Kosmetyki, które zawróciły nam w głowach!

W tym miejscu był przydługi wstęp, ale wszystko pokasowałam (ja, Lona). Bo trzeba krótko, wprost i węzłowato. Oto, Proszę Państwa, nasze najpiękniejsze premiery kosmetyczne progu roku 2014: dwa flakony perfum, podkład rozświetlający i mascara. Opakowane jak bizuteria, pachnące jak marzenie, skuteczne jak cholera!

[MAKE UP] Collistar, Mascara Shock Black,8 ml, 99 PLN

Warta każdego grosika swojej ceny (a teraz dostępna w Douglasie z piękną kosmetyczką i kredką w zestawie i to o 15% taniej, podrzucam link zainteresowanym) i każdego włoska osadzonego na szczoteczce. Moje zniszczone przedłużaniem Blink&Go (a nawet nie tyle przedłużaniem, co zdejmowaniem tych paskudnych brrr rzęs), krótkie i cieniutkie na końcach rzęsiska zyskały drugie życie. Mają objętość, pogrubienie i dużo lepszą prezencję. Dzięki podręcającej szczoteczce o różnych długościach włosia wydobywam na światło dzienne prawie każdą rzęsę. Uwaga! Najlepiej wygląda przy dwóch warstwach.
A kocham go do tego stopnia, że gdybym miała wybrać najlepszy tusz, jaki do tej pory używałam, to byłby właśnie Collistar Shock (Infinito, tej samej marki, też jest super, ale Shock daje bardziej spektkularny efekt).


[ZAPACH]  La Perla, Just Precious, eau de parfum 30 ml, 149 PLN
Gdyby mieć je opisać jednym słowem, te perfumy są bardzo ‚italiano’. Wyobrażam sobie, że nosi je kobieta w typie młodej Sophii Loren – z uwodzicielskim dekoltem, orzechowym odcieniem skóry, falującymi włosami. Ale w „Just precious” nie chodzi o seks. Raczej o pewność siebie, niewymuszony szyk i duży temperament. Uczuciowość. Młodość. Kobiecość. No Rybki, jeśli coś mi pachnie jak młoda Sophia Loren, to jak mam nie kochać? Jak nie używać, by poczuć tę ‚italianę’ na sobie w samym środku, jakby nie było, zimy?! Bardzo udana kompozycja z akordami kwiatu pomarańczy, mandarynki i bergamotki (włoskie lato) w nucie głowy, moim ukochanym ylang-ylang, peonią i gardenią w sercu (to chyba ta pewność siebie, elegancja), wreszcie paczuli, wanilią i sandałowcem w nucie bazowej (pewnie tu kryje się ten seks i kobiecość). La Perla to jedna z tych marek perfum, które mogłabym kupować w ciemno (zaliczyłma kilka flakonów, każdy był  w moim stylu), ale niezaprzeczalnie za „Just Precious” przemawia najpiękniejszy, najbardziej szykowny flakon w historii tej włoskiej marki. Perełka!

[MAKE UP] Yves Saint Laurent, Le Teint Touche Eclat (podkład rozświetlający), 30 ml, 199 PLN

Brat podkład najsłynniejszego korektora rozświetlającego nad Wisłą. Podobno ma jakieś czarodziejskie substancje, które korygują strefy cienia na twarzy. Brzmi to, szczerze mówiąc, głupawo (jakby nie było Touche Eclat nie ma zbudowanej lapki doświetlającej ;p), ale rozumiem, że copywriter w opisie nieco zaszalał, by było bardziej spektakularnie. Mój Touche Eclat ma na imię B30 (jest to średniojasny beż o nieco żółtawym tonie), a relacja nasza po dziś dzień jest związkiem burzliwym. Okazuje się bowiem, że to jest ten typ podkładu, który mocno reaguje na krem, nałożony jako bazę. Jeśli nakładam go na rozswietlający Olay, niemiłosiernie się maże, problem rozwiązuje baza (Benefit), albo zmiana kremu (np. Na Siquens z Glossybox). Ale gdy udaje się już go rozprowadzić równo, na buzi dzieje się bajka. Twarz wygląda jak na wakacjach. Jest taka, jakby to określić, brzoskwiniowa. Albo i nektarynkowa nawet (mam na myśli skórkę). Superodprężona, wyczekująca krinka z palemką i leżaka plażowego. Jednak ostrzegam – byle jaki puder może szybko popsuć efekt, więc używajcie rozważnie!



[ZAPACH] Iceberg White, 30 ml, 129 PLN

Nim przejdę do zapachu powiem krótko – flakonik przypominający kształtem lodową konstrukcję podbił moją toaletkę. Wygląda jak malutki skarb Królowej Śniegu. Ukryty w tej buteleczce zapach to orientalno-kwiatowa mieszanka. Gruszka, grejpfrut i malina, a także woń fiołka, piwonii i moje ukochane nuty – drzewne i piżmowe. Całość, mimo lodowej konstrukcji flakonu, jest delikatna i mocno otulająca. Jeśli lubicie pudrowe zapachy na pewno znajdziecie w nim sprzymierzeńca. Ach, co ważne – jest pudrowy, ale nie ciężki i dławiący. Producenci mówią, że to to połączenie lodowej góry i wnętrza przypominającego lawę. I chyba jest to całkiem trafne określenie. Ja pokochałam.

A kto/co jest waszym odkryciem noworocznym?

Tekst: Lona&Lena, Zdjęcia: Lona
https://www.facebook.com/lenalonablog?ref=hlhttp://instagram.com/btmlenalona#


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x