Wydałam ponad 3500 zł na produkty do włosów! Co mi się sprawdziło po rozjaśnianiu i wypadaniu: Olaplex, Dyson, peeling, biotyna?

Dużo złego stało się moim włosom w 2021 roku. Od ogromnego wypadania po koronie, przez regenerację rozdwojonych, rozjaśnionych włosów, aż po… zapuszczanie po spartaczonym cieniowaniu. Na szczęście przy okazji testowania wielu przeróżnych produktów i sposobów, by ja uratować natrafiłam na fantastyczne włosowe hity. I nimi chciałabym się z Wami podzielić.


Jeśli macie problem z wypadaniem, zniszczonymi włosami lub skórą głowy, to wpis dla Was!



Moja włosowa historia


Muszę cofnąć się do końca jeszcze poprzedniego roku – to wtedy wyszłam od fryzjera z krótkimi, acz krzywo obciętymi włosami. Nie było tego widać od razu, bo krzywo obcięte pasma były cieniowaniem – linia dolna się zgadzała, ale pasemka z lewej strony głowy było o połowę krótsze od tych z prawej (i nie sięgały nawet górnej linii ucha). Jak to naprawić? Drogi są dwie: ściąć całe włosy na krótko albo zacząć zapuszczać, by za kilka miesięcy wyrównać obie strony. Wybrałam zapuszczanie.

I tu do akcji wkracza korona, która pozbawia mnie w kilka miesięcy POŁOWY włosów (po prostu wypadają jak szalone). Skąd wiem, ze aż tyle? Nie tak dawno byłam na rozjaśnianiu (metodą airtouch – polega na tym, że fryzjer bierze pasom włosów i suszarką wydmuchuje z niego część, a resztę pokrywa farbą – to daje efekt naturalnych refleksów). A tam usłyszałam i zobaczyłam, że połowa moich włosów ma ok. 8-10 cm i to właśnie te włosy same wydmuchuje suszarka przy farbowaniu.

Więc macie już spoiler – odrosły. Armia nowych, zdrowych babyhair to oczywiście radość (i radość, że te wszystkie wcierki, biotyny, peelingi i szampony nie poszły na marne), ale też wyzwanie. Bo mimo odrośniętego krzywego cieniowania włosy nadal mają kilka długości. A ponieważ są cienkie, nadal wyglądają jakby ich było niewiele. Całe zapuszczanie nie zdaje się na wiele – tym razem decyduję się, by je skrócić. Ale dzięki doświadczeniu z zapuszczaniem mam już sprawdzone produkty, dzięki którym włosy wyglądają jak najlepiej.

Moje zapuszczone włosy przed obcięciem

Fryzura po skróceniu i airtouch

Kolor i cięcie robiła Marlena Kochan (bardzo polecam Zabrzu i okolicom!).


Co na wypadanie włosów?


Ten temat na pewno interesuje Was najbardziej. Oczywiście nie każdy tak samo reaguje na suple czy kosmetyki. Ale kilka rzeczy, które pokazywałam na instagramowym stories sprawdziło się także u Was, więc liczę choć na częściowy sukces.

Mój proces pobudzenia wzrostu, a potem samego zapuszczania włosów składał się z:
  • suplementacji biotyny w dużej dawce 10 mikrogramów (preparat Twój Cel to stosowany przez 2-3 miesiące w kuracji, potem podtrzymująco kolejne 2 mce),
  • używania szamponów i odżywek wzmacniających,
  • peelingów skóry głowy,
  • ampułek/wcierek na skórę głowy.

Produktów była masa, ale najlepsze efekty miałam wtedy, gdy pilnowałam peelingów co 1-2 tygodnie (najpierw to był peeling trychologiczny Pharmaceris, potem Radical, Bandi, ostatnio szampon peelingujący Biogeo), co drugie mycie stosowałam szampon wzmacniający, włączyłam jeszcze ampułki połączone z masażem głowy (najpierw masaż, żeby pobudzić krążenie krwi, potem ampułka). I to wszystko działo się w trakcie i po doustnej kuracji biotyną.

