Dwa tygodnie do Gry o Tron, czyli seriale na czasu zabicie

Czekacie? Odliczcie dni i smoki do premiery „Gry o tron?” Ja, przyznam szczerze… niezbyt. Ostatni sezon był mi troszkę gwoździem do trumny; za dużo efektów specjalnych, zbyt wiele patetycznych i niepotrzebnych ujęć, pójście na łatwiznę scenarzystów i wymordowanie niemal wszystkich antagonistów (nieodżałowany Ramsey Bolton) , i co chyba najgorsze – zabranie przysłowiowych „jaj” Tyrionowi i (nomem omen) Varysowi.

Ale pewnie oglądać będę i tak, bo przecież telenowela ma się ku końcowi, trzeba wreszcie dowiedzieć się, któż na tronie zasiądzie…


A tymczasem, do 17 lipca pozostało jeszcze trochę czasu, więc mam serialowe propozycje, które umilą Wam czekanie.



Dear White People, 2017
Netfilx


To zaczniemy poważnie; od serialu, którego cała fabuła koncentruje się wokół rasizmu. Poznajemy jego różne oblicza, obserwując życie kampusu jednej z elitarnych amerykańskich uczelni. Buntownicza bohaterka prowadzi program radiowy, w którym bez ogródek opowiada, że kolor skóry (przede wszystkim czarny) ma znacznie.

I choć temat jest poważny, to forma dość lekka, powiedziałabym nawet, że sitcomowa- świetna ścieżka dźwiękowa, bardzo filmowa narracja. Znamy rasizm z naszego polskiego podwórka (niestety), ale tak naprawdę nie mamy pojęcia z jakimi uprzedzeniami zmagają się Afroamerykanie w Stanach. Oglądamy z zaciekawieniem, wyciągamy lekcję pokory i… niestety ja zastanawiam się, czy czasem niektóre słowa i czyny w imię wolności, zamiast budować mosty, palą je w drobny mak.

Mój zarzut kierowałabym jeszcze do twórców, którzy wyrzucili poza nawias inne mniejszości (nie tylko etniczne, religijne, ale i seksualne). Serial pokazuje, że takowe pozbawione są problemów, uprzedzeń i w zasadzie – są w pełni akceptowane. Co oczywiście prawdą nie jest. Mimo wszystko polecam, bo każda próba zrozumienia inności jest czasem wartościowo spędzonym.


Riverdale, 2017
Netflix


Całkowita zmiana klimatu, komiksowa forma i coś, dla fanów zagadek kryminalnych. Riverdale to adaptacja komiksów Archie Comics, bardzo popularnych w Stanach. Co ciekawe, i mnie nie ominęła maleńka fascynacja bohaterami Archie; to właśnie tam pojawiła się Sabrina Spellman, znana u nas jako nastoletnia czarownica. Jako dzieciak byłam zafascynowana jej przygodami.


 W 69′ nas bohaterowie wraz z Sabriną nagrali hit „Suger Suger”, patrzcie. Piosenka, z resztą, pojawia się w odmienionej formie i w serialu.


Jeśli lubicie kryminały, w których dzieciaki są bardziej przebiegłe niż ich dorośli opiekunowie, to nie macie na co czekać. Znajdziecie się w maleńkim amerykańskim miasteczku, w którym dochodzi do spektakularnej zbrodni. W tym samym czasie do sennego Riverdale przyjeżdża seksowna i światowa Veronica (ach, jakże przypomina Blair z Plotkary!), a nasz bohater Archie zamiast futbolistą chce zostać muzykiem.

W tyglu mamy jeszcze zakochaną w Archiem, amerykańską dziewczynę idealną – Betty, a także kumpla outsidera – Jugheda, którego lubimy od pierwszego ujęcia! (i w trakcie seansu uświadamiamy sobie, że to jeden z bliźniaków z disneyowskiego „Nie ma to jak statek!). W obsadzie pojawia się również całkiem dorosły Dylan z BH90210… Ach, wspomnienia.

Sam serial ma fajny komiksowo-oniryczny klimat, intryga jest wciągająca, a całości nie bierzemy szczególnie na poważnie. Dobry na letni wieczór.


The Get Down, 2017
Netfilx


I teraz przed Wami mój totalny hit, wielka fascynacja, którą zmiażdżono wiadomością, iż sezon był jeden i następny nie powstanie. Bo fantazyjne dzieło Buzza Luhrmanna (tego od Romeo i Julii, Moulin Rouge i Wielkiego Gatsbiego) było horrendalnie drogie. Tak bardzo, że Netflix więcej nie jest w stanie inwestować, bo widownia nie dopisała tak, jak się spodziewano. A szkoda, po stokroć szkoda.

