Agentka Benefit na tropie rozszerzonych porów

Czekam na dzień, w którym powiem do odbicia w lustrze
– droga skóro, nic nie mogę Ci zarzucić.

Przyznajcie się – Wy też czekacie, prawda? Bo jak już udało się nam pokonać trądzik młodzieńczy, to pojawiły się suche miejsca na policzkach lub spektakularne przetłuszczenia na czole. A za nimi zaraz pękające naczynka, mało estetyczne ślady przebarwień czy (olaboga!) pierwsze zmarszczki i zgłębienia w skórze. Cera jest naprawdę nieprzewidywalna i chyba tylko raz w życiu miałam wrażenie, że spotykam osobę dorosłą o skórze jak alabaster (obie wspominamy cudowną, niepomalowaną buzię Edyty Zając z rozrzewnieniem).

Moją zmorą są rozszerzone pory, co przy skórze skłonnej do przesuszeń jest dość problematyczne. Bo wiele marek zakłada, że problem ten dotyczy głównie skóry tłustej, mieszanej i trądzikowej.


A przecież to nie prawda!

Miłość i basta

Benefit, to marka, która bardzo często stawia sobie wyzwania i buduje rodziny produktów skupiając się wokół konkretnych problemów. Biorąc pod uwagę, że baza pod podkład z serii Porefessional jest moim ulubionym produktem w tej kategorii, to z wielką przyjemnością wzięłam się za testowanie i sprawdzanie rodziny (anty)Pore.

A jeśli ktoś nie zna właściwości bazy, to w telegraficznym skrócie powiem, iż zmniejsza widoczność porów w kilka sekund, podobnie radzi sobie z drobnymi zmarszczkami. Przedłuża trwałość każdego makijażu i przy okazji nie obciąża skóry. Moja sucha cera ją kocha; współpracuje z każdym podkładem, a wklepana delikatnie w okolicy nosa robi doskonałą robotę – skóra jest wyblurowana i zdrowa. To naprawdę rewelacyjny produkt, i raczej nie spotkałam się, by ktoś nie był zadowolony z jego działania.


W rodzinie Porefessional znajduje się jeszcze jeden kosmetyk, który w moim odczuciu zasługuje na miano kultowego. Przechodząc do sedna; mówię o maseczce Instant Wipeout. To nic, innego jak te zabawne zielone przyciski, które widzicie na zdjęciach. Opakowania z guziczkiem wypełnione są płynem, a wewnątrz znajduje się również mikropłatek, który nasączony nakładamy na nos i okolice (zabieg trwa 10 minut). Jego działanie to matowienie i natychmiastowe zmniejszanie widoczności porów. I powiem Wam – to działa! Prócz uczucia chłodu i przyjemnego orzeźwienia, dostajemy gładszą, aksamitną skórę. Po maseczce nakładam swoją standardową pielęgnację (serum/krem), a następnie bazę i podkład. Listki z płynem nie są moim codziennym elementem pielęgnacji, bo przy skłonnościach do wysuszeń byłoby to nieostrożne, ale przy wielkich wyjściach to rytuał. To mój zabieg bankietowy!

Koniecznie to sprawdźcie!

Nie tylko lukier!

Ale by nie było tak słodko i różowo, to na dokładkę słówko o żelu Matte Rescue, który nie sprawdza się na mojej buzi. Nie powinnam się temu dziwić, bo prócz zmniejsza widoczności porów, zajmuje się jeszcze matowieniem skóry. I niestety moja sucha cera nie jest gotowa na tak mocne uderzenie matu. U Lony żel sprawdza się jednak znakomicie i jest jednym z jej ukochanych kosmetyków pielęgnacyjnych (zobaczcie). To wyraźny znak, że Matte Rescue lepiej sprawdza się przy cerach mieszanych i tłustych, a skóra sucha lepiej radzi sobie z klasyczną wersją bazy Porefessional. W moim wypadku żel zbyt mocno przesuszał i każdy podkład (nawet wsparty bazami nawilżającymi) prezentował się mało elegancko.

W benefitowym zestawie (anty)Pore znajdziemy jeszcze maleńki krem It’s Potent.  Czyli bardzo odżywczą formułę pod oczy delikatnie nawilżającą i rozświetlającą skórę. To jeden z nielicznych kosmetyków pod oczy, który dobrze współgra u mnie z kolorówką i nie waży się, nie zbiera i nie roluje.


Co jeszcze na widoczne pory?

W moim przypadku, prócz ukochanej bazy i maski, niezbędny podczas makijażu jest puder transparentny i gąbeczka. Podkłady zawsze aplikuję poprzez lekkie stemplowanie i dociskanie produktów do skóry, a struktura gąbki pomaga mi ukrywać pory (podobnie nakładem kremowe korektory rozświetlające pod oczy). Kolejnym krokiem jest nałożenie lekkiego pudru, który również aplikuję gąbeczką dociskając go do buzi. Przy suchej skórze trzeba było odrobiny poszukiwań, by znaleźć produkt lekki, dobrze utrwalający makijaż i co najważniejsze – nie przesuszający cery. W moim wypadku sprawdza się najlepiej puder HD od Make Up For Ever, a także produkty Laury Mercier czy MAC. Testowałam także Lock It Powder od Kat von D i był znakomity, ale mogę tylko opowiadać o jednorazowym efekcie, nie wiem jak sprawdziłby się na dłuższą metę.

Zapytuję i Was – macie jakieś sprawdzone sposoby
na walkę z rozszerzonymi porami? Podzielcie się!

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x