Złuszczanie kwasami w domu: jak stosować peeling chemiczny + kuracje dla początkujących: The Ordinary, Dr.Jart, Pixi Glow Tonic

Złuszczanie skóry kwasami AHA lub BHA to jedna z najbardziej skutecznych kuracji, którą możesz wykonać sama w domu. Kwasy działają na niemal wszystkie problemy skóry (trądzik,  przebarwienia, przesuszenia, zmarszczki, jędrność, koloryt) i szybko widać efekty. Same zalety, prawda? Zanim jednak ochoczo przystąpisz do nakładania ich na siebie, weź głęboki oddech i przeczytaj ten wpis.


Bo kwasy to nie zabawa – mogą zrobić Ci krzywdę.


Dlatego nadrzędnym celem tego wpisu jest zaproponowanie takiej kuracji, która przede wszystkim nie podrażni cery.


To bardzo ważne!

Na Instagramie i pod wpisem o kosmetykach The Ordinary bardzo często pytacie, by doradzić zakup konkretnego kwasu. A przecież nie znamy się. Nie widzę Twojej skóry, nie wiem, jak bardzo jest wrażliwa. I pierwsze o czym myślę – nie chcę Ci zrobić krzywdy. Dlatego – zanim przejdziemy do meritum – pamiętaj, że ten wpis to tylko propozycja, którą powinnaś dostosować do wrażliwości i rodzaju swojej cery.

Stosownie kosmetyków z kwasami na własną rękę (szczególnie w dużych stężeniach) jest jak zabawa z fajerwerkami. Nieumiejętnie odpalane mogą porządnie sparzyć. Dlatego (mimo mody na domowe kosmetyki) nigdy nie zachęcam do kupowania półproduktów i surowców, produkcji własnych serum czy toników. Zaufajcie najpierw produktom gotowym. Takim, które są przebadane i mają stężenia odpowiednie do domowych kuracji.



Jak działa peeling chemiczny?

Zabiegi z kwasami, od lat z powodzeniem stosowane w gabinetach kosmetycznych i od dość dawna w kosmetykach do użytku domowego, działają złuszczająco na wierzchnią warstwę skóry. Najprościej mówiąc – rozluźniają wiązania między komórkami naskórka umożliwiając jego odłączenie się od pozostałych komórek. W ten sposób pozbywamy się poszarzałej, przesuszonej, zatykającej pory warstwy skóry i odsłaniamy młodszą, bardziej gładką i świetlistą jej warstwę.

Kwas działa w warunkach obniżonego PH (zwykle około 3.5, normalne PH skóry to ok 5.5, a PH wody około 7.0), co objawia się uczuciem mrowienia po aplikacji produktu (uczucie powinno minąć w ciągu kilku minut). Skóra może być lekko różowa, a Ty możesz odczuwać wrażenie ciepła.


Pamiętaj – mrowienie a ból to dwie różne rzeczy. W razie dużego dyskomfortu, pieczenia, zaczerwienienia – zmywasz twarz czystą wodą, PH się podnosi, a kwas przestaje działać.


Ogromną przewagą kwasów nad peelingami fizycznymi (czyli tymi, gdzie za pomocą granulek ścieramy naskórek mechanicznie) jest fakt, że działamy na skórę głębiej i nie fundujemy jej tarcia (granulki i pestki mogą powodować mikrouszkodzenia skóry, wpływać negatywnie na barierę ochronną oraz – oczywiście – pomagać roznosić bakterie).

Zamiast tego mamy szansę nie tylko pozbyć się zrogowaciałego naskórka, ale też rozjaśnić przebarwienia, zobaczyć glow na skórze, zniwelować zmarszczki, pojędrnić i nawilżyć buzię.


Jakie kwasy dla początkujących?

I tu dochodzimy do sedna wpisu. Wśród wielu dostępnych (i świetnych) rodzajów kwasów warto wybrać te, które może nie są najsilniej działającymi peelingami ever, za to są superprzebadane, ich działanie jest udowodnione, ale nie za silne. Tak, by można było śmiało stosować je samodzielnie (i bym nie osiwiała czytając w komentarzach, że zniszczyłam Wam cerę ;D).

Dlatego szczególnie polecam preparaty z kwasami AHA: mlekowym i glikolowym, BHA: salicylowym, PHA: laktoboinowym. Kwasy te są skuteczne, łagodne i występują w gotowych preparatach łatwo dostępnych i w niezłych cenach.