Prywatnie nie jestem fanką Buzza, i poza doskonałym Romeo i Julii, nie unoszą estetyki jaką proponuje. Ale ta produkcja ma w sobie bajkowy klimat pomieszany ze zdjęciami archiwalnymi z końcówki lat 70′, który mnie porwał. Serial łączy w sobie film muzyczny, dokument, dramat, musical, romans i film gangsterski. Mieszanka wybuchowa!

Przechodząc do sedna – to produkcja o narodzinach hop hopu. A jak wiadomo; ten powstał się na Bronksie. Brudnym, pełnym przemocy, gangów i narkotyków. Jednocześnie pełnym muzycznych klubów, gorących rytmów disco i marzeń naszych bohaterów. Historię oglądamy głównie oczyma zdolnego Ezekiela, który ma szansę wyrwać się z getta. Bo jest bystry, dużo czyta i kocha zabawę słowem. Kiedy na jego drodze staje Shaolin Fantastic (legenda graffiti, dealer) plany na życie muszą ulec zmianom.

Scena hiphopowa dopiero raczkuje, ale całkiem dobrze mają się królowe disco i szalone narkotyczne zabawy w nocnych klubach. Oglądamy również i bajkę o tym, że bycie divą to sprawa trudna (a na drugim planie tych dramatów pojawiają się osobistości, które wówczas w Nowym Jorku nadawały ton sztuce i muzyce!).


W międzyczasie obserwujemy, co było przyczyną upadku Bronksu, i dlaczego tak trudno było powstać mu z klęczek. Tutaj kapitalną robotę robią zdjęcia inspirowane dokumentem lub właśnie dokumentalne. Tygiel kulturowy i etniczny fermentował, narkotyki zbierały swoje żniwo, a bieda i uprzedzenia stawały się powodem gier politycznych.

Jeśli fascynujecie się stylem retro i modą lat 70′, to również będzie dla Was gratką owa produkcja. Twórczyni strojów wykonała tytaniczną pracę, odtwarzała ubrania ze zdjęć, przeszukiwała sklepy vintage i prywatne kolekcje. Nawet ubrania gangów mają charakterystyczne znaki i naszywki.

No i kiedy już powiedziałam Wam prawie wszystko, to w zasadzie nie doszłam do mojej ulubionej przyczyny, dla której pochłonęłam serial w trzy dni. Przyczyna miała na imię Dizzee, a grafficiarską ksywkę Rumi. Chłopak ten, to kumpel naszego Ezekiela, jeden z trzech braci, z którym założył kolektyw The Get Down Brothers. Wierzcie lub nie, ale mam wrażenie, że każda scena jaką dano do zagrania Jadenowi Smithowi (uroczy syn Willa Smitha) miała w sobie magię.

Chłopak to buntownik, marzyciel, wolny duch, barwny motyl. Czuje sztukę, żyje sztuką, zdobi swoimi znakami brudny Bronks. I mówi tak pięknie, i patrzy jeszcze piękniej, i w zasadzie chyba się zakochuje, bo na pewno zakochałam się ja.


Jeśli macie ochotę na bajkę o Bronksie[a mnie ona przypomina naturalistyczne powieści Balzaca, w których pokazywał, że nawet w największym brudzie może pojawić się klejnot] to dajcie się porwać „The Get Down”.


Klikajcie tutaj, jeśli macie ochotę na kilka babskich serialów, w zupełnie lekkim klimacie.


  • Rowniez czekam na Gre. Koniecznie musze zapoznac sie z Twoimi poleconymi opcjami 😀

    • Milena Paciorak

      ❤️❤️

  • 39/10

    NA GoT nie czekam, serial mnie nie porwał, książki milion razy bardziej wolę. Riverdale mam na swojej liście; DWP widziałam jeden odcinek, będę kontynuować, choć pierwszy mnie na razie nie porwał; The Get Down oglądnęłam pierwszą połowę sezonu z zainteresowaniem, ale już druga część jest dla mnie ledwo do przejścia, te komiksowe wstawki są okropne, nie przepadam ani za Ezekielem, ani Mylene ani za Shaolinem 🙁 Dizzee jest super i tu się zgodzę 😀

    • Milena Paciorak

      Przyznam, że komiksy też mnie zaskoczyły, ale wybaczałam formę bo eksperyment (no i niejako listy miłodne;) Zgodzę dię też, co do sympatii do bohaterów – to nawet dość ciekawe, że nie lubi się tych pierwszoplanowych. Też tak miałam, ale przez to chyba mocniej doceniałam fantastyczny drugi plan:)

  • Obejrzałam Riverdale i zgadzam się z Tobą, że to całkiem przyjemny, wciągający serial, idealny na lato. Klimat ma świetny;)

    • Milena Paciorak

      Czekamy na sezon 2!:)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x