Jak szybko oczyścić, rozświetlić i wzmocnić skórę po lecie? TOP5 maseczek na jesień [działają od pierwszego użycia!].

Porządna sesja z peelingami chemicznymi i maseczkami to najszybszy sposób, by poprawić kondycję skóry. A jeśli dorzucimy do nich peelingi chemiczne (te, których trzeba było unikać latem) to mamy naprawdę zacny arsenał do walki z negatywnymi skutkami wakacji: zaskórnikami, przesuszeniami, nierównym kolorytem, odwodnieniem, czy wypryskami. U progu jesieni warto poświęcić skórze trochę więcej uwagi, dodać do menu pielęgnacyjnego kilka substancji aktywnych (zaraz powiem jakich), a już po tygodniu można się cieszyć naprawdę zdrowszą i piękniejszą cerą.


Zapraszam na wpis poświęcony moim ulubionym maskom, które robią efekt glow na buzi.
Te kosmetyki łączy jedno: efekty zobaczysz od razu.



Maseczkowa strategia


Jest dziecinnie prosta, choć – jak sądzę – może być też sporym wyzwaniem. Chodzi o to, żeby rzucić sobie (i skórze) wyzwanie. Intensywna terapia maseczkowa, czyli ta która przynosi szybkie i spektakularne efekty, jest jak faza uderzeniowa w diecie. Peelingi lub maseczki robimy co najmniej 3 razy w tygodniu. A najlepiej codziennie.

Nie chcę się zbędnie rozpisywać, ani powtarzać (by nie zanudzić stałych czytelników), więc tylko przypomnę wcześniejsze wpisy o maseczkowych challenge’ach: pierwsze wyzwanie 10-dniowe oraz drugi challenge na 14 dni. Z Waszych opinii na Instagramie wynika, że oba systemu się sprawdziły – głównie dla tych cer, które potrzebują dogłębnego oczyszczania. Jednak tym razem postanowiłam nieco zmienić formułę. Tak, by przede wszystkim wydobyć ze skóry blask, wzmocnić ją, oczyścić (a jakże) oraz wyrównać koloryt. Bo z tym ostatnim jest największy problem po lecie. Bo kiedy opalenizna blednie, mocniej widać przebarwienia, podrażnienia, blizny, zaskórniki.

Dlatego w tym wpisie chciałam Wam pokazać mniej intensywną, za to bardziej uniwersalną (i prostszą do zrobienia) kurację w oparciu o maseczki, które dają konkretne efekty na skórze. Najbardziej zależy nam na:

  • złuszczeniu naskórka (kwasami AHA),
  • intensywnym rozświetleniu cery
  • Zbalansowaniu skóry (oczyszczeniu miejsc tłustych, nawilżeniu suchych).

I, tak jak zawsze, aby osiągnąć swoje #skincaregoals, używacie swoich ulubionych maseczek (o wspomnianym działaniu), ale ja zostawiam konkretne namiary na swoich ulubieńców (których mogę śmiało zarekomendować).


Moje top 5 maseczek


1/ REN Glycol Lactic Renewal Mask

maseczka do twarzy złuszczająco-rozświetlająca, 50 ml/189 zł, do kupienia w Sephora.


 

To jest absolutne maseczkowe Ferrari! Już po pierwszym zabiegu daje niesamowitą, dostrzegalną od razu, różnicę w jakości i rozświetleniu skóry. Jest połączeniem peelingu kwasowego, enzymatycznego i nawilżająco-antyoksydacyjnej maski do twarzy. To pomarańczowy żel-galaretka, którą nakłada się na buzię tylko na 10 minut, a po spłukaniu od razu widać, jak gładka, nawilżona, rozświetlona i piękna jest cera. Nie wiem, czy to zasługa samego kwasu mlekowego od REN (bo ich tonik z tym samym kwasem to absolutna rewelacja), czy formuły łączącej tak wiele składników, ale efekt jest naprawdę spektakularny.


2/ SVR Hydracid C50

maseczka rozświetlająca w piance z 25% witaminy C, 50 ml/od 75 zł w DOZ.


Duże dawki witaminy C to najszybszy sposób na wyrównanie kolorytu skóry, jaki znam (oczywiście poza makijażem ;)). Dziś pokazuję kosmetyk z witaminą C w postaci stabilnej pochodnej (łagodniejsza i mniej efektywna, niż kwas askorbinowy, ale jest jej tu na tyle dużo, że i tak pięknie działa). Ale jeśli szukacie tańszego zamiennika (albo chcecie mieć w masce prawdziwy kwas askorbinowy) pamiętajcie, że w The Ordinary jest proszek z witaminą C, który można dodać do maski nawilżającej. I tak też uzyskać efekt szybkiego boost dla skóry.

