Wszystkie podkłady MAC w pigułce! Znajdź swojego ulubieńca!

  1. Dzisiaj przychodzi do Was nie kto inny jak królik doświadczalny. W postaci mojej skromnej osoby, która namiętnie i bardzo skrupulatnie testowała wszystkie podkłady MAC. Dlaczego? Bo dostajemy mnóstwo pytań odnośnie fluidów tej marki. A przyznam się szczerze – doświadczenia mamy różne.

Nie pozostało nic innego, jak zaopatrzyć się w osiem produktów, które wytestowałam do cna. Notowałam swoje uwagi tuż po aplikacji, a także uwagi po całodziennym noszeniu. Skrupulatnie i porządnie, tak by opowiedzieć Wam co, jak i dlaczego.

Nie przedłużając: zaczynamy!

Dla przypomnienia: moja cera ma skłonności do przesuszeń, nie mam przebarwień ani wyprysków, ale za to dość rozszerzone pory. Lubię średnie i mocne krycie. A podkład ma być wytrzymały!

Każdy z podkładów był testowany z taką samą pielęgnacją, a także bazą Benefit Porefessional i primerem nawilżającym od Laury Mercier. Do tego zestawu dochodził puder HD od Make Up For Ever i paletka do konturowania Kat von D. Zmieniały się korektory, róże i rozświetlacze.

Trzech ulubieńców

  • Matchmaster, 158 za 35 ml: To zdecydowanie zaskoczenie bo chyba wcześniej nie miałam z Matchmasterem do czynienia. Zwłaszcza, że jest przeznaczony do cery mieszanej, a jego wykończenie to mat. I co? I pięknie stapia się ze skórą, przyjemnie kryje (ale tak naturalnie, bez efektu maski), jest wytrzymały i dobrze wygląda na zdjęciach (tutaj efekt). Przy nim nie potrzebuję ani grama pudru, choć muszę powiedzieć, że wycierania nosa nie jest wstanie wytrzymać. Ogromny plus za to, że po wielu godzinach buzia nadal prezentuje się zdrowo, promiennie i dobrze utrzymują się na niej pudrowe produkty. Nawet w tym momencie mam go na sobie, mija trzynasta godzina odkąd go zaaplikowałam i z przyjemnością zerkam w lusterko. Warty przetestowania!

  • Pro Longwear, 148 zł za 30ml: Oto fluid, który swobodnie przetrwa z Wami kilkanaście godzin, przy tym nie powchodzi w zmarszczki i pory, nie będzie się ciastkował. U mnie się również nie świeci, ale to pewnie efekt suchej cery w ogóle. Podoba mi się jak pracuje ze skórą; tuż po nałożeniu wygląda nawet mniej naturalnie niż po kilku godzinach noszenia. Nie oznacza to, ze się ściera, ale zwyczajnie sebum jest mu przyjacielem, i o dziwo – gra na jego korzyść! Przyznam się Wam jednak szczerze – muszę poużywać go przez kilkanaście dni pod rząd, bo jestem ciekawa czy jego formuła nie przesuszy mojej skóry. Póki co pełen zachwyt, a i pozytywne uwagi od osób trzecich (kiedy miałam go na twarzy dostałam naprawdę sporo zapytań o to, co noszę bo wygląda świetnie). To również zasługa koloru, który dosłownie zlewa się z barwą mojej buzi (NW15).

  • Studio Sculpt, 148 zł za 40ml: Wielkie brawa za idealną konsystencję! Uwielbiam musy bo mam wrażenie, że dzięki nim moja buzia oddycha, a fluid jest lżejszy i bardziej przyjazny cerze. W dodatku Studio Sculpt idealnie się wchłania, pięknie ukrywa niedoskonałości, ale znów jest to naturalny efekt. To zdecydowanie produkt, o którym mogę powiedzieć, że tworzy zdrową skórę, przy świetnym kryciu. Co prawda przy mocniejszym dotknięciu może stracić na mocy krycia, ale miękkość i ładny efekt (dla mnie lekkiego rozświetlenia, co jest zabawne bo producent mówi o macie) jest na tyle przyjemny, że można mu to wybaczyć. Jeśli szukacie dobrego krycia i naturalnego finiszu – do przetestowania od zaraz!

Moje średniaki

  • Studio Fix, 137 zł za 30ml: To średniak, który ma skrajnie różne recenzje. U mnie nie sprawdził się źle, ale przy dużej konkurencji trafił na drugą lokatę. Zaskoczył mnie jednym – musiałam przypudrować czoło i nos po zakończeniu makijażu (czyli jakieś 30 minut po aplikacji samego podkładu już się świeciłam!). Dla osoby, która pudru używa wyłącznie do utrwalenia korektora, jest to spore zaskoczenie. Poza tym podobało mi się to, że krycie swobodnie można stopniować i buzia prezentuje się naturalnie. Formuła podkładu jest lekko zastygająca, ale nie widziałam ani podkreślonych skórek, ani porów.

