Outfit służbowy i wpis o tym, dlaczego lepiej mieć lepszą pracę.

Nie jestem typem nieśmiałym. Lubię wyzwania i prac żadnych się nie boję. A jednak pamiętam dobrze, że zdarzyły się w moim 32-letnim żywocie dwa okresy, gdy pod skórę wdzierał się niepokojący strach o to, co będzie. Niepokój o pracę. O przyszłość. O to, czy coś jestem warta w sensie zawodowym. Pierwszym takim momentem był koniec studiów. Ten czas, gdy wiedziałam już, że chcę wrócić z Zielonej Góry na Śląsk i tutaj szukać pracy. Oraz że dzięki 5 latom na drugim końcu Polski nie mam pojęcia, jak tę pracę na niby mojej, a tak naprawdę obcej ziemi, znaleźć. Wtedy zawzięłam się, wysłałam chyba z 30 cv i pracę znalazłam w dwa tygodnie.

Ale był też moment niepokoju drugi. Bardziej intensywny, długotrwały, nasilony. To był czas końca ciąży, kiedy niewiadomych życiowych jest tak wiele, że człowiek naprawdę nie ogarnia świata. Bałam się tego małego człowieczka, który dopiero miał nadejść, bałam się kim będę, jaka będę po jego nadejściu i – przede wszystkim – czy macierzyństwo nie wpędzi mnie w wir jałowych robót domowych, które wypiorą mi mózg, wyczyszczą pamięć operacyjną i wykoślawią paluchy tak, by już niczego ani napisać, ani zaprojektować nie potrafiły. A nawet jeśli organy będą w formie – czy znajdzie się ktoś, kto je doceni?

A przecież mogło być jeszcze gorzej. Mogłam nie mieć bloga, nie mieć pasji, czegoś co podtrzymuje mnie w kontakcie z ludźmi i zmusza do codziennej pracy. Naprawdę nie mam pojęcia, jak sobie radzą te młode mamy, które nie blogują, hehe. Oczywiście można trywializować, że to hormony, że przecież głód nie grozi, bo jest zasiłek macierzyński. Że nie trzeba robić kariery i nie każda praca musi być spełnieniem marzeń. Jednak to, co tak łatwo wychodzi wygłaszać z perspektywy kanapy i etatu, albo własnej rozwiniętej działalności, dla wielu mam poszukującej swojego miejsca na świecie po porodzie, jest naprawdę jak stanie na rozstaju dróg, albo nawet na krawędzi. Bo jeśli ktoś tak bardzo chce i tak bardzo się boi, jest tak bardzo niepewny, potrzebuje słowa otuchy, a nie pobłażliwego tonu ‚nie przesadzaj, znajdziesz tę pracę, cierpliwości’.

Jeśli jesteście na rozdrożu (czy to po studiach, czy po porodzie, czy z innego powodu) obiecajcie bać się mniej. I nie wahać się poszukać słów otuchy i gestów wsparcia. Czasem mała rzecz robi kolosalną różnicę i dodaje +100 punktów do pewności siebie. Jak intensywnie zielony płaszcz czy ładna torebka, którą dzierży się jak talizman w wyścigu o wymarzoną pracę. Stonowana baza + niekonwencjonalny dodatek (to może być kolor płaszcza, albo błyskotka, wysokie obcasy, a nawet… kilka kępek przedłużonych rzęs – cokolwiek, byle poprawiające nastrój) = namacalny dowód, że dobry strój to lepsza pozycja startowa i większa szansa na sukces rozmowy kwalifikacyjnej.

Nie wierzycie? Przyjedźcie w sobotę do Fashion House w Sosnowcu. Razem z Leną będziemy doradzać jak ubrać się na rozmowę o pracę, by wyglądać profesjonalnie, ale i niebanalnie. Będą też porady, jak założyć firmę, jak dbać o formę, jak odnaleźć swoją zawodową drogę, jak się malować a nawet… trening chodzenia na szpilkach! Do zobaczenia 11 października już od godziny 12. Trzymajcie się Mamuśki!

Więcej zdjęć i metki stylizacji znajdziecie na Fashion&More.pl [klik!]

simple-plaszcz-limonka-biuro (8) simple-plaszcz-limonka-biuro (1) simple-plaszcz-limonka-biuro (7)

FHS_B1_Bezcen

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x