Ale! Wróćmy do bohaterki wpisu. Fantastycznej maski w piance od SVR, która nie tylko jest ciekawa w stosowaniu (pianka wychodzi z opakowania bardzo puszysta, ale wkrótce zamienia się w lekki fluid, niemal niewidoczny na buzi), ale przede wszystkim świetnie działa! Nadaje buzi piękny efekt zdrowej, wypoczętej skóry. Przebarwienia są mniej widoczne, cera wygładzona i nawilżona.


3/ Eisenberg Masque Remodelant

Maseczka napinająco-nawilżająco-rozświetlająca, 75 ml/335 zł w Sephorach.


Nie znam niczego, co szybciej przywracałoby świeżość zmęczonej skórze. Maskę Eisenberga stosuję 3 sposoby: jako bankietową maseczkę pod makijaż (bez spłukiwania, zamiast kremu i bazy), jako wzmacniającą i modelującą maskę (20 minut na twarzy, potem spłukać), albo nawilżającą maseczkę na noc. W każdej z tych ról jest znkomita, choć w tej kuracji najlepiej się sprawdza nałożona na cała noc, zaraz po peelingu Drunk Elephant, o którym za chwilę.

To maska tak intensywna, że naprawdę potrafi delikatnie poprawić owal twarzy (a takie rzeczy się nie zdarzają!), a jednocześnie tak łagodna, że można ją stosować też wokół oczu. Uwielbiam!


4/ Drunk Elephant TLC Babyfacial

Peeling chemiczny (35% kwasów AHA + 2% BHA), 15 ml/199 zł, do kupuienia na Shopahollic Dolls.


Naprawdę bardzo się starałam nie polubić tego kosmetyku ze względu na kosmiczną cenę (i nadal sądzę, że na co dzień lepiej się sprawdzi czerwony diabeł z The Ordinary), ale skoro już go mam i wiem, jaki jest świetny, używam. I z każdym, kolejnym użyciem coraz lepiej widzę, jaki to jest dobry peeling. Mam wrażenie, że działa jeszcze lepiej, niż TO. Bardozij kompleksowo – bo jednocześnie mocno złuszcza, jak i doładowuje skórę nawilżeniem (wręcz natłuszczeniem).

Niezależnie, czy do Waszej kuracji wybierzecie DE, czy diabła The Ordinary (albo inny peeling o mocy co najmniej 10% AHA) pamiętajcie, że z kwasami trzeba postępować ostrożnie. Najpierw sprawdzacie tolerancję skóry, potem dobieracie moc i czas pozostawania kosmetyku do jej możliwości.

Przecytaj także: Przetestowałam wszystkie kosmetyki Drunk Elephant. Pełna recenzja marki >


5/ LUSH Cosmetic Warrior

maseczka oczyszczająca na wypryski, 75 gr/45 zł, w Lush UK.


Pamiątka z wakacji (w północnych Włoszech sklep Lush jest w prawie każdym większym mieście!), która okazała się remedium na powakacyjny problem: trądzik. Niestety u mnie miks słońca, potu (niestety pod maseczką skóra strasznie się gotowała) i większej ilości SPF na co dzień owocuje wypryskami. Ta maseczka jest mocną kuracją oczyszczająco-antybakteryjną. Przy okazji ściąga pory, ale też nie przesusza skóry.

Wiem, że w Polsce zdobycie świeżej maski Lusha jest praktycznie niemożliwe, więc w swojej kuracji zastąpcie ją ulubioną maską glinkową. Można też dodać do niej odrobinę antyseptycznego miodu albo kroplę olejku z drzewa herbacianego. To na tych składnikach (oraz czosnku) bazuje Cosmetic Warrior.


OK, mamy składniki, teraz kuracja!


Spróbujcie przez tydzień poświęcić czas na maseczki wg takiego schematu, by:

  • złuszczanie odbywało się 1-3 razy w tygodniu (im bardziej odporna i tłusta cera, tym częściej)
  • po złuszczaniu następowało nawilżanie (czyli u mnie po peelingu DE zawsze maska Eisenberg)
  • zabiegi rozświetlające (u mnie maski SVR i REN) warto stosować rano, bo od razu poprawiają wygląd skóry i doskonale spisują się pod makijażem,
  • a zabieg oczyszczający nakładać tylko na te miejsca, gdzie jest problem z porami, trądzikiem, sebum.

Przykładowy harmonogram: poniedziałek kwasy + maseczka nawilżająca, środa maseczka oczyszczająca (na niektóre obszary twarzy), potem na całą buzię maska z witaminą C (jak SVR), piątek złuszczenie i rozświetlenie maską-peelingiem REN, w niedzielę maska nawilżająca (plus ewentualnie punktowo oczyszczająca). A w kolejnym tygodniu można schemat powtórzyć!


Oczywiście to nie jest tak, że dla każdej osoby i cery ten przykładowy harmonogram się sprawdzi. Dostosujcie go proszę do możliwości swojej skóry, ilości wolnego czasu i oczekiwań. Powodzenia w maseczkowaniu!


Disclaimer: Wpis nie jest sponsorowany. Maskę REN otrzymałam w paczce PR. Niektóre linki we wpisie są afiliacyjnymi.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x