Depilacja laserowa: jak zrobić to dobrze?

Moja przygoda z trwałym usuwaniem owłosienia jest bardzo długa. I mocno skomplikowana. W zasadzie rozpoczęła się już ponad dziesięć lat temu, jeszcze w liceum. Mój typ urody – jasna karnacja i ciemne włosy, to teoretycznie kandydat idealny do laserów.

Ale… Gdyby wszystko było takie proste, prawda?

Moją największą bolączką były i są włosy pojawiające się na buzi, niekoniecznie w tych miejscach, w których mogłabym sobie tego życzyć. Były badanie hormonalne (to naprawdę podstawa, od której powinna zacząć każda z Was jeśli zauważa większą ilość owłosienia!), które wykazywały, że wszystko jest w normie. Było również kilka prób z laserami, a także zakup domowego IPL (zobaczcie tutaj!).

Trwająca wciąż nierówna walka sprawiła, że kolejne starcia z laserami przyjęłam ze spokojem, i bez większych oczekiwań. Jednak w katowickiej klinice Idealnie przekonano mnie, że to musi się udać. Bo wiedzą co robią.

Poszło gładko

Zacznijmy jednak od podstaw, które spodobały mi się tak bardzo, że zgodziłam się na więcej niż planowałam. W Idealnie przeprowadzono ze mną naprawdę mocno pogłębiony wywiad dotyczący chorób, stanu mojego zdrowia, suplementów i leków jakie przyjmuję, a nawet kosmetyków, których używam. Bo, jak się okazało – to niezwykle ważne. Mocna suplementacja (np. produkty ze skrzypem wzmacniające włosy) mogą negatywnie wpływać na efekty kuracji. Dodatkowo wszelkie leki światłoczułe, a także zioła np. nagietek, dziurawiec, bratek.  Kosmetyki zawierające witaminy, choćby C, nie są wskazane podczas kontaktu z laserem. Kosmetolog przejrzała całą moją kosmetyczkę, dała mnóstwo wskazówek i zrobiła pierwszą próbę, by sprawdzić czy moja skóra zachowuje się odpowiednio, nie pojawia się uczelnie czy oparzenie.

Laser diodowy typu Lightsheer miał zostać moim przyjacielem, który skutecznie i trwale pozbędzie się włosków. I wiecie co się okazało? Że IPL również może być dobry (co zauważam, choćby pod pachami – jestem bardzo zadowolona z efektów!), ale światło wysyłane przez domowe urządzenie działa na inny typ owłosienia; laser lubi twarde, mocne i czarne włosy. IPL może poradzić sobie z nieco jaśniejszymi włoskami, ale raczej nie będzie to trwała metoda. A przecież na trwałości zależy mi najbardziej, zwłaszcza w miejscach newralgicznych.


Lightsheer jest niewielki i lekki, ale moc lasera jest naprawdę spora. Certyfikowany, sprawdzony przez wielu naukowców (i oczywiście nas – konsumentki!), wysyła wiązkę światła, którą czujemy podczas zabiegu. I oczywiście; w niektórych miejscach mniej, w innych bardziej. Ale obiecuję – jest to ból krótki, a wprawne ręce doświadczonej kosmetolog sprawią, że nawet miejsca intymne zostaną potraktowane z największą delikatnością. No i ochłodzone specjalnie przygotowanym pojemnikiem z lodem.

Przygotowanie do startu

Wizyta kontrolna, to także moment, podczas którego kosmetolog dokładnie zaznacza i omawia z nami partie, jakie chcemy depilować. Lepiej zatem przyjść z 2-3minimetrowym zarostem, by włoski były widoczne. Na zabieg docelowy przychodzimy już ogolone zwykłą golarką. U mnie wszystko potoczyło się szybko i….okazało się, że spontanicznie zdecydowałam się nie tylko na walkę z włoskami na twarzy, ale również na bikini. I to w pełnym wymiarze! Stwierdziłam – a co mi tam! Bólu się nie boję, a efekty mogą sprawić, że nie będę musiała zbyt wiele myśleć (i robić!) latem, przed założeniem szortów czy dołu od bikini. Dodatkowo pamiętamy, by nie robić mocnych peelingów, nie używać kosmetyków z kwasami, nie opalać się, nie korzystać z solarium.


W czasie depilacji kosmetolog osłania nasze oczy specjalnymi okularami. Wiązki lasera nie są niebezpieczne (chyba, że laser zostanie skierowany wprost w nasze spojrzenie), jednak ochrony nigdy za wiele. Uderzenia światła trwają od kilku do kilkudziesięciu minut, w zależności od miejsca jakie depilujemy. Twarz to dosłownie kilka minutek, ale łydki, plecy czy uda to zabieg znacznie dłuższy. W zależności od naszej skóry, reaguje ona różnie – czasem pojawiają się niewielkie zaczerwienienia, podrażnienia. Niekiedy zupełnie nic się nie dzieje. Jednak, gdy zauważymy strupki czy ranki, wówczas koniecznie musimy skontaktować się z naszym specjalistą – to zły objaw! Do codziennej pielęgnacji używamy kremów z wysokim filtrem, unikamy słońca i solarium.


Pierwsze efekty

Jeśli chodzi o buzię, to jestem cierpliwa, choć wydaję mi się, że coś zaczyna się dziać. Ale pierwszy zabieg odbył się cztery tygodnie temu, więc jeszcze nie wchodzę w fazę podekscytowania. Oczywiście przestrzegam zasad – nie usuwam włosków pęsetami, a jedynie mechanicznie. I bacznie obserwuję.

Natomiast w sprawie bikini – postępy są absolutnie zauważalne! Włoski odrastają i się wykruszają. Oczywiście nie wszystkie, ale ogromna ich ilość! Kolejny zabieg mam w marcu (czekamy osiem tygodni) i przeczuwam, że przy trzecim etapie (majowym) będziemy świętować zwycięstwo. A ja, już w tym momencie, mogę stwierdzić, że to świetna inwestycja przed latem.


A wszystkim tym, którzy mają naprawdę poważny i widoczny problem doradzam bardzo dokładne rozmowy ze specjalistami, sprawdzenie sprzętu jakim wykonywane są zabiegi, a także zerknięcie na opinie innych klientek. Polecam to jako osoba, która ma za sobą przygody w czterech klinikach.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x