Livin’ on the Edge

Aerosmith podśpiewywało niegdyś o tym, że coś dziwnego dzieje się dzieje. Że żyjemy na krawędzi. I ja się zgadzam. Bo ja ciągle jestem w rozkroku między tym co powinnam, a tym czego bym chciała. Albo i nie. Teraz nie chcę już zimy. Precz śniegu, precz zawierucho. Ledwo parę dni wstecz wszystko szło w dobrą stronę (i stąd te zdjęcia), by znów biały puszek (puch, puszysko!) sparaliżowało miasta na Śląsku. Nie, nie lubię. I dziękuję bardzo.

Potrzebuję wiosny. Najlepiej permanentnej. Bo lato też nie jest mi przyjemne, nie lubię skrajności. Za gorąco też jest źle. No, ale kończę z tym malkontenctwem, a teraz zacznę chwalić. Oczywiście, to co mam na sobie, bo wbrew pozorom dzieje się wiele. Istotą sprawy jest sukienka Nife, która prócz kuszącego zameczka/dekoltu ma taka cudowną funkcjonalność jak sterowanie jej długością. Bo to pracy wybieram znacznie dłuższą wersję, a na co dzień dzięki gumce w talii można spokojnie skrócić ja o kilka centymetrów. A nawet zrobić asymetryczną długość. No i stąd ten wygnieciony stan materiału. Człowiek kombinował. I proszę – efekt grunge’owy jak ta lala.
Burgund wiadomo – był hitem jesieni, gdzie się człowiek nie obejrzał tam czaiło się zło w kolorze wina. No to dla czego by tym kolorem nie poudawać, że jest już prawie wiosna? Bo przecież: We livin’ on the edge…

Nife dress H&M biker jacket  nn tights nn, Mollie.pl bracelets | Stradivarius clutch | boots Buytrends

Dowód, że naprawdę nie wszystko jest ok ;))))

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x