Jeśli chodzi o peelingi, zdecydowanie polecam Pharmaceris i Briogeo (jeśli Wasza skóra głowy toleruje złuszczanie mechaniczne) oraz Radical. Ostatnio stosuję je rzadziej, bo odkąd włączyłam do pielęgnacji szczotkę-masującą Tangle Teezer to jej działanie nawet ze zwykłym szamponem jest porównywalne u mnie do peelingu. Więc nie dubluję kroków, by nie przesadzić.

Moją podstawą we wzmocnieniu włosów kosmetykami były szampony i odżywki do włosów cienkich lub wypadających. I tu mam dla Was pierwszą drogą, ale wartą uwagi polecajkę: kosmetyki Revitalash do włosów! Są świetne – zarówno szampon, jak i odżywka działają na dwa sposoby. Pięknie odbijają włosy od nasady i regulują produkcję sebum (włosy wyglądają dobrze już po kilku użyciach, to zachęca do systematyczności), a po dłuższym czasie widać, jak włosy wyglądają na mocniejsze, grubsze. Ten zestaw dostałam do testów, ale gdy tylko się skończył natychmiast kupiłam kolejny – bo już było widać efekt.

Po Revitalash widziałam nawet lepsze efekty, niż po ampułach, ale wciąż stosowałam je 2-3 razy w tygodniu. Dla podtrzymania efektów. Moje ulubione to Placenta i Equilibra (ta ostatnia miała zresztą swoją recenzję na blogu).


Regulowanie nadprodukcji sebum


Tłustą cerę mam nie tylko na czole – także górna część skóry głowy nadmiernie się przetłuszcza. Nie jest to dla mnie jakiś wielki problem, ale jeśli jest dla Was sprawdźcie sobie koniecznie działanie płukanki z octu jabłkowego. U mnie dało to rewelacyjne efekty zwłaszcza, że stosowanie płukanki wzmacniało też blask włosów – a takie długo zapuszczane blond potrafią się robić matowe. I ocet jabłkowy naprawdę robi różnicę. Przepis na płukankę octową publikowałam we wpisie o kosmetykach DIY. O tu.

Na sebum duży wpływ miała też zmiana suszarki, ale o tym za chwilę…


Regeneracja zniszczonych włosów – Olaplex&Co


Najważniejszy element mojej kuracji regeneracyjnej po rozjaśnianiu to Olaplex. I to jest najskuteczniejsza kuracja, jaką znam i stosuję od długiego czasu. Najpopularniejszy Olaplex 3, czyli kuracja odbudowująca w formie lekkiej maski, to produkt, którego zużyłam co najmniej 5 opakowań. I wracam regularnie. Włosy po Olaplexie są zawsze bardziej gęste, jakby wypełnione, lepiej się układają. Ta magia trwa jakieś 3 mycia.

Jednak zauważyłam, że łącząc różne kroki kuracji Olaplex z innymi kosmetykami (to naprawdę nie musi być tylko Olaplex, bo mówiąc szczerze ich szampony i odżywka wcale nie są takie dobre) mam nie tylko czasowy efekt wypełnienia, ale faktycznie zdrowsze włosy po dłuższej kuracji. Dużo mniej rozdwojone i przesuszone końcówki nawet bez olejowania.

Im z kolei najbardziej pomaga Olaplex 8, który jest maską wygładzającą i nabłyszczającą (pełną emolientów) oraz Olaplex 6: krem bez spłukiwania do stosowania po myciu włosów. Szóstka nałożona na zdrowe włosy oblepia je i zostawia wyczuwalny film, ale gdy się ma pasma zniszczone, cały preparat się w nie wpija i cudownie wygładza niesforne kosmyki. Od razu widać, że tego potrzebują.

