8 super kosmetyków, których możesz używać także latem!

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że lato to moment, kiedy nasza pielęgnacja musi się nieco zmienić. Proste – skóra sama prosi o więcej nawilżenia, lżejsze formuły. I oczywiście wysokie filtry!


Już w zeszłym roku pojawił się wpis, jak dobierać składniki aktywne do letniej pielęgnacji, i że wcale nie trzeba z nich rezygnować, zobaczcie. I idąc tym tropem, mam dla Was dzisiaj kilka świetnych produktów, które możecie stosować w długie wakacyjne dni i wieczory.



Odbudowa i ochrona


Promienie słoneczne i składniki aktywne, których według opinii specjalistów używamy więcej, częściej i zdarza się – nadmiernie, nie sprzyjają naszej skórze. Dlatego latem już warto pomyśleć o regeneracji i bezpieczeństwie.

I tutaj wchodzi, cała na brązowo, polska SkinTra, czyli marka własna drogerii internetowej Cosibella. To oni, chyba jako pierwsi w Polsce, dystrybuowali the Ordinary i stworzyli ogromną bazę wiedzy na temat składników w kosmetykach. Ta świadomość (i ogromne zainteresowanie nas, klientów!) przełożyła się na stworzenie własnej linii z produktami, o które pytamy i kupujemy najchętniej.

Testuję produkty SkinTra od jakiegoś czasu, i już śmiało mogę polecić Wam tonik prebiotyczny Everything What Your Skin Will Love (100ml/75zł), to prawdziwe odkrycie! Po pierwsze, jego szeroki wachlarz zastosowań, zależnie od skóry i jej potrzeb. Cera sucha – klasyczny tonik lub esencja, mieszana – serum lub aplikacja miejscowa, tłusta – mocno nawilżający (i nie obciążający) krem. Za każdym razem będzie to świetny sposób na odbudowę, ukojenie, regenerację skóry. I oczywiście ogromną dawkę nawilżenia. 

W formule toniku znajduje się m.in. antyoksydacyjny filtrat z procesu fermentacji drożdzy, połączenie kwasu azelainowego oraz glicyny (działanie rozjaśniające, antybakteryjne), nawilżające polisacharydy, superbohater niacynamid (działanie przeciwstarzeniowe, regeneracyjne, przeciwzapalne) czy unikalny puder pozyskiwany z fermentacji miodu pszczół czarnych (jego zadanie to.min. zmniejszenie wyświecania się skóry). 

U mnie rano, doskonale sprawdza się w roli esencji albo nawet serum, na które aplikuję w ciągu dnia SPF – nawilżam, nie obciążam, łagodzę i dodatkowo chronię, jeśli był grany np. peeling kwasowy.

Natomiast wieczorami, albo kiedy czuję, że buzia potrzebuje dodatkowe warstwy nawilżenia, aplikuję go jak klasyczny tonik, wtłaczając rękoma w skórę. Dobrze sprawdził się też, jako element pielęgnacji po zabiegu laserowym – koił zmęczoną i podrażnioną skórę. 

Niech Was nie zaskoczy zdjęcie antyperspirantu! To moje odkrycie ostatnich tygodni – przysięgam, że Basiclab Antypersirant 48H (29zł), to najlepszy kosmetyk z tej kategorii, jaki przyszło mi stosować przez CAŁE życie. Jest łagodny, nie podrażnia i niesamowicie skutecznie chroni przed nieprzyjemnym zapachem. Podczas wieczornego prysznica nadal czuję aromat kosmetyku (i żadnych innych, mniej przyjemnych).

W składzie zawiera nawilżającą trehalozę, łagodzący aloes, jest delikatny i niezwykle skuteczny. Tak się nim zachwyciłam, że zażądałam, by i mąż spróbował (wiecie – męski pot, siłownia, stres w biurze…;), i on jest pod ogromnym wrażeniem. Polecam po stokroć!

Choć jest ze mną, a w zasadzie pod moimi oczami, od niedawna, to bardzo szybko zdetronizował kolegów z łazienki. Krem z kofeiną Sunday Riley Auto Correct (15ml/259zł) ma bardzo leciutką konsystencję, wchłania się (nomen omen) w mgnieniu oka, natychmiastowa i silnie nawilża, a już po kilka dniach widać rozświetlenie skóry.

Cena kosmetyku wydaje się dość spora, ale uprzedzam – jest wydajny i wystarczy odrobina, by solidnie nawilżyć okolice oka. Ja dodatkowo lubię wklepywać go palcami, robiąc masaż, który zmniejsza opuchliznę. W składzie znajdziemy jeszcze żeń-szeń (ma wygładzac), luteinę (rozjaśniać), ekstrakty z owoców czy masło shea. No i jeszcze jedne plus dla wrażliwców – brak zapachu!

Wspomniałam wcześniej o wysokich filtrach, i jeszcze raz wrócę do tego zagadnienia. To zdanie musi paść, choć pewnie dobrze wiecie, że – skuteczna pielęgnacja jest tylko wtedy efektywna, kiedy prócz aktywnych składników i regeneracji, stawiamy na ochronę. Jednym słowem – bez filtrów, nie ma sensu. Bo wszystko to, co poprawia kosmetyk (serum, tonik, peeling), niszczy słońce. I jest to syzyfowa robota. 

Piszę o tym dlatego, że zaraz pojawią się kosmetyki, których używanie jest równoznaczne z aplikacją SPF50! Pamiętajcie. Bo latem nie musicie rezygnować z eksfoliacji.

