Test palety Too Faced Sweet Peach [swatche+makijaż]

Paleta Sweet Peach pojawiła się w Polsce ponad pół roku temu jako edycja limitowana. Teraz wchodzi do regularnej sprzedaży.

Po wprowadzeniu limitowanej edycji paleta błyskawicznie zniknęła z półek Sephory (jedyny oficjalny dystrybutor) w naszym kraju, cieszyła się też ogromnym zainteresowaniem na całym świecie. Marka Too Faced postanowiła pójść za ciosem i przygotować większą partię produktu, by wprowadzić paletę do regularnej sprzedaży (dodatkowo uzupełniając ją kolekcją róży, błyszczyków i rozświetlaczy, ale ponieważ są one w PL niedostępne, skupimy się na samej palecie cieni).


O co ten hype?

Słodka brzoskwinka świetnie wpisuje się w obowiązujące trendy makijażowe (na pomarańczowe, różowe i winne odcienie na powiekach), do tego pachnie brzoskwiniami i nawiązuje do słynnych, bestsellerowych palet Too Faced czyli Chocolate Bar. Faktycznie trendowe odcienie i sprawdzona, zaufana formuła musiały zaowocować sukcesem komercyjnym. Nowa edycja Sweet Peach znakomicie się sprzedaje.

I nie dziwimy się wcale, bo to naprawdę jedna z ciekawszych palet, jakie można teraz kupić w Polsce. Choć nie bez wad…


Opakowanie i zapach

Paleta Sweet Peach zawiera 18 cieni po 0,95gr każdy (łącznie 17,1gr) zamkniętych w metalowym opakowaniu z lusterkiem.

Metalowa kasetka w wytłaczany wzór brzoskwiń to zdecydowany atut paletki. I wcale nie dlatego, że jest różowa. Mocne zamknięcie, dobre dopasowanie części i odpowiednia twardość materiału sprawiają, że paleta jest odpowiednia także w podróży, a cienie w niej schowane są po prostu bezpieczne. W trakcie użytkowania nic się nie brudzi, nie ma śladów palców i tych wszystkich drobnych, acz wkurzających przypadłości większości czarnych, papierowych palet. Po otwarciu wewnątrz znajdziemy dość duże lusterko w brzoskwiniowej oprawie oraz cienie osadzone na plastikowym, brązowym stelażu. Całość wygląda słodko, ale porządnie. To, co może być wielką zaletą paletki to zapach – mocno brzoskwiniowej oranżady, ewentualnie żelków. Ja zdecydowanie wolę aromaty wanilii czy kakao, które znam z innych kosmetyków Too Faced.


Kolory

i swatche

Największy atut Sweet Peach i powód, dla którego zdecydowanie będę Was zachęcać do sprawdzenia jej na żywo (albo rozważenia zakupu online – w Sephorach zawsze możecie przecież zwrócić produkt, jeśli się nie spodoba). Kolorystyka jest jednocześnie odważna i bezpieczna. Jak to możliwe? Odcienie są zbudowane z ciepło-chłodnej bazy, do której niejako dołożono modne, intensywne barwy satynowego różu, brzoskwini, intensywnego różu i winnego a także mocny, rodzynkowy fiolet. I naprawdę może być tak, że do codziennych makijaży będziecie stosować głównie bezpieczne beże i brązy, z których słyną ‚czekolady’, dodając tylko szczyptę szaleństwa w postaci plamki intensywnego koloru.

Dzięki Sweet Peach macie jednak też szansę, nie zmieniając palety i nie dokupując cieni, stworzyć niesamowite intensywne makeupy w tonacjach pomarańczowych, czerwonych, a także intensywnie fioletowe smoky (dwa odcienie głębokiego fioletu, do tego ciemny brąz z czerwonymi podtonami – no dzieje się!). Kolorów jest na tyle dużo, że można dać się ponieść fantazji.

Jak widzicie górny rząd cieni jest jajbardziej neutralny i dzienny, im niżej schodzimy tym bardziej cienie stają się ciepłe i intensywne.

Dodatkowy bonus – jeśli macie zielone oczy, ta paleta będzie pięknie podbijać ich kolor.


Praca z cieniami

i dwa słowa o największej wadzie palety

Nachwaliłam się, czas przejść do konkretów. I od razu do największej (i jedynej poważnej) wady palety Sweet Peach: konsystencji cieni matowych. O ile wszystkie błyski w palecie są cudownie maślane w konsystencji, napigmentowane, niejako samorozcierające się czy to palcami czy pędzlem, z matami jest problem. Pigmentacja nadal świetna, ale cienie są po prostu suche. To sprawi, że trochę więcej się ich osypie przy nakładaniu na pędzel (zwyczajnie szkoda produktu), ale – co gorsza – osypie się także pod okiem podczas aplikacji. Działo się tak wtedy, gdy nakładałam skoncentrowaną ilość cienia płaskim pędzlem, jak i przy aplikacji puchatym i rozcierania cieni. Muszę jednak przyznać, że ta niedogodność nie ma potem wpływu na wygląd makijażu, finalnie pigment trzyma się mocno, a cienie są ładnie roztarte.


Porównanie z „Czekoladami”

Sweet Peach zdecydowanie jest godna miana młodszej siostry kultowych palet czekoladowych. Co prawda zarówno w Chocolate Bar jak i Semi Sweet jakość cieni matowych jest lepsza (bardziej miękkie, nie osypują się podczas aplikacji) to jednak kolorystyka brzoskwini zdecydowanie dodaje jej punktów. Gdybym miała uszeregować palety w rankingu, numerem jeden pozostałaby Semi Sweet (neutralna, ale też dość ciepła i z ładnym turkusem), natomiast Sweet Peach wskakuje na pozycję drugą i tym samym nietuzinkowymi kolorami wyprzedza nawet klasyczną Chocolate Bar.


Mam nadzieję, że ten tekst i zdjęcia pomogły Wam zapoznać się z paletą bliżej. Paleta jest szeroko reklamowana, chcemy więc w gąszczu reklam zaprezentować Wam ją jak najbardziej rzeczowo.
Jeśli to się udało, dajcie nam znać w komentarzach. A jeśli macie zupełnie inne doświadczenia z Sweet Peach – podzielcie się nimi.

Estorebday0117

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x