Glam Shop: Bohema i Bella by lamakeupebella – recenzja i swatche.

Chyba nie będzie to przesadą, jeśli powiem, że Glam Shop stał się jedną z najgorętszych polskich marek urodowych! I na premiery kolejnych kosmetyków, zwłaszcza tych we współpracy ze influencerkami, czekamy z wypiekami na twarzach. Tym milej jest mi dziś pisać o kolekcji Zuzi (lamakeupebelli), którą stworzyła pod skrzydłami Glam Shopu.


Chcę Wam dzisiaj opowiedzieć o paletce Bohema oraz zestawie do ust Bella, które przyszły do mnie kilka dni temu i od tego czasu mocno je wytestowałam.



A zaczniemy przewrotnie…


Muszę się Wam do czegoś przyznać – jak bardzo lubię kosmetyki Glam, tak mam ogromny problem z estetyką opakowań. Tak, wiem – każdy z nas ma inny gust, podobają się nam różne rzeczy. I to nie jest absolutnie żadna złośliwość z mojej strony, ale subiektywna opinia.

Dla mnie opakowanie może jest drugoplanowe, ale jeśli kompletnie nie przemawia do mnie jego estetyka, to prawdopodobieństwo, że kupię dany produkt jest dużo mniejsze. Zwłaszcza, że na rynku mamy naprawdę ogromny wybór.

Pal sześć jeśli jest to bardzo tani produkt. Ale paletki Glam wahają się w cenie od 89 do 239 zł, więc w tym zakresie jestem w stanie znaleźć produkty nie tylko dobre, ale i bliskie moim gustom. I tak, przyznam się szczerze – nie kupiłam kilku kosmetyków Glam tylko ze względu na to, że kompletnie nie czułam ich opakowania.

Choć jednocześnie dodam, że mam też paletki (Morelovą i Fioletową – tez niebawem pojawią się ich recenzje), których design również mnie nie zachwyca, ale chciałam mieć kolory, które znajdują się w ich wnętrzach.


Bohema by lamkeupebella


Ten przydługawy wstęp o estetyce prowadzi mnie do jednego zdania – kolekcja Zuzy jest w punkt! I absolutnie trafia w mój gust, estetykę, upodobania. Prosto, minimalistycznie, elegancko. Sama paletka jest ozdobą toaletki. I tutaj moje gratulacje i ukłony za kawał dobrze wykonanej pracy.

Za pięć lat Bohema będzie wyglądać równie ładnie, jak i dzisiaj.

W Bohemie znajdziecie 10 cieni o gramaturze 1,8 każdy. To naprawdę sporo produktów! Zapłacimy za nią 119zł. Paletka jest limitowana i wyprzedała się w kilka godzin od premiery ( swój zestaw kupiłam rzutem na taśmę!). Ma pojawić się jednak w Glam Shopie w połowie czerwca.


Swatche Bohemy


  • Zante – beżowa matowa biel, która bardzo ładnie czyści łuk brwiowy, a także rozjaśnia kącik oka. Dobrze napigmentowana, i jak wszystkie matowe cienie w paletce – znacznie lepiej oddaje pigment podczas pacy na oku niż na swatchu.
  • Duomo – ciepły brąz, który przypomina mi kolorem kawę inkę. Prosty w rozcieraniu, kolor niezbędnik niemal do każdego makijażu.
  • Portobello – matowy, chłodny kakaowy brąz. To jeden z tych odcieni, który może zawieść podczas swatchowania, a na oku wypada fantastycznie. Podoba mi się, że w paletce znajdują się dwie opcje cienia transferowego, w ciepłej i chłodnej tonacji.
  • Baklava – matowy, średni brąz. O nim mam najmniej do powiedzenia, bo być może to jedyny mat, który mógłby być zamieniony (według mnie) na jakiś bardziej „szalony” odcień. Jednak Zuza tłumaczyła, że finalnie chciała stworzyć neutralną, basicową paletkę. I w tym wypadku rozumiem jej decyzję. Sam cień jest bez zarzutu.
  • Malibu – ciemny, czekoladowy brąz. Fajny (i mądry) zamiennik czerni. Ładnie przyciemnia, robi głębie, nadaje się do smoky. No i, kiedy zamykam oczy, to jestem na plaży w Malibu. A był to jeden z najfajniejszych dni, jaki przeżyłam, więc wywołuje u mnie uśmiech.

