Ready to wear.

Co ja Wam tu będę o trendach, burgundach, kratkach sratkach… 
Nosimy to, co podpowiada serce i temperatura za oknem. Nie oszukujmy się 
wszystko można na siebie założyć, ale czy da się w tym wyjść na ulicę? 

Taka mnie refleksja naszła po obejrzeniu zdjęć lubianego blogera (któremu naprawdę kibicuję) w profesjonalnej sesji we wnętrzach jakiegoś hotelu tudzież ekskluzywnego sklepu. I głowę dam, że w tym właśnie miejscu zaczyna i kończy się żywot tego zestawu. Pytanie tylko, czy taki stan rzeczy łamie jakieś niepisane zasady szafiarstwa? Czy wszystko, co pokazywane na blogach ma służyć do noszenia, czy może fajnie pobawić się w modela i ustawić strój tylko i wyłącznie pod sesję zdjęciową – żeby efekt wyszedł fajny, a strój pasował np. do fotografowanego otoczenia. Bo przecież o ile produktem głównym są zdjęcia stylizacji, a dopełnieniem posta tekst, to może nawet lepiej, by było efektowniej. Wtedy jest bardziej inspirująco. Kłócą się we mnie dwa przeciwstawne stanowiska i sama nie wiem, które jest przysłowiowym aniołkiem, a które diabełkiem siedzącym na ramieniu.

Tym razem stanę po stronie utylitaryzmu w modzie i pokażę zestaw, który miałam na sobie na otwarciu nowej części sosnowieckiej Plejady (relacja z eventu i spotkania blogerek tutaj). Sweter ze skórzanym przodem (oczywiście PU), ulubione chinosy i proste szpilki na wygodnym obcasie (w końcu byłyśmy na zakupach). No i moja parka za dychę.


Lona is wearing: Zara sweater | Promod chinos | Stradivarius heels | sh jacket | nn, Pilgrim bracelets | Pilgrim necklace | H&M earings 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x