Ile kremu z filtrem nałożyć na twarz, by mieć dobrą ochronę przeciwsłoneczną? A co z szyją i dekoltem?

Dwa palce? Pół, czy ćwierć łyżeczki? A ile to pompek? – nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi. Ale można oszacować, ile kremu z filtrem potrzebujemy, a ile jest w stanie przyjąć skóra, by chronić się przed promieniem UV.


Ile SPF nałożyć?


2 mg/cm² skóry – tyle kremu aplikuje się podczas badań kremów z filtrem. To standard stosowany m.in. w Unii Europejskiej, Japonii, Korei podczas badań poziomu ochrony kremów przeciwsłonecznych. Dlatego, aby uzyskać w domu jak najbardziej zbliżoną ochronę do deklarowanej przez producenta (i potwierdzonej wynikami badań) trzeba starać się zbliżyć do tej ilości. Natomiast nie jest to proste, z kilku powodów:

  •  Trzeba to policzyć. I niestety nie jest to zbyt łatwe – trzeba obliczyć, jaką powierzchnię ma nasza buzia (fajny instruktaż mierzenia buzi z pomocą… maski w płachcie znalazłam na blogu Racja Pielęgnacja, linkuję);
  • A potem zważyć swoje kremy z filtrem (bo przecież ich masa nie jest jednakowa – kremy różnią się konsystencją).

Brzmi zawile i zniechęcająco? No cóż, nie my jedne to zauważyłyśmy. Producenci i naukowcy próbują uśrednić dane i podać, ile mniej więcej kremu potrzebuje przeciętna twarz.


Średnio 1,2 ml kremu na twarz. Ale ile to jest?


I tu dochodzimy już do bardziej konkretnych ilości. Około 1-1,5 ml, to średnia wielkość próbki kremu. Więc jeśli macie w domu próbkę zwykłego kremu nawilżającego (nie musi być z filtrem), możecie go spróbować użyć w ramach ćwiczeń – żeby zobaczyć mniej więcej, ile kosmetyku jest wtedy na buzi.

To ćwiczenie naprowadza większość osób niewprawionych w codziennym używaniu SPFów, ile kremu trzeba zaaplikować na twarz, by mieć szansę równo i w odpowiedniej ilości rozprowadzić kremu z filtrem na powierzchni skóry. I osiągnąć wartość zbliżoną do tej, której używa się w badaniach. Czyli właśnie 2mg/cm².

Oczywiście ilość ta będzie się różnić w zależności od zastosowanego kremu oraz jego konsystencji. Ale też fajnie pokazuje to, że lżejsze kremy łatwiej nałożyć w większej ilości, bo mają możliwość się wchłonąć nawet, jeśli Twoja skóra jest mieszana/tłusta i nie przyjmuje zbyt dużej ilości kosmetyków (szczególnie w ciepłe, letnie dni).


Jak odmierzyć odpowiednią ilość kremu z tubki? Metodą dwóch palców


Metoda ta nie jest jedyną, ale to moja ulubiona, więc na niej się skupię. W przeciwieństwie do ważenia, czy odmierzania na łyżeczki jest prosta (nie trzeba dodatkowych narzędzi) i ma dość dobry odnośnik do wielkości twarzy (wyższe, większe osoby mają zwykle też większe dłonie).

Oczywiście w zależności od aplikatora, ta strużka kremu, którą rozprowadzasz na palcach może być szersza lub węższa. Ale skoro już wcześniej przetestowałaś zwykłym kremem z tubki, ile kremu jest na buzi, gdy się go nałoży około 1,2 ml, to potem łatwiej się zorientować, jak to się przekłada przy aplikacji kremu na twarz metodą dwóch palców.

Kilka dni ćwiczeń i każdy powinien dojść do wprawy.


A co z produktami w pompce?


Oczywiście je także można rozprowadzać na palce i w ten sposób zorientować się, ile pompek zużyjesz, by pokryć jekremem z filtrem. Z moich doświadczeń, średnio potrzeba 4-5 pompek kremu typu airless.

Niektórzy producenci dają znać, ile kremu nałożyć.

Takiej informacji szukaj na opakowaniu lub na stronie internetowej/w social mediach producenta. Są takie marki (np. Avene, BasicLab), które podają na opakowaniach ile produktu wyciska z opakowania jedno naciśnięcie pompki. To bardzo przydatna informacja.


Lepiej więcej, niż mniej. Ale dlaczego?


Być może od tego powinnam była zacząć. Dlaczego tak staramy się zaaplikować odpowiednią ilość produktu? Czy mniejsza ilość nie chroni przed słońcem? Tak, oczywiście jeśli kremu będzie trochę mniej, to nie znaczy, że na skórze nie ma żadnej warstwy ochronnej. Jest, tylko trudno przewidzieć, na ile będzie ona skuteczna. Bo kluczowe przy aplikacji kremu z SPF jest nie tyle nałożenie jak najwięcej, tylko nałożenie takiej ilości, by w warstwie ochronnej nie było dziur.

