Moja pielęgnacja latem. Kosmetyki anti-aging dla cery mieszanej / trądzikowej. #TydzienPielegnacji

Latem uwielbiam kosmetyki mocno nawilżające o lekkich konsystencjach. Takie, które nie zapychają mojej mieszanej (skłonnej do zaskórników i wyprysków) skóry. A ponieważ dawno nie byłam tak zadowolona ze stanu swojej skóry, chętnie opowiem Wam jak wygląda moja pielęgnacja w ciepłe dni.


Pokażę też kosmetyki, które są absolutnie mistrzowskiej jakości. To same perełki!


Jeśli jesteście z nami dłużej pewnie wiecie, że mamy duże wymagania co do pielęgnacji i naprawdę rzadko się zdarza, byśmy piały z zachwytu nad kremem. Dlatego takie wpisy, jak dzisiejszy, to creme de la creme pielęgnacji. Produkty wybrane spośród kilkudziesięciu innych. Takie, po których stan cery zachwyca. I nigdy nie chcemy, by się skończyły.


Pielęgnacja latem – co się zmieniło?

Jako fanka wieloetapowej pielęgnacji (TU wpis) nie mam problemu z nakładaniem na siebie wielu warstw kosmetyków. Zwłaszcza, gdy widzę efekty każdego z nich. Jednak latem zdecydowanie upraszczam pielęgnację (szczególnie na dzień) bo zauważyłam, że skóra nie lubi zbyt wielu składników na raz. Odstawiłam prawie wszystkie kwasy (poza azelainowym, bezpiecznym latem), nie używam w ogóle olejków, ani żadnych kremów przeciwzmarszczkowych. Dokładam za to ochronę przeciwsłoneczną, a konsystencje WSZYSTKICH kremów i serum zmieniłam na żelową.

Jest jeszcze jeden czynnik, jedna duża zmiana w moim systemie pielęgnacji, która totalnie odmieniła stan i komfort mojej skóry twarzy. To codzienne maseczki. Jeśli nie czytałyście wpisu o wyzwaniu 10 dni maseczek (tu), koniecznie zajrzyjcie do tego tekstu. Maski to gamechanger mojej letniej pielęgnacji. Niegdyś sceptyczna co do tego, czy w ogóle działają, teraz jestem pierwszą fanką wieloetapowego maskowania.


1/ Najważniejsze oczyszczanie

Wiosną i latem jeszcze bardziej zależy mi na idealnie, ale łagodnie umytej buzi. Mam z tyłu głowy, że muszę perfekcyjnie zmyć nie tylko makeup, ale i filtry, które nakładam co rano (i dokładam w ciągu dnia). Do tego latem skóra mocniej się poci (także na twarzy!) oraz wydziela więcej sebum. Jeśli, jak ja, macie skłonność do zapychania się porów, na pewno wiecie, jak się kończy niedomywanie buzi choć przez kilka dni.

Dobrze oczyszczona buzia nie jest ani przez sekundę ściągnięta, nie domaga się od razu toniku czy kremu. Dlatego u mnie od zawsze wygrywa podwójne oczyszczanie. Od ponad 2 miesięcy buzię myję niemal wyłącznie dwoma produktami. Oba to polskie, naturalne kosmetyki o rewelacyjnym składzie. Prawdziwa bomba!

Olejek do demakijażu Senelle (150 ml/56 zł, kupisz TU) to pierwszy olejek, który kocham równie mocno, jak moje ulubione balsamy (czyli Heimish, Oskię i Farmacy). Ma konsystencję i kolor syropu klonowego, pachnie jak marcepan. Dwie pompki wystarczą, by domyć absolutnie cały makijaż z twarzy i oczu bez żadnych podrażnień, bez mgły w oczach. A najlepsze dopiero przed nami! Bo to, jak się ów olejek zmywa, jak miękką i idealnie gładką skórę pozostawia, to jest po prostu bajka!

Drugi etap mycia wieczorem (oraz pierwszy i jedyny rano) to u mnie Delikatny Żel do Mycia Twarzy Senelle (150 ml/49 zł). I tu konsystencja jest znów zaskakująca. Bo to żel, ale w dotyku jak serum hialuronowe. Skład jest naprawdę cudowny (woda różana, ekstrakt z chmielu, brzoskwini, panthenol, allantoina), ale na szczególną uwagę zasługuje to, w jaki sposób ten żel myje twarz. A robi to z pomocą wyciągu z kory mydłokrzewu, czyli naturalnych saponin. Jeśli masz cerę wrażliwą, naczynkową, trądzikową – docenisz ten skład jeszcze bardziej niż ja. Buzia jest mięciutka, od razu nawilżona, a zaczerwienienia uspokajają się. Uwielbiam to uczucie!


2/ Tonik-mgiełka

Mgiełka Lush Breath of Fresh Air (kupiona za 7 euro we Włoszech, stąd lokalna nazwa Aqua di Vita na butelce) jest – uwaga, werble! – najlepszym tonikiem, jakiego kiedykolwiek używałam.

Za każdym razem, gdy spryskuję nim twarz (po myciu buzi, przed maseczkami, po maseczkach, w ciągu dnia) czuję niesamowite odświeżenie. Jest taki marketingowy zwrot fontanna nawilżenia. Nie wiem do jakiego kosmetyku się odnosi, ale powinien do mgiełki Lush. Bo pasuje idealnie.