  • Pro Longwear Nourishing 148 zł za 25ml: Skoro wersja podstawowa spisała się tak dobrze, to może maluszek w tubce będzie jeszcze lepszy? U mnie – niestety nie! Podkład zaczęłam testować w podróży i to był spory błąd. Pierwsze wrażenie świetne – piękne krycie, jednolita cera, buzia jak u lalki – no to mamy szansę, by produkt przetrwał trudny dzień i dał olśniewający efekt! Ale dwie godziny w pociągu zrobiły swoje – buźka była jak pudrowe ciasteczko! Nijak nie przypominało to satynowego wykończenia, o którym wspomina producent. Na dodatek fluid powchodził w zmarszczki i pory, i zaraz po wyjściu z pociągu skierowałam się do toalety, gdzie gąbką namoczoną Fix+ próbowałam rozcierać ciasteczkowego potworka. Pomogło, ale efekt był średnio świeży. To produkt, którego trzeba się nauczyć i mieszany z bazą nawilżającą da efekt, jakiego pożądamy. Jest też bardzo wydajny, bo potrzebujemy dosłownie kroplę produktu!

Zdecydowanie nie moja bajka

  • Studio Face&Body, 129 zł za 50ml: Z całej grupy najmniej przypadających mi do gustu kosmetyków, to właśnie Face&Body będzie tym, po który sięgnęłabym najprędzej. To podkład o rzadkiej i dość lekkiej konsystencji, która służy nie tylko do pokrywania twarzy, ale może być używana (np. podczas sesji zdjęciowych) do ujednolicenia koloru skóry na całym ciele. Płynna formuła całkiem łatwo przyczepia się skóry, a krycie mogłam swobodnie zwiększyć do średniego. Ewentualne wypryski musimy ukryć przy pomocy korektora. Mam jednak wrażenie, ze gąbka zjadła mi go bardziej niż inne produkty, więc prawdopodobnie szybciej dotknę denka. Podoba mi się jak wygląd na skórze; daje naturalne wykończenie i ładną, naturalną fakturę. Niestety po kilku godzinach dość znacząco osadził mi się w porach i wgłębieniach, co jest dla mnie sporym problemem. No i nie ma szans, by przetrwał drzemkę!

  • Studio Waterweight, 148 zł za 30ml: To produkt, który jest uwielbiany przez makijażystów MAC i używany namiętnie podczas pokazów mody (wiem z pierwszej ręki!). Jego moc to cudowna konsystencja (troszkę olejek, troszkę serum, troszkę woda – trudno to opisać) i wielka siła nawilżania. Brzmi jak ideał, prawda? Było cudownie podczas aplikacji – pięknie stapiał się ze skórą, cera wyglądała naturalnie, krycie było całkiem przyzwoite, a skóra jakby oddychała. Nawet podobał mi się efekt widocznych, naturalnych porów. Niestety! Zaledwie po dwóch, trzech godzinach buzia zaczęła wyglądać na zmęczoną, poszarzałą i tak jakby mejkap siedział na niej przez kilkanaście godzin. Do tego ścierał się i ciastkował. Wszystko to, co było jego zaletami według producentów, zupełnie inaczej prezentowało się na mojej buzi – suchość, widoczne skórki, nieestetycznie prezentująca się skóra przy włosach. Wielkie rozczarowanie.

  • Mineralize Moisture, 158 zł za 30ml: Pudrowa formuła podkładu, który w swej konsystencji przypomina lekki żel, to zdecydowanie nie produkt dla suchej cery. I już Wam opowiem dlaczego (a wiedziałam o tym po kilku sekundach od aplikacji). Po pierwsze – pudrowość jest niezwykle widoczna na skórze. To pewnie mineralny skład i duża ilość dobroczynnych minerałów (aż 77!); jednak dla mnie zmatowienie i efekt pudru na twarzy był nie do zniesienia. Dodatkowo produkt wchodził w zgłębienia i pory, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia, co jest całkiem zabawne biorąc pod uwagę, że producent zapewnia, że podkład ma „rozmyć” się na skórze. Absolutnie nie! Stan ten trwa cały czas, ale z godziny na godzinę moja buzia prezentuje się coraz gorzej. Była przesuszona, zmarszczki podkreślone, wyglądałam na zmęczoną i chorą.

Podsumowując: Te produkty, które wedle opisu powinny być stworzone właśnie dla mnie – zupełnie nie spisały się podczas próby. Natomiast podkłady uwielbiane przez wszystkie fanki matowienia i krycia – i u mnie zafunkcjonowały naprawdę nieźle, albo i doskonale. Morał? Zaufajcie swoim wizażystkom i sprawdźcie z nimi jak zachowuje się podkład, który macie ochotę kupić (ja jak zwykle polecam moje kochane dziewczyny z MAC w Galerii Katowickiej – doradzają, wysłuchują marudzenia i robią wszystko, by dogodzić!) . Bo rozczarowywać lubimy się tylko pozytywnie, prawda?

Jeśli macie dodatkowe pytania do każdego z produktów – piszcie śmiało.

Dość trudno zawrzeć wszystkie przemyślenia w tekście, tak by nie powstał epos. A chyba już mamy całkiem niezłą epopeję podkładową.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x