Podkłady The Ordinary: Serum i Coverage. Warto kupić? #TydzienPodkladow

Dziś o dwóch podkładach, które zelektryzowały kosmetykomaniaczki na całym świecie. Jedni je kochają, inni nienawidzą. Ale jedno jest pewne – od premiery minęło już pół roku a dopiero teraz fabryka nadąża z produkcją – takie jest na nie zapotrzebowanie!


Poznajcie The Ordinary Serum oraz Coverage. Najbardziej rozchwytywane podkłady Świata



Dlaczego kultowe?

Kiedy marka The Ordinary, zajmująca się produkcją kosmetyków do pielęgnacji (jeśli nie znasz jeszcze tej marki, koniecznie przeczytaj wpis poświęcony The Ordinary), które mimo cen na poziomie 20-60 zł są skuteczniejsze niż większość luksusowych kremów, internet zawrzał. W ciągu pierwszego tygodnia sprzedaży fluidów złożono ponad 25 tysięcy zamówień. Potem było jeszcze gorzej, bo okazało się, że fabryka nie nadąża z produkcją, a liczba chętnych nie maleje. Duży wybór odcieni, dwa wykończenia (lżejsze Serum oraz matująco-kryjące Coverage), wegański i przyjazny alergikom skład, a do tego cena 6,90 Euro (ok 30 zł) – oto przepis na sukces.

Oczywiście od dawna chciałam je wypróbować, ale na swój idealny odcień musiałam sporo poczekać. Udało się jakiś miesiąc temu – kupiłam obie formuły w odcieniu 2.0 (odpowiednik MAC NC20). I powiem Wam, że te podkłady zupełnie nie są tym, jakimi je opisuje producent, ani za jakie mają je recenzenci z sieci.


Kolory i konsystencje

W teorii Serum to podkład lekki, średniokryjący, dający naturalne wykończenie, łatwo stapiający się ze skórą. Coverage z kolei ma mocno kryć, dawać bardziej matowy finisz i większą trwałość, niż serum. Hmmm, naprawdę? Nie sądzę! Pierwsza ciekawostka – oba kryją niemal identycznie 😀 Chodzi tylko o to, że serum jest rzadszy i można go nałożyć cieńszą warstwą, natomiast Coverage (mimo aplikacji Beauty Blenderem) zawsze zostawia nieco więcej krycia. Ale zobaczycie to tylko podczas aplikacji, bo po przypudrowaniu (a pudrować trzeba, bo to nie są podkłady zastygające)… widać, że krycie jest niemal identyczne.

I mam na to dowody…

Po lewej podkład The Ordinary Serum, po prawej Coverage

Jedyne, czym różnią się obie strony twarzy jest wykończenie. I tu kolejna niespodzianka – Coverage wygląda na twarzy lepiej, bo nie podkreśla porów ani linii uśmiechu. Niestety płynny Serum bezlitośnie wchodzi w każdą nierówność skóry. Coverage, ponieważ jest gęsty, tego nie robi. Ale to nie wszystko.

Gdy zrobimy zoom na skórę zauważycie, o ile lepiej Coverage wygląda w okolicy nosa i pod oczami. Przy okazji wykonywania pełnych makijaży okazało się, że Serum nie lubi się praktycznie z każdym moim korektorem, przesuwa się pod nim i tworzy nieestetyczne plamy. A w tych miejscach skóra jest przecież gładka.

Kolejna kwestia to kolory. Idę o zakład, że też nie zauważyłyście, iż jeden jest bardziej zółty, drugi neutralny. I nie znaczy to, że tak pięknie stapiają się ze skórą – po prostu oba kolory są żółtawe. Widać to dobrze na poniższym zdjęciu ze swatchem na ręce (przy okazji możecie zobaczyć, jak Serum podkreśla nierówności skóry na dłoni).


Wybieram Coverage!

Choć sądziłam, że bardziej spodoba mi się wersja Serum (bo uwielbiam wodniste podkłady w typie NARS All Day Luminous Weightless), zdecydowanie wybieram Coverage. Łatwiej go aplikować nawet bez bazy (bo nie wchodzi w pory i nie ślizga się tak po skórze jak serum), można go dokładać w miejsca wymagające większego krycia i on to krycie zapewni bez kokrektora (jego krycie można budować od średniego, naturalnego do mocnego), ma znacznie mniejszą tendencję do ścierania się gdy nakładamy nań korektor lub konturowanie. I – uwaga dla wielbicieli składów – Coverage ma lepszy skład niż Serum. Mniej silikonów. A przy tym ma główne zalety obu podkładów The Ordinary, o których za chwilę.


 

Dlaczego warto kupić podkład The Ordinary?

Jest tani, opakowany w bardzo poręczną plastikową buteleczkę z pompką (świetny w podróż), bardzo wydajny, ma idealnie zgrany ze mną kolor, filtr przeciwsłoneczny SPF15 i skład pozbawiony większości niepotrzebnych zapychaczy. Tego, co w drogeryjnych podkładach jest na porządku dziennym. Fluidy The Ordinary to kosmetyki wegańskie, nietestowane na zwierzętach, bez zapachu, PEGów, olejów mineralnych i innych substancji, które podrażniają wrażliwców i zapychają cery trądzikowe (potwierdzam – ani Cover ani Serum mnie nie zapchał, a mam z tym duży problem).


Gdzie kupić?

Dochodzimy do jednego z dwóch minusów podkładu Coverage (drugim jest brak zastygania, czyli bez poprawek w ciągu dnia się nie obejdzie): dostępności. Co prawda w Polsce jest oficjalny dystrybutor The Ordinary, ale podkładów w Cosibelli brak. Trzeba zamawiać na własną rękę. A gdzie? Najlepiej u źródła – na stronie producenta, marki Deciem. Tam magazyny są uzupełniane najczęściej i jest największa szansa, że upolujesz swój idealny kolor (a przesyłka powyżej 25 Euro jest darmowa, można dobrać coś z pielęgnacji) . Od niedawna podkłady można kupić też na stronie Cult Beauty (darmowa przesyłka powyżej 40 Funtów). W obu przypadkach czas oczekiwania na produkt to ok. 1,5 tygodnia. Paczki są nadawane głównie z Holandii.


#TydzienPodkladow

Dzisiejszy wpis to drugi z serii poświęconych nowościom podkładowym na rynku. Codziennie będziemy pisać o nowym podkładzie (albo i dwóch ;)), o którym pewnie jeszcze niewiele słyszałyście, a jest absolutnym hitem. mamy bowiem wrażenie, że w temacie podkładów w tym roku zmieniło się bardzo wiele i dawna liga 5 najlepszych podkładów wkrótce zostanie odesłana na emeryturę. Idzie nowe! Przekonajcie się, jakie…


 Jutro opowiemy o genialnym podkładzie made in Poland. Niedrogim! Do zobaczenia na blogu o 20.30!


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x