnikowym programie powiedzą, że to świetnie, bo kobiecość jakby większa, atut widoczny bez okularów, to i pochwalić się można. No dobra, a jak się nie chce? Kiedy się woli latem pochodzić bez bielizny i niczym Rihanna nosić dowolne dekolty i ramiączka? W upały bez stanika się nie da, choćby dlatego, że… piersi też się pocą i lepiej nie ryzykować mokrej plamy w tym miejscu. Taka to kobiecość, takie walory.

5 / Kto Cię straszy plażą?

Pewnie z 99% kobiet ma opory przed pokazaniem się na plaży w skąpym bikini. Nie jest to więc domena tylko plussizerek, zresztą wybór kostiumów kąpielowych jest tak duży, że większość kompleksów jest do zamaskowania. Ale wiecie co jest gorsze od widma siebie na plaży? Straszenie plażą! To odbywa się regularnie, każdego roku – mniej więcej od lutego do września. W prasie, internecie, programach tv. Nagłówki w stylu ‚3 miesiące do wakacji’, ‚schudnij do lata’, ‚trening na płaski brzuch na plażę’, do tego tysiące reklam środków na odchudzanie, odwodnienie, odkwaszenie. Nachalna reklama jest tak straszliwie wkurzająca, że aż się ma ochotę wystawić środkowy palec i pozdrowić redaktorki pism kobiecych niczym Agnieszka Chylińska swoich nauczycieli. A potem zrobić im wszystkim wbrew i nie zrobić nic, by mieć płaski brzuch na plaży.

Nadmienię tylko, jeśli nie wiecie, że większość pań piszących do wspomnianych magazynów i redagujących podobne treści sama nie przygotowuje się do lata według własnych wskazówek, a artykuły powstają ze względu na współprace z reklamodawcami, producentami owych cudownych pigułek i hiperskutecznych kremów wyszczuplających, które jeszcze nikogo nie odchudziły bez diety i ćwiczeń.

Epilog

Posiadanie kobiecej sylwetki, czy kilku (nastu?) nadprogramowych kilogramów to nie je bajka. Nie ma co udawać, że dodatkowe kilogramy to powód do dumy, bo na co dzień zwykle więcej z nimi kłopotu, niż uciechy. Natomiast jest i druga strona medalu. Świat, który wywiera presję. Nie znajomi, nie przyjaciele, ale właśnie redaktorzy pism modowych, panie z TV, coraz to nowe trenerki śniadaniowe. Ludzie, którzy nie mają oporów, by pokazać na Ciebie palcem i dać do zrozumienia, że musisz natychmiast się zmienić, by pasować do wykreowanej rpzez nich rzeczywistości (w której wszyscy są chudzi, modni i szczęśliwi). Tym paniom przekazujemy mesydż Chylińskiej do nauczycieli, a same zabieramy się za poszukiwanie pozytywnej inspiracji.

Bo jednak warto być lżejszą, ale na własnych zasadach.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x