W mojej rutynie nie może zabraknąć peelingu, i mam przyjemną, polską polecajkę, czyli Peeling AHA 30% od Lynia (30ml/47zł). Mieszanka kwasów migdałowego (aż 10%), mlekowego (te dwa wymienione, to moi ulubieńcy) winowego, glikolowego, to działanie złuszczające, rozświetlające, normalizujące, antybakteryjne, a także przeciwzmarszczkowe. Jednym słowem – dla każdego typu cery.

Latem używam peelingu raz w tygodniu, zdecydowanie bardziej stawiając na odbudowę i ochronę, zazwyczaj na około 7-10 minut. I zalecam, jeśli wcześniej nie mieliście do czynienia z peelingiem kwasowym – trzymać się czasu minimalnego. Lepiej zabieg powtórzyć, aniżeli niechcący spalić sobie skórę.

Zaskakująca konsystencja, czyli proszek, i świetne działanie – Daily Microfoliant Dermalogical (13g/79zł), to u mnie element rutyny oczyszczającej, ale zamiast codziennego stosowania w formie preparatu do mycia, ja używam go jako kilkuminutowej maseczki, raz w tygodniu (wymiennie z peelingiem enzymatycznym/kwasowym). Łączę proszek z wodą, tworzę papkę i nakładam ją na twarz w solidnej ilości. Po kilku minutach delikatnie ścieram produkt przy pomocy szmatki albo dużej ilości wody, masując twarz. Jeśli macie cerę mieszaną/tłustą możecie spróbować włączyć proszek do rutyny – 2/3 razy w tygodniu.

W składzie znajdziemy złuszczający puder ryżowy (uwielbiany przez Azjatki), papinę (również odpowiedzialna za eksfoliację, ale w wersji enzymatycznej), kwas salicylowy (działanie antybakteryjne – coś dla cer mieszanych, tłustych, trądzikowych) czy ekstrakty roślinne o silnym działaniu kojącym nawilżającym i łagodzącym.


Zawsze jest czas na serum


Wybrałam trzy kosmetyki z kategorii serum, którym warto przyjrzeć się bliżej. Cała trójka jest dość uniwersalna, spokojnie możecie wprowadzić je do swoich rutyn. Łączy je jedno – skuteczne działanie.

Połącznie 15% witaminy C oraz glukonolaktonu w Serum Booster Dr Skin (30ml/69zł w promce 43zł), to działanie rozjaśniające, także na bardziej uporczywe przebarwienia, redukujące pierwsze oznaki starzenia się skóry, antybakteryjne – zapobiegając powstawaniu niedoskonałości, a także łagodzące, nawilżające. Serum z łatwością wprowadzicie do porannej lub wieczornej rutyny, choć musicie brać pod uwagę dość mocny i wyczuwalny zapach (to wiadomość istotna dla wrażliwców). Jest lekkie, ma bardzo wodnista konsystencję, szybko się wchłania.

Ja, nie ukrywam, używam go jako jedno z dwóch serum wieczornych (traktując go bardziej jako esencję), tak by wzmocnić działania przeciwstarzeniowe. I w tym miejscu, po raz kolejny przypominam, że skuteczność witaminy C, będzie widoczna w połączeniu z wysoką ochroną SPF.

Eliksir liftigujący Clochee Stevio Lift (30ml/289zł)to zdecydowanie kosmetyk skupiający się wokół działania anti-aging, ale także silnego nawilżania i regeneracji. Bo serum to naprawdę fantastycznie przemyślany skład łączący w sobie moc wielu naturalnych składników, a także efektywne działanie. Prebiotyki, olejki, witaminy, stewiozyd (działanie antybakteryjne, łagodzące), kwas hialuronowy, gliceryna, niezwykle popularny bakuchiol (działanie przeciwstarzeniowe), baza z wody różanej, wyciągi roślinne.

Eliksir pięknie łagodzi i świetnie nawilża skórę, u mnie jest świetną bazą pod dzienny SPF. Po aplikacji czuję, jak skóra nabiera tej przyjemnej gęstości, jest „napompowana”.

Żałuję jedynie, że marka nie zrobiła opakowania z pompką, byłoby prościej dotrzeć do kosmetyku (wiem, bo sprawdziłam!). Pipetka ma trudność w dozowaniu produktu. No i byłoby bezbłędnie, gdyby pozbyć się zapachu, ale rozumiem, że dla wielu konsumentów, produkt z wyższej półki kojarzy się z luksusowym, ale nienachaknym aromatem (ten taki jest).

I jeszcze jedna wisienka – moje wieczorne serum Agless Bareminerals (30ml/325zł), które praktycznie wyzerowałam i jestem niesłychanie zadowolona z efektów. W składzie znajdziemy tzw. fitoretinol, czyli roślinną wersję retinolu – może być skutecznie stosowany latem, a także przez kobiety w ciąży. A ma podobne działanie – zmniejsza zmiany spowodowane upływem czasu, a w pakiecie nie podrażnia, nie przesusza, nie powoduje czerwienienia się skóry.

To produkt nocny, moje tzw. drugie serum, które ma aktywnie działać, ale jednocześnie chronić i nie być zbyt agresywnym – bo to nie sprzyja mojej skórze po zabiegach laserowych, osoczu. W składzie znajdziecie także trehalozę, peptydy, olejki roślinne, kwas hialuronowy, skwalan.

Dla mnie to połączenie łagodności i skuteczności; buzia przy codziennym stosowaniu, odzyskała koloryt (używałam go jako remedium po koronie, która mocno wpłynęła na moją cerę), jest napięta, gładsza, zdrowsza.


Mam nadzieję, że udało mi się Was czymś zaintrygować. Koniecznie dajcie znać!


Wpis powstał we współpracy ze SkinTra.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x