Ulubieńcy września: bo kochamy chwalić, to co naprawdę dobre!

Miesiąc kończę szybkim podsumowaniem tego, po co sięgałam najczęściej. I bez wahania zajmujemy się juz tylko tym, co bardzo jesienne. Chodźcie na ulubieńców września!


Jest odrobina kolorówki (niżej tłumaczę, dlaczego tak niewiele pozycji w tej dziedzinie), cudownych zapach i fajna pielęgnacja.



Zapach miesiąca – Clean: Rain


Wyobrażacie sobie, że w zaledwie kilka tygodni doprowadziłam niemal do wyzerowanie 30ml flakonu perfum? Uzależniłam się od subtelnego zapachu z eko przesłaniem. Buteleczka pochodzi z recyklingu, materiały, z których stworzone zostało opakowanie są w pełni biodegradowalne, a składniki zapachu unisex nie zawierają substancji podrażniających.

Lekkie, świeże i pobudzające połączenie melona, narcyza, piżma czy liści fiołka fantastycznie sprawdzi się w długie i ciemne jesienne poranki. To świetny kop energii, a przy okazji naprawdę ujmujące połączenie.

Rano, zamiast kawy polecam zapach Rain. A prawie puściutka buteleczka jest moim słowem honoru, że warto!


Złota kolorowa trójka + rodzynek


Wiecie, co jest zabawne? Wrzesień niemal cały upłynął mi pod egidą testowania kolorówki drogeryjnej (by Was zalać morzem wpisów na rossmanową promkę, która trwa – zobaczcie kto ma wcześniejszy akces). Ale pojawiły się trzy sephorowe perełki, które podbiły moje serducho i zamierzam się nimi podzielić.

Lekki jak piórko, dopasowujący się do koloru cery, pięknie wtapiający się w skórę i, nie dajcie się zmylić, kryjący! Co prawda jest to krycie maksymalnie do średniego, ale podkład Marca Jacobsa – Shameless (do kupienia tutaj) ma w sobie moc robienia piękniejszej, zdrowszej skóry. Bez zbędnego jej obciążania.

Spodoba się fankom naturalności i szybkich makijaży – świetnie rozprowadza się go palcami i daje natychmiastowy efekt. To na pewno fajna opcja dla skóry suchej i dojrzałej. Ja chwalę go również za duży wybór odcieni – jest ich aż 29 w polskiej Sephorze!

Koleżanka Rihanna jest w Sephorze kilka tygodni, a ja już nie wyobrażam sobie, ze w mojej kosmetyczce zabraknie błyszczyka Gloss Bomb Lip Luminizer w kolorze Daimond Milk. To nowość w ekipie Fenty Beauty, ale podobnie jak wersja podstawowa Fenty Glow (zobaczcie post), ma w sobie moc uzależniania i robienia ust w rozmiarze XXL.

Błyszczyk nie jest lepki, cudownie rozświetla, mieni się drobinkami, ale w ten luksusowy sposób (halo, w końcu jest diamentem), nawilża usta i jednocześnie nie przesusza, kiedy go zabraknie (co jest tendencyjne wśród błyszczyków). Smakuje jak waniliowy budyń, dobrze gra z każdą pomadką i kusi pięknym opakowaniem.
Jakaś wada? Nope!

Cztery kredki do konturowania brwi w jednym długopisie od Benefit. Wygląda jak gadżet z podstawówki, ale służy dużym dziewczynkom. Dwa kolory kredek do brwi (jaśniejszy i ciemniejszy brąz) i dwa jasne rysiki – definer do podkreślania łuku i rozświetlacz do liftingu. Brawo Brow Contour Pro – rysuję swoje brwi w 2 minuty. Dosłownie!

Rzuciłam wszystkie inne produkty do brwi na jego rzecz.

I na sam koniec dzisiejszy rodzynek z drogerii. Oto rozświetlacz w kolorze chłodnego szampana z różową bazą od Wet&Wild z serii MegaGlo. Ja mam barwę Blossom Glow, która mimo zdecydowanie chłodnych tonów, pięknie komponuje się na (jeszcze!) troszkę opalonej skórze.

Maślana konsystencja, wielki blask, zero podkreślonej faktury skóry… Zerknijcie na tego gagatka, bo w Naturze kosztuje około 12zł. Kosmos!

Skóra podkład Shameless, rozświetlacz MegaGlo

Ulubieńcy pielęgnacji


Jak zawsze stawiam na dużo nawilżania, więc i tym razem przedstawiam kilka produktów, które przykuły moją uwagę.

Złoto-miodowa maseczka Lirene – Honey-Linoleique Exclusive Mask wygląda jak drogocenny kamień i mieni się tak cudnie, że aż macie ochotę w niej zanurkować! Gęsta formuła przypomina miód i bardzo intensywnie oblepia skórę podczas 20miutowego zabiegu. Pierwsze kilka minut, zgodnie ze wskazówkami, poświęcam na delikatny masaż skóry. Następnie pozwalam masce posiedzieć na buzi, szyi i dekolcie. Cera jest odżywiona, nawilżona i przyjemnie mięciutka. W kategorii czasoumilacza, który jeszcze poprawia skórę – piątka z plusem!

A jeśli chcecie poczytać, dlaczego miód i propolis to świetne składniki w codziennej pielęgnacji, to zapraszam na ten post.

Do moich ulubieńców wskoczyło też bardzo odżywcze i nawilżające serum Mixy z serii Hyalurogel. Uwielbiam aplikować go przy pomocy rollera i dla większego efektu (i ukojenia skóry) trzymam je w lodówce. O poranku świetnie pobudza, a wieczorem pomaga uspokoić się skórze, gdy była potraktowana ciężkim i mocnym makijażem.

Ci ciekawe, produkty z linii Hyalurogel zawierają największe stężenie kwasu hialuronowego, ze wszystkich innych linii marki. Czujecie wysuszenie skóry po wakacjach? No to ja zaproponuję dołożenie do swej rutyny pielęgnacyjnej intensywnego serum.

Ostanie słowo należy do zielonego kremu Yonelle Anti-Redness z serii Trifusion. Jego zadanie? Ha! Ma ich wiele, ale jak sam kolor wskazuje – ma działać na zaczerwienienia i skórę naczynkową. A ja taką mam w okolicach nosa. Prócz bardzo subtelnej korekcji koloru (niemal niezauważalnej, i bez bb lub pudru się nie obejdzie), krem ma wzmacniać ścianki naczyń krwionośnych, ujędrniać, nawilżać i działać napinająco na skórę.

Mnie fantastycznie służy, jako krem odżywczy na dzień. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach, kiedy przetestowałam na buzi 10 (!!!) nowych podkładów, głównie drogeryjnych, które nie zawsze cechuje lekkość i przyjazny skórze skład. Rewolucja na twarzy była spora, ale nie mogę narzekać na kwestie podrażnień i nawilżenia. Jest dobrze!


A teraz Wy! I Wasi ulubieńcy!


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x