Skóra twarzy nie jest gładką, równą powierzchnią. Wygląda trochę jak skórka pomarańczy. Jest pofałdowana, ma nierówności, krzywizny. Są na niej takie obszary, które wystają bardziej (np. nos), są też te bardziej ukryte (linia włosów). Dlatego im mniej kremu użyjesz, tym większa szansa, że do części miejsc krem nie dotrze. Albo wchłonie się, zanim zdążysz go w pełni wsmarować w skórę. I warstwa ochronna będzie wyglądać jak ser szwajcarski.


A co z szyją i dekoltem?


Szczerze? Im więcej, tym lepiej. Czytałam, że na pokrycie powierzchni szyi wystarczy ilość kremu długości palca wskazującego. Być może u części osób tak, ale skoro szyja nie poci się bardzo mocno, ani nie przetłuszcza, nie nosimy tam też makijażu, który mógłby źle się rozprowadzać na zbyt dużej ilości kremu to… hulaj dusza, użyj choćby i trzech palców. To nie musi być ten sam krem, co do twarzy (może być bardziej nawilżający), ale ważne, żeby był. Szyja starzeje się szybciej, niż twarz. Z kolei dekolt jest obszarem, na który pada dużo słońca i łatwo się poparzyć w tym miejscu.

Więc jeśli nosisz ubrania z dekoltem i odsłaniasz szyję (a przecież wszyscy to mniej lub bardziej robimy latem), to zdecydowanie jest to obszar tak samo ważny dla ochrony przed UV, jak twarz.

Z mojego doświadczenia, szyja i dekolt potrzebuje więcej kremu, niż twarz. Nie mierzę tego jakoś precyzyjnie (bo staram się nakładać naprawdę dużo produktu), ale na pewno używam 1,5-2 razy tyle, co na buzię.


Dobrze, gdy krem jest lekki.


Wszystko, co do tej pory napisałam. I wszystkie moje testy filtrów na Instastories (tu) prowadzą mnie do tego wniosku: im lżejszy, łatwiejszy we współpracy krem z filtrem, tym większa szansa, że będziecie go z przyjemnością i w odpowiedniej ilości używać. Zresztą nie wywnioskowałam tego tylko z własnych obserwacji. To Wy piszecie po kolejnych testach, jak znalezienie dobrego produktu zupełnie zmieniło Wasze podejście do filtrów. Odpowiedni produkt naprawdę może być game changerem przeciwsłonecznej pielęgnacji.


Jednym z nich jest Purles 155


To codzienny, lekki krem z ochroną SPF30 (oraz UVA w kółeczku, czyli odpowiednim, regulowanym przez UE poziomem ochrony przed promieniowaniem prowadzącym do starzenia się i chorób skóry) o formule nawilżającej, ale też aksamitnej, łatwo się wchłaniającej i nie sprawiającej trudności w aplikacji. Nawet, jeśli ma się cerę mieszaną/tłustą (jak ja).

To nie jest najlżejszy filtr, jaki znam (palma pierwszeństwa wciąż należy do kremów japońskich), ale Purles 155 Soft Shield SPF30 to krem idealnie wypośrodkowany między potrzebami różnych rodzajów cer. Zarówno ze względu na konsystencję, jak i łatwe wmasowywanie go w skórę stanowi fajny „materiał do ćwiczeń” przy testowaniu, ile kremu z filtrem potrzebujesz dla swojej buzi.

Ja używam go w ilości 4,5-5 pompek, co odpowiada dwóm pełnym palcom (wskazującemu i środkowemu) na twarz. I trochę więcej na szyję/dekolt.


A do czego przydaje się mgiełka?


Jeśli nie masz pewności, czy warstwa filtra jest na pewno równomiernie nałożona (szczególnie na uszach, dłoniach, czy właśnie szyi dekolcie) można dodatkowo wzmocnić tę ochronę używając filtra w spray’u (np. Purles 114 ProtectiveMist).

Spray jest też przydatny do reaplikacji w ciągu dnia. Aczkolwiek ja akurat zawsze będę starała się przekonywać Was, że spray’e, pudry i podkłady z filtrem to dodatek do podstawowej ochrony, jaką stanowi krem – choćby dlatego, że krem po prostu najłatwiej użyć w odpowiedniej ilości, bo mamy kontrolę nad dozowaniem.

Jeśli zastanawiasz się, jak nałożyć krem z filtrem w ciągu dnia (nawet na makijaż), w tym wpisie jest instrukcja wraz z filmikiem, gdzie pokazuję, jak to robię.


Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Was pomocny. I pomoże zmienić stosunek do filtrów z love-hate na po prostu love!


Wpis powstał we współpracy z Purles Polska.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x