7 kultowych kosmetyków z lat 90, które nadal są modne!

Lubicie wspominki z lat szczenięcych? My bardzo!

Często piszemy o ukochanych filmach, postaciach z bajek, ulubionym jedzeniu. Ale z latami nastoletnimi kojarzą nam się też kosmetyki. Wtedy pierwsze ‚dorosłe’ kosmetyki, do dziś wspominane z sentymentem. Co ciekawe, właściwie każdy z nich nadal można kupić, choć czasem kosztuje to nieco zachodu. Czy dla Was także są to produkty kultowe?

1 / Dezodoranty Impulse

Mój ulubiony to O2 (zielony), ale pamiętam, że bardzo popularny był także błękitny Zen. Używała ich chyba każda dziewczyna (także fanki Spice Girls, bo spicetki miały swoją edycję limitowaną)! W czasach, gdy nie wypadało jeszcze sięgać po perfumy (5-6 klasa podstawówki) to właśnie Impulsy pełniły funkcję mgiełek zapachowych. Pamiętam, że bez O2 nie wyobrażałam sobie wyjścia z domu. Uwielbiałam ten świeży cytrusowy zapach. I wiecie co? One nadal są dostępne! Widziałam Impulse w kiosku Ruchu pod domem. Kto wie, może zrobię sobie zapachową wycieczkę sentymentalną?

Impulse-horz

2 / Kremy Hydrafresh

Świeży żelowy krem o przecudnym zapachu jest moim jedynym nieodparcie przyjemnym wspomnieniem kosmetycznym. Uwielbiałam go i używałam przez wiele lat. Mało tego – z przyjemnością bym do niego wróciła! Hydrafresh to krem L’Oreal, który występował w dwóch wersjach: różowej (do cery suchej) i zielonej (do normalnej/mieszanej). W latach 90 kupowałyśmy z mamą jeden za drugim, aż… znikł z półek. Po kilku latach wrócił pod nazwą Happyderm. W serii znajdowała się także pianka do mycia buzi w puszce jak do bitej śmietany. Kochałam ją także jak nic innego! I co? Nie minęło wiele czasu i po tej serii także nie było śladu. Ale jest nadzieja. Hydrafresh są sprzedawane nadal w krajach azjatyckich, a sprytne kosmetykomaniaczki wypatrzą je i w naszych drogeriach on-line (Lena serum Happyderm upolowała w eZebrze, pisze o nim tu>). A jeśli chcecie już i stacjonarnie to… zawsze możecie pójść do Douglasa po kremy Aquasource Biothermu, to niemal identyczne produkty(tylko cena znacznie wyższa, bo słoiczek kosztuje ok. 150 zł)!

New-Hydrafresh-Aqua-Cream--640x350

3 / Błyszczyki w kulce

Uzależniają bardziej niż łuskanie słonecznika! To jedyne kosmetyki, których w latach nastoletnich używałam tony. Na szczęście były dostępne wszędzie i kosztowały jakieś 2 złote. Można się nimi było malować non stop. To w zasadzie słodkie, aromatyzowane olejki do ust, a nie żadne błyszczyki, ale na tamte czasy były ideałem makijażu… bez makijażu (nawet jeśli barwiły usta, to bardzo słabo). I wiecie co? Gdy oglądam zachwyty nad olejkami do ust Clarins, rzekomo tak innowacyjnymi, uśmiecham się pod nosem, bo przecież to wszystko już było 🙂

501_01_9111-horz

4 / Tatuaże z Bravo

Musiały być koniecznie jako dodatek do gazety! Na początku lat 90, kiedy magazyn Bravo był prawdziwą sensacją (zakazany przez część nauczycieli!), a po każdy numer biegło się do kiosku jak na skrzydłach, najbardziej wartościowe były te egzemplarze, które zawierały dodatek w postaci zmywalnych tatuaży. Najlepiej, wzorowanych na dziarach gwiazd. Robiliśmy je sobie na przerwach w szkole, albo w domu – tylko koniecznie w miejscach niewidocznych dla nauczycieli i rodziców, żeby nie było nieprzyjemności 😀

Kto by pomyślał, że po 20 latach będę kupować zmywalne tatuaże i robić sobie w nich fotki na bloga 😀

5/ Szampony Vidal Sasoon Wash&Go

Czy ktoś jeszcze pamięta, jaki był najbardziej pożądany kosmetyk do włosów na początku lat 90tych? Tak! Pierwszy szampon z odżywką od Vidala Sasson, kultowego brytyjskiego fryzjera gwiazd (zmarł 3 lata temu). Szalałam za tymi szamponami, i kupowałam w tajemnicy przed mamą. Pachniały bardzo luksusowo , były gęste, kremowe. Zupełnie inne niż jedynie słuszny wtedy Bambino. W Polsce są już od lat niedostępne, ale… Drogie fanki Vidala, nie wszystko stracone! Jeśli znacie serię drogeryjną Wella Pro Series (czerwone butle 400 ml), to trochę tak, jakbyście nadal używały Wash&Go – w Stanach właśnie ta seria figuruje jako kosmetyki Sassona.

hqdefault-horz

6 / Exclamation Coty

Pierwsze feministyczne perfumy dla nastolatek, totalny hit lat 90. Dlaczego feministyczne? Bo ukazywały kobnietę pewną siebie, silną, gotową spełniać marzenia, a ich slogan reklamowy brzmiał „Móc znaczy chcieć”. Dla wielu dziewczyn były to pierwsze ‚dorosłe’ perfumy. Faktycznie pachniały słodko, ale miały też charakter (wszak to ‚wykrzykniki’). W podstawówce ich nie kupiłam. Barierą była cena, jak na kieszonkowe uczennicy dość zaporowa. A dziś? Exclamation można kupić online za… 27 złotych. Warto, choćby dla wspomnień.

exclamation-horz

 

7 / Manhattan Clearface

Kosmetyki dla nastolatek, więc musi być coś na pryszcze. W latach szczenięcych pojęcie makeup no makeup nie istniało, nikt się szczególnie nie przejmował, czy aby tapeta wygląda naturalnie. Dlatego na młode buźki nawet z nikłymi zmianami nakładałyśmy obfitą warstwę pudru matującego, a punktowo oczywiście korektor. Clearface był hitem. Puder matowił naprawdę na długo i miał fajne jasne kolory, w serii był też niezły krem tonujący i żel do mycia twarzy. Pewnie Was nie zdziwię, ale Manhattan nigdy nie zrezygnował z tej serii, jest wciąż dostępna w szafach marki. Nawet opakowanie niewiele sie zmieniło. Cena? Nadal przystępna, już od kilkunastu złotych. Ciekawe tylko, czy złagodzili nieco formułę, bo ten szpachlowaty mat byłby pewnie teraz nie do zniesienia…

 

201309_product_overview

 

Pamiętacie inne kultowe kosmetyki? Przypomnijcie nam o nich w komentarzach!

cosmetics-90s

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x