Od niedawna pielęgnację uzupełniam też produktami Gisou. Mają bardzo dobre opinie w sieci i faktycznie – olejek i odżywka bez spłukiwania zrobiły na mnie duże wrażenie. Zwłaszcza kultowy olejek Gisou – gęsty, bardzo skoncentrowany, o świetnym składzie: opartym na lekkich silikonach, miodzie (!) i olejkach z migdałów, kokosa, arganowym i z passiflory).

Jak widzicie w mojej rutynie nie ma typowego olejowania, ani OMO – stosowałam je dawniej, gdy włosy były bardziej zniszczone (zadziałało!), natomiast teraz nie miałam takiej potrzeby, bo włosy były cały czas w niezłej kondycji (nie licząc wypadania, ale to już sprawka korony, nic na nią nie mogłam poradzić).


Dyson – 2 tysiące za suszarkę. Czy warto?


Tytułowe 3500 zł (tak naprawdę więcej, ale nie wszystkie ‚inwestycje’ były udane, więc ich nie liczę) wydane na włosy to w ponad połowie koszt Dyson Airwrap (moja jest z edycji limitowanej Prussian Blue, ale różni się tylko kolorem i akcesoriami, samo urządzenie jest identyczne, jak klasyk). I nie, nie są to zmarnowane pieniądze. Choć muszę przyznać, że na poznanie tego urządzenia i zobaczenie efektów na włosach trzeba czasu.

O czym mówię? O działaniu na włosy. Nieważne której końcówki użyjesz (btw te do loków są najsłabszym elementem zestawu – znacznie lepiej sprawdzają się wszystkie szczotki i klasyczna suszarka), nieważne jaką fryzurę wybierzesz. Chodzi o to, że susząc włosy Dysonem przez kilka miesięcy traktowałam je silnym podmuchem, ale nie tak gorącego jak zwykle, powietrza. I to przyniosło efekt w postaci zdrowszych włosów i skóry głowy.

Włosy były mniej spuszone, z mniejszą tendencją do wywijania się w różnych kierunkach. A skóra głowy, którą przestałam przegrzewać gorącym powietrzem, nie pociła się i mniej przetłuszczała. Suszenie Dysonem jest też szybsze, to może przyczyniać się do obu efektów.

A gdy już jesteśmy przy stylizacji cienkich włosów. Mega, mega polecam Color WOW Dream Coat (do wygładzania przy suszeniu), Oribe Maximista (spray odbijający włosy od nasady) i lakier Oribe Superfine. Cała ta trójka to bardzie lekkie formuły nieobciążające włosów, przy okazji bardzo wydaje. Wystarczy odrobina. Drogie, ale świetnie wydane pieniądze na stylizację dla tych, którzy nie lubią uczucia, gdy kosmetyk ‚siedzi’ na włosach.


Obcięłam i co teraz?


Jak już pisałam, znów zapuszczam włosy. Tym razem po to, by mojej bejbiki pokoronne dorosły do reszty. Plan jest taki, że do lata zapuszczanie, potem po raz kolejny – skrócenie i wyrównanie.

W międzyczasie wróciłam do kuracji Biotyną10. Chcę stymulować włosy do wzrostu i już (po ponad miesiącu tej nowej kuracji) pojawiły się nowe, malutkie babyhair. W pielęgnacji zostawiam masaże szczotką i okazjonalnie peelingi oraz ampułki. Ponieważ te najbardziej zniszczone włosy obcięłam, kurację Olaplexami będę kontunuować tylko krokami 3 i 6. Szampony wzmacniające na razie odstawiam. Podobnie ocet jabłkowy – wrócę do niego, gdyby był problem z sebum lub brakiem blasku.


Fajnie mieć plan na swoje włosy! Mam nadzieję, że moje włosowe przygody i rekomendacje pomogą Wam z ogarnięciu swoich 🙂

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x