Oops, I did it… Kupiłam ShinyBox! Czy jest lepszy od beGlossy?

Taki jestem double agent! I czuję się trochę jak James Bond, trochę Mata Hari, bo wszak od ponad roku jesteśmy obie z Leną totalnie wierne beGlossy i żadnych innych pudełeczek nigdy przenigdy nie zamawiałyśmy. Jednak tym razem ciekawość wzięła górę. Bo jeśli każdego miesiąca polecamy Wam pudełka Glossy (i dajemy wygrać je w konkursie KLIK), to czy nie powinnyśmy też mieć pojęcie, jak działają inne beauty boxy?

Glossy czy Shiny?

Beauty boxom poświęciłyśmy oddzielny wpis (TU), skupiając się głównie na oczekiwaniach, cenach, analizie zawartości i marzeniach klientek o idealnie skomponowanym kosmetycznym pudełeczku. Natomiast nigdy wcześniej nie udało się nam odpowiedzieć na pytanie – Glossy czy Shiny? Z tego prostego powodu, że obcowałyśmy tylko z pierwszym z nich. Dlatego zapadła męska decyzja: klikam Shiny.

DSC_0750

Jak to działa?

Pudełeczko kupiłam za ok. 40 zł (od ceny regularnej 49 zł był rabat), cenowo wypada więc dość podobnie. Metoda zamawiania jest identyczna, zabawa polega na zamawianiu subskrypcji pudełek-niespodzianek (wysyłane raz w miesiącu). Mam jednak wrażenie, że ekipa Shiny ujawnia dużo więcej szczegółów o zawartości boxów, niż ma to miejsce w Glossy. Jeszcze przed zamówieniem wiedziałam, że w pudełku znajdą się metaliczne tatuaże, krem do rąk i micel Sylveco. I wiecie co? Te podpowiedzi pomogły mi podjąć decyzję, że chcę pudełko akurat teraz. Przypuszczam jednak, że zepsuły nieco zabawę stałym subskrybentkom.

Pudełeczko przybyło wczoraj popołudniu (wizytę kuriera anonsował e-mail). Box był zapakowany w dodatkowy kartonik z identyczną grafiką jak na samym pudełku. Z tego, co się orientuję, od pewnego czasu każde Shiny Box ma co miesiąc inne pudełko – różnią się kolorami i grafiką. Wewnątrz znajdziemy sporo ulotek od marek patrnerskich oraz 6 kosmetyków (w sierpniu same pełnowymiarowe) + 1 próbkę. Kosmetyki opakowano w białą bibułkę i spięto naklejką z logo.

Co w sierpniowym ShinyBox?

Jednym zdaniem? Zawartość jest cudowna!!! Kosmetyki idealnie wpisały się w moje ‚stany magazynowe’ i obecną sytuację skóry. Ochy i achy dzielę między dwa odkrycia: olej lniany kosmetyczny polskiej marki Mokosh (będzie idealny na oparzenia słoneczne i do pielęgnacji skóry malucha z AZS) oraz białoruski (!!!) krem do rąk Liv Delano, który jest równie dobry (jeśli nie lepszy), jak mój ukochany cytrynowy Pat&Rub, a pachnie połączeniem cytrusów, landrynek i pasty do zębów dla dzieci. Absolutnie fantastyczny produkt, z przyjemnością wypróbuję inne kosmetyki tej marki.

Niezły jest też krem-maska na noc z Yasumi, choć wycena tej prostej białej tubki na 75 zł (w cenie regularnej) wydaje mi się być totalnie na wyrost (już tak mam, że tanie opakowanie drogo sprzedawane biorę za brak szacunku do klienta). Fajny jest micel brzozowy Sylveco, choć do Biodermy cy Mixy jeszcze sporo mu brak. Mimo wszystko cieszę się, że mogłam go wypróbować, bo byłam bardzo ciekawa Sylveco (też zauważyliście, że robi ogromny szał na YouTube?). A metaliczne tatuaże? No cóż, w porównaniu do tych z Biedronki, Rossmanna, Hebe (gdzie kosztują 9-15 zł) te Silvertatoo są malutkie i niezbyt ciekawe. Nie kupiłabym też lakieru Silcare w kolorze czerwonej pomarańczy, bo ani on ładny, ani trwały (drugi dzień na paznokciach i już się ściera). Bilans? Dwa olśnienia, dwie przyzwoitki, dwaj słabeusze. 

DSC_0792-horz-vert

Które lepsze?

Dochodzimy do punktu, który pewnie najbardziej Was interesuje – co wybrać? Biorąc pod uwagę zawartość sierpniowej edycji beGlossy (klik) oraz ShinyBox, powinnam powiedzieć: kto może, niech bierze oba! W obu wariantach świetne kosmetyki, dużo nowości. Ale jeśli musimy dokonać wyboru, trzeba przyjrzeć się boxom całościowo. A tu już Shiny podoba mi się mniej. Pudełko ma grafikę z napisem sierpień 2015. Jest ładne, różowe, z flamingami, ale do diaska jak mam je gdzieś położyć z tym cholernym napisem? Jak je przerobić na półeczkę, osłonkę, cokolwiek? Dla mnie box jest nie do wykorzystania w przyszłości, a wystarczyłoby zostawić na pudełku same flamingi i byłoby cudnie. Jestem też przyzwyczajona do ładnego pakowania kosmetyków w Glossy i brak kokardki oraz tekturowych ścinków sprawia, że zawartość nie jest ładnie eksponowana. Ma się wrażenie, że pudełko jest zrobione taniej i mniej porządnie (to nie tylko wrażenie zresztą – box trudno otworzyć, nie jest dobrze spasowany z wieczkiem).

Wniosek? Pudełeczka i sposób pakowania z beGlossy to górna półka. Shiny – półka średnia. O ile zawartość to loteria, jakość pudełka jest wiadoma z góry. Boxy Glossy da się wykorzystać ponownie (dla mnie to niezastąpione szufladki do toaletki i pudełka na przybory biurowe, woski zapachowe, listy i dokumenty), a te z Shiny poprzez pstrokatość i oznaczenie miesiąca na wieczku może i cieszą oko w chwili otrzymania, ale potem nie wiadomo co z nimi zrobić. Nie są eleganckie.

DSC_0765

Wolę Glossy, ale status podwójnej agentki bardzo mi się spodobał.
Najchętniej więc kupowałabym Shiny od czasu do czasu, by sprawdzać, czy mój koń nadal wygrywa 😀

Post Scriptum

Czy wiecie, że pudełeczka Inspired by to także ShinyBox? Tylko w innym, gwiazdorskim wydaniu (które się zresztą nie bardzo przyjęło, bo na stronie Shiny wyprzedawane są wszystkie warianty). Poza wspomnianymi istnieją także Joy Boxy (nigdy nie udało mi się upolować, bo mają niskie nakłady i znikają w kilka godzin) oraz Trendy Glam Box (sprzedawany m.in. przez Elle i dodawany gratis do prenumeraty tego magazynu, bardzo podobny do Joy Boxa).

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x