VAV Beauty: The City Palette – recenzja, swatche, makijaże.

Jeżeli w nasze ręce trafia coś made in Poland, a wygląda tak dobrze, że mogłoby stać na półce w amerykańskiej Sephorze, to… jest to powód do dumy. No, ale znacie #SiotryBless – sam dobry wygląd nie wystarcza. Dlatego bierzemy pod lupę najnowszą paletkę VAV Beauty – the Citty Paltte.


I to nie bez powodu, bo jeszcze dzisiaj do końca dnia zapłacice za nią 20% mniej wpisując kod weekend20!


Marka VAV Beauty należy do Oli, którą możecie kojarzyć z insta. Jej ksywka to _dzicka. Ola wymarzyła sobie markę, która łamie schematy i nie uznaje podziału na kosmetyki luksusowe i drogeryjne. Ma być świetna jakość i przyjazna dla kieszeni cena. Bez żadnych kompromisów.

Jak do tej pory VB ma na swoim koncie dwie paletki do oczu – the Woods oraz the City Palette, którą dzisiaj się zajemiemy.

Dwa kolory w użyciu: Comfy oraz Sassy.


Wszystkie detale


Paletka zawiera dziesięć kolorów cieni o dwóch wykończeniach – błyszczącym i matowym. Jest stworzona w Polsce, nie zawiera odzwierzęcych składników (vegan!), a łącznie znajdziecie w niej 10g produktów. Kartonowe, solidne i lekkie opakowanie jest ładnie zaprojektowane – minimalistyczny element graficzny (zarys miasta) ładnie komponuje się z nowoczesnym logo.

Za paletkę, w cenie regularnej, zapłacicie 69zł. A biorąc pod uwagę dobrej jakości lusterko wewnątrz, to cena wydaje się być bardzo konkurencyjna. Dlatego czas pomówić o jakości.


Swatche the City Palette


Górny rząd, to kolory błyszczące w klasycznej formule metalików. Dają ładny, wysmakowany błysk, który łatwo spotęgujecie nakładając cienie na mokro. Moim zdaniem, to propozycja błysków idealnie wyważonych – rozświetlą szybki makijaż do pracy, a na imprezie dodadzą szyku. Lubię aplikować je palcami, ale mają minimalny osyp.

  • bare – szampański odcień, który pięknie rozświetla kąciki oka.
  • classy – pozory mylą i to chłodne, eleganckie złoto, które wygląda w palecie (i na zdjęciu) jakby miało coś wspólnego z zielenią. Ale nic bardziej mylnego.
  • sassy – śliczny, brudny róż.
  • fancy – ciepłe, oranżowe złoto o dużym błysku (zwłaszcza w wersji mokrej!)
  • fierce – przyjemny, chłodny fiolet, który przy rozcieraniu ma blask holo, a wklepując go na mokrą baze zyskacie bardzo wyrazisty błysk.

Pięć kolorów matowych, to według mnie bardzo przemyślana i spójna kompozycja. Paletka wydaje się być bardzo spokojna, ale poprzez plamy kolorów nie sposób zaliczyć jej do rodziny nudziaków.

  • peachy – brzoskwiniowy, bardzo twarzowy odcień, którym można zrobić szalony oko w soczystym kolorze, a także użyć jako transferu, by ocieplić makijaż. Cień może wydawać się suchy, ale nie sypie się, ładnie buduje i jest wibrujący.
  • basic – mleczny, jasny brąz. To jeden z tych kolorów, po które sięgamy najczęściej rozpoczynając mejkapy. Zrobicie nim ładną ramę, ale i elegancko zaznaczycie kontur oka do minimalistycznego makijażu.
  • comfy – mój ulubieniec, czyli matowy, chłodny i brudny róż. Uwielbiam takie barwy, a cień VAV jest tak dobry, jak mój ulubieniec o podobnym tonie z paletki ABH Modern Renaissance.
  • daring – cieplejszy, ciemniejszy odcień brązu. Ładnie podobija kolor tęczówki.
  • hot af – czerń. Troszkę się sypie, więc pamiętajcie by strzepywać nadmiar cienia z pędzla. Naniesiona na mokro z łątwością zrobi kreskę. Robiłam nią smoky eye i fajnie pracowała rozcierając kredkę. Nie rozciera się do brzydkiej szarości – pozostaje czarna.
Makijaż w brązach na dzień – kilka ruchów pędzlem i gotowy. A kolory pięknie komplementują kolor oka.

I co sądzę?


Chyba domyslacie się, jaki będzie mój „werdykt”. Tak, to jest naprawdę dobra paletka. Jakość cieni jest super, selekcja kolorów przemyślana, nie nudna, ale jednocześnie super użytkowa. Matowe i błyszczące kolory dają doskonałą bazę do smoky, szybkich dzienniaczków, a także czegoś bardziej szalonego (połączenie peachy i fierce – wow!). Biorąc pod uwagę cenę, na dodatek z promką, to nie mam wątpliwości, że mówimy o czymś wyjątkowo dobrym.

Paletki VAV Beauty (wraz z Bohemą od Zuzy) leżą u mnie w tzw. podręcznym miejscu i sięgam po nie bez ustanku.


Mam ogromną nadzieję, że marka Oli rozrośnie się co najmniej tak bardzo, jak GlamShop. Bo nie będę ukrywać – estetyka VB jest duża bliższa memu sercu.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x