  • Cin Cin – złoto-srebrna błyskota, którą nakładasz w kącik oka i w sekundę odejmujesz sobie dziesięć lat i dodajesz dodatkowe trzy godziny snu. Subtelny, ale piękny kolor.
  • Alfama – błyszczące złoto, które ma w sobie ukryte odrobinę różu na bazie. Póki co, to jedyny kolor, który nie zagościł na moich powiekach, masełkowa formuła i przyjemny kolor prezentują się pięknie.
  • Dolce Vita – szalony turbopigment, w którym znajdziecie drobiny złote, zielone, różowe. Nałożony samodzielnie na powiekę robi robotę i cały makijaż.
  • Soho – śliczne różowe złoto, które na powiekach nie wychodzi tak ciemno, jak mogłoby się wydawać oglądając cień w palecie. Czwarta i ostatnia błyskotka w Bohemie, która fajnie domyka całość. Bo cały kwartet jest miło zróżnicowany, a jednocześnie pozostaje w klimacie basicowych odcieni, które „nam służą”.
  • Barcelona – matowy bordowy cień. I powiem Wam, że właśnie on i Dolce Vita kojarzą mi się tak naprawdę, ze słowem bohema. Z cyganerią, tajemnicą, błyskotkami, artystami, łamaniem tabu, absyntem i poezją. Ale może jako fanka Baudelaire mam trochę zbyt liryczne wyobrażenie bohemy.


I co sądzę?


No sprawa jest prosta – na polskim rynku pojawiła się perfekcyjna paletka nudziakowa. Jeśli ktoś z moich znajomych (i Was!) poprosi o fajnego nudziaka, którym zrobi szybki makijaż bo „nie umie się malować” i „chce coś zwykłego” i „takiego wiesz – podkreślającego urodę”, to Bohema jest odpowiedzią na wszystkie te potrzeby. I zrobi się nią mejkap dzienny, wieczorowy, prosty, a i z pazurem.

Ktoś mi skomentował na story, że jest nudna. A ja na to powiem, a i owszem. Ale przecież większość osób wybiera właśnie takie nudne, codzienne palety. I nie dam sobie wmówić, że nudna w tym wypadku to wada. Wręcz przeciwnie – to jej zaleta.

Bo Zuza wsłuchała się w głos swoich widzek i stworzyła coś, co lubi ona i miliony dziewczyn i chłopaków na całym świecie.


Zestaw do ust Bella


W zestawie Bella, który kosztuje 50zł, znajdziemy trzy kremowe konturówki oraz mleczny błyszczyk do ust z drobinami. Zacznę od hitu, i tym są według mnie konturówki w kolorach nude. Zerknijcie na poniższe swatche i przeczytajcie moje zapewnienie – te trzy kredki to idealny zestaw do ust dla wszystkich fanek odcieni nude. Tych bardziej różowych, tych beżowych, chłodniejszych, cieplejszych.

Kredki są kremowe, cudownie się nimi obrysowuje usta, a także wypełnia. Mają własne temperówki i obiecuję – każda z nich się Wam przyda.

Jeśli chodzi o błyszczyk Bella, to ma ona delikatnie mleczną bazę (może się wydawać, że lekko rozjaśnia wargi), bardzo kremową konsystencję. Nie zostawia nieprzyjemnego, lepkiego uczucia. Jednak, ściemniać nie będę, ten odcień to nie do końca moja bajka. Znacie mnie – jeśli jest coś cieplejszego, to musi mieć turbo drobiny (Jeffree Star), by mnie do siebie przekonać. Tutaj drobinki są subtelne. A ja zwyczajnie lubię się w chłodniejszych tonach.

Na obu zdjęciach makijażu, które widzicie we wpisie, mam go na wargach. Raz z konturówką bardziej cielistą, a raz w wersji nieco bardziej różowej.


Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na temat kolekcji Zuzy. Czy potrzebowaliśmy na rynku takiej nudziakowej paletki? Podoba się Wam? Macie ją albo czy chcecie ją mieć? Dajcie znać!


 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x