Letni makijaż Too Faced: Sweet Peach i Melted Matte

Macie ochotę na świeże owoce od Too Faced? Przed Wami makijaż brzoskwiniową paletką Sweet Peach oraz kolorowe usta o matowym wykończeniu, czyli pomadki Melted Matte w pełnej krasie.


Mam nadzieję, że znajdziecie inspiracje makijażowe na ostatnie sierpniowe dni.



Sweet Peach Palette
paletka cieni za 189zł do kupienia TU


Wszystkie szczegóły dotyczące paletki, wraz ze swatchami znajdziecie w tym wpisie Ilony. Ale i ja chciałam dorzucić swoje trzy grosze, bo paletkę mam od kilku tygodni i używam bardzo systematycznie. I moje przemyślenia niekoniecznie pokrywają się z ilonowymi (czyli prawie jak zawsze;). Po pierwsze muszę zdementować fakt, że o uniwersalności paletki i tym, że jest lepsza od klasycznej czekolady. Nie mogę się z tym zgodzić.

Powodem tego zamieszania są aż cztery cienie błyszczących w brązowym kolorze. O dwa za dużo! Zerknijcie na poniższe zdjęcie; zarówno jaśniejsze (Cobbler i Luscious), jak i ciemniejsze (Peach Pitt i Carmelized) są przepiękne, ale na powiece nie zauważycie większej różnicy między odcieniami. Wolałabym matową mocną pomarańczę i czerwień. Dobrze uzupełniłyby klasyczne, brązowe maty (Charmed, I’m sure, Summer Yum, Puree), gdyż metaliki nie są dla mnie najlepszym wykończeniem zewnętrznych kącików. Wolę maty.

Ale nie przeczę – makijaże dzienne, jak i wieczorowe, maluje się pięknie. Jak we wszystkich czekoladowych paletkach Too Faced- jakość jest świetna, praca z cieniami prosta, a kolory pięknie się uzupełniają. I nawet pojawienie się oliwkowej szarości (Bless Her Heart) czy śliwkowego fioletu (Delectable) nie zaskakuje, a zaprasza do eksperymentów. Najgorzej wypada cień granatowy z drobinami (Talk Derby to Me), który na oku i dłoni wygląda jak czerń, a drobiny spadają, więc spokojnie może wylądować z zewnętrznym kąciku oka. Niestety jest dość suchy i trzeba się trochę napracować, by uzyskać pożądany efekt roztartej chmurki.


Hangover Primer
Baza pod makijaż za 139zł, do kupienia TU


To baza, która ma ma podwójną moc. Po pierwsze nosimy ją w sposób tradycyjny – pod makijaż, zwłaszcza jeśli mamy skórę suchą. Ja taką posiadam, więc odczuwam ulgę niemal od pierwszej sekundy aplikacji primera. Przyjemny chłód, pięknie nawilżona cera i podkład fantastycznie przylegający do buzi. Co prawda nie zwęża porów, ale bardzo przyjemnie łagodzi podrażnienia. Niestety, u mnie pojawiają się one nawet po zwykłym myciu twarzy.

Druga super cecha bazy Hangover to możliwość noszenia jej samodzielnie, zupełnie bez makijażu. Buzia jest pięknie nawilżona, a efekt dewy towarzyszy nam przez kilka godzin. I co ważne – jest to jedna z nielicznych baz, która dobrze współpracuje z mineralnymi produktami. Do letniego makijażu – must have.


Chocolate Soleil Bronzer
Puder brązujący za 129zł, do kupienia TU


Uniwersalny kolor i zapach czekolady. Do tego prześliczne opakowanie, bardzo wydajna formuła i praktyczne lusterko, które przydaje się w podróży. O Chocolate Soleil można dużo, i u nas już też nie raz pojawił się wśród ulubieńców. Jeśli macie opaloną buzię i szukacie nowego broznera, a jeszcze w Wasze łapki nie wpadła słynna czekoladka – spróbujcie koniecznie. Zerknijcie, jak pięknie konturuje moją twarz i nos.


Perfekcyjne szminki nude
Granny Pannties oraz Holy Chic!


To moi ulubieńcy lipca (więcej szczegółów znajdziecie tutaj), którzy nadal pozostają w czołówce najchętniej nakładanych przeze mnie pomadek matowych. Niestety, na wstępie powinnam powiedzieć, że odcienie jeszcze nie są dostępne w Polsce. A szkoda, bo formuła i to, jak trzymają się na ustach zachwyca. Pozostaje nam wyczekiwać z niecierpliwością.


Szminkowa alternatywa
Wicked oraz Jawbreaker


Założę się, że w Waszych szminkowych kolekcjach brakuje odjazdowych kolorów. Mylę się? Bo lubimy inwestować z nudziaki, klasyczne czerwienie czy bardziej jesienne bordo. Ale ciągle brak nam odwagi, by wskoczyć na głęboką wodę i spróbować zieleni czy granatu na ustach. Nie przeczę – trzeba mieć dużą pewność siebie, a i trochę czasu, by precyzyjnie nałożyć buntowniczy kolor na wargi. Ale efekt jest warty wyjścia ze strefy komfortu. Zarówno Wicked (zieleń), jak i Jawbreaker (fiolet) mają wysoką pigmentację, wystarczy jeden ruch pędzelkiem i już pokrywamy usta pełnym kolorem. Noszą się długo, zjadają bardzo regularnie.

Co do demakijażu, to padło pytanie na naszym instastory, czy moja buzia była zielona. I nie, zupełnie. Użyłam chusteczki Sephory, pięknie zmyła usta, a sama formuła schodziła podobnie do farbki plakatowej. Była odrobinę gumiasta.


Jestem bardzo ciekawa, czy zieleń Wicked przypadła Wam do gustu! Dajcie znać, co sądzicie.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x