Na początek Milk Peel

Mleczne peelingi to azjatycki wynalazek. Mają formę mlecznych toników, serum lub maseczek i – poza łagodnymi kwasami – dużą dawkę substancji nawilżających. W Polsce najłatwiej dostępny jest Micro Milk Peel Dr. Jart (do kupienia w Sephorze, TU), czyli preparat z kwasem mlekowym, laktobionowym i salicylowym. Działa delikatnie złuszczająco i nawilżająco, wygładza i rozświetla. Nakładamy go na wacik (w zestawie) i przecieramy oczyszczoną i osuszoną buzię, pozostawiamy na kilka minut i spłukujemy. Potem nakładamy standardową pielęgnację. Ten produkt nie tylko nie wysusza, ale naprawdę potrafi dodatkowo podnieść stopień nawodnienia skóry.

Miałam okazję rozmawiać o nim z francuską przedstawicielką marki, która potwierdziła, że produkt przebadali na osobach z różnymi rodzajami skóry. I o ile cerom suchym czy wrażliwym wystarczy stosowanie 1-2 razy w tygodniu, tłuste mogą sobie pozwolić nawet na codzienną aplikację.


Dla rozświetlenia – Glow Tonic Pixi

Bardzo uniwersalny produkt z zawartością 5% kwasu glikolowego, bez grama alkoholu w składzie. Czyli nie wysusza, a złuszcza. Do tego nawilża, rozjaśnia i naprawdę świetnie rozświetla. Pixi Glow Tonic można kupić w Cult Beauty, bywa też dostępny w Sephorze (tu w mini wersji). Mozna go stosować na dwa sposoby – albo zamiast tradycyjnego toniku, albo jako kurację na noc (wtedy nie nakładamy już nic – będzie działał silniej, ale to raczej opcja dla cer normalnych, mieszanych i tłustych. Suchym może brakować nawilżenia).


Złuszcza i nawilża – The Ordinary Lactic Acid + HA

Mój ulubieniec jako kuracja na noc, 2-3 razy w tygodniu. Zawiera 5 lub 10% kwasu mlekowego oraz kwas hialuronowy. Naprawdę potrafi zdziałać cuda na koloryt skóry, a nawet wygładzić zmarszczki. A ponieważ kwas mlekowy jest też nawilżający, a do składu dodano kwas hialuronowy, nie mam po jego stosowaniu ani grama przesuszenia, podrażnienia itp. Więcej o tym produkcie pisałam TU.


Dla cer tłustych i trądzikowych – The Ordinary Salicylic Acid 2%

Kwas salicylowy (BHA) ma tę właściwość, że potrafi wnikać wgłąb porów i oczyszczać je od wewnątrz. Dlatego jest polecany osobom, które mają problemy z zapychającymi się porami, nadmierną produkcją sebum itp. W serum The Ordinary mamy az 2% tego kwasu – to na tyle dużo, że preparat działa dość szybko, ale na tyle mało, że jego stosowanie jet bezpieczne. Kwas salicylowy lubi się z kwasami AHA, można go więc mieszać z innymi peelingami.


Przeczytaj, gdzie kupić kosmetyki The Ordinary >


Kwasy dla zaawansowanych – The Ordinary AHA 30% + BHA 2%

Charakterystyczny czerwony kolor ten peeling zawdzięcza wyciągowi z Tasmannia Lanceolata, który ma łagodzić podrażnienia. Wszsytko dlatego, że w peelingu zastosowano pokaźną ilość 32% stężenia kwasów: glikolowego, mlekowego i salicylowego. To jest serum, który nakładamy na buzię na ok. 10 minut 1-2 razy w tygodniu (zamiast tradycyjnego peelingu). Nie znam niczego, co w tak ekspresowym tempie sprawia, że buzia jest idealnie gładka, pory oczyszczone, a cera rozjaśniona (przebarwienia są od razu mniej widoczne).

Zużywam już drugie opakowanie, ale nigdy nie pisałam jeszcze o tym serum na blogu, obawiając się, że polecam coś, co jest zbyt silne. Bo z tym peelingiem naprawdę nie warto przesadzać. Jest mocny i na pewno nie nadaje się do wrażliwej cery. Przytrzymany za długo silnie podrażnia i wysusza buzię. Także ostrzegam – super kosmetyk, ale zanim go kupicie, spróbujcie oswoić buzię z kwasami delikatniejszym produktem.


 Złota rada z kwasami: zaczynaj od mniejszych stężeń, rób próby uczuleniowe, stosuj najpierw peeling na najmniej wrażliwej części twarzy ( u mnie czoło), a w razie dyskomfortu przemyj buzię wodą, by podnieść PH skóry i zniwelować działanie kwasu.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x