Skład jest prosty i genialny: woda słodka, woda morska, aloes, róża, olejki eteryczne, algi. Kosmetyk ma jedną, oczywistą wadę. Właśnie mi się kończy… a w PL nie da się go kupić.


3/ Miód i propolis!

Szczególnie ważna dla mnie pozycja na liście pielęgnacji, to włączenie produktów z produktami pszczelimi. Odkąd odkryłam, jak dobrze na mnie działają, codziennie stosuję coś miodowego.

Pszczoły to prawdziwe przyjaciółki naszej skóry. Szczególnie tej ze skłonnością do podrażnień i wyprysków. Szczególnie propolis, który ma udowodnione działanie bakteriobójcze, grzybobójcze, regenerujące i dezynfekujące. Ale działanie składnika to jedno, a działanie produktu z tym składnikiem – drugie. Wypróbowałam kilka propolisowo-miodowych kosmetyków (od polskich maści z apteki, aż po Guerlain) i za każdym razem było coś nie tak z konsystencją, zapachem, lub działaniem. Aż tu nagle…

Z polecenia Liah Yoo, jednej z moich ulubionych koreańskich blogerek (a teraz też właścicielki marki kosmetycznej), zamówiłam Propolis Light Ampoule COS RX. Przepłaciłam straszliwie (120 zł w Koreańskim Sekrecie to zdecydowanie za dużo!), ale samo serum jest cudowne. Świetnie i na długo nawilża, zmiękcza skórę, nie jest zbyt lepkie, nie ma zapachu. Jest bardzo wydajne. I najważniejsze: działa! Wypryski pojawiają się rzadziej, łatwiej mi zapanować nad porami, cera jest bardziej gładka.

Serum ma aż 80% propolisu i jest to bodaj największa dostępna na rynku ilość.

Kolejny pszczeli hit jest (na szczęście) już dostępny w Polsce i to w Sephorze. To krem-żel kultowej marki Farmacy (nazwa pochodzi od farm, bo wszystkie składniki użyte w kosmetykach uprawiają sami na własnej farmie). Honey Drop (słoik 50 ml/169 zł, TU) jest świetny pod każdym względem. Poczynając od opakowania (słoik w kształcie plastra miodu z drewnianą nakrętką, do której przyczepiona jest na magnes metalowa szpatułka – piękne i mega praktyczne), przez zapach i konsystencję (lekki aromat miodowo ziołowy, bardzo delikatny kremowy żel), działanie (bomba nawilżenia, które utrzymuje się naprawdę przez cały dzień), aż po skład (wyobraźcie sobie 3 rodzaje kwasu hialuronowego, wyciąg z jeżówki, ekstrakty propolisu i miodu, mleczko pszczele, mnóstwo ekstraktów roślinnych, masło cupuacu, a nawet ferment sojowy w jednym kremie, tym bardziej lekkim).

Uwielbiam go stosować na skórę i pod oczy (zupełnie nie podrażnia, świetnie łagodzi i nawilża), rano lub wieczorem.


4/ Peptyd miedziowy

Serum przeciwstarzeniowe Buffet +Copper Peptides 1% to kolejny kosmetyk-bomba w mojej rutynie.

Jak na The Ordinary jest dość drogi (29 euro), ale jak na skład pełen peptydów, w tym drogiego miedziowego, jest nadal atrakcyjny cenowo. Działanie nawilżające widać od razu, naprawcze po ok. 2 tygodniach (wyraźnie złagodził mi drobne wypryski), na spektakularne przeciwzmarszczkowe wciąż czekam. Ale czytając o tym, po potrafi peptyd miedziowy (wspomaga syntezę kolagenu, produkcję fibroblastów, wzmacnia odporność skóry), chcę poużywać go przynajmniej kwartał. Zwłaszcza, że jest bardzo mocno nawilżający i wypełniający skórę – to super serum na noc.

Na zdjęciu widzicie jeszcze krem z kwasem azelainowym (używam czasem na dzień, fajna lekko matująca konsystencja) oraz mój ulubiony filtr. To NIOD Survival 30 – najbardziej komfortowy, idealnie wygładzający skórę filtr ever. Więcej o moich filtrach przeczytasz w dedykowanym wpisie (tu).


Kolejność kroków…

… w pielęgnacji jest tak samo ważna, jak same kosmetyki. Przeprowadzę Was zatem po swojej letniej rutynie.

  1. Zaczynam od mycia twarzy i szyi. Rano żelem Senelle, wieczorem olejkiem i żelem.
  2. Po myciu zawsze spryskuję twarz mgiełką Lush (twrz, oczy, szyję), lekko wklepuję ją w skórę otwartymi dłońmi.
  3. Zanim mgiełka się wchłonie całkowicie, nakładam serum Propolis COS RX (w dzień) lub The Ordinary Buffet (wieczorem – z tą różnicą, że Buffet ma być nakładany na suchą skórę, więc czekam, aż tonik się całkiem wchłonie).
  4. Czas na krem. Codziennie wieczorem jest to Farmacy Honey Drop, czasem w dzień (gdy potrzebuję więcej matu) The Ordinary Azelaic Acid 10%. Nakładam krem pod oczy (ostatnio Hada Labo).
  5. Codziennie rano na krem nakładam NIOD Survival 30, który jest o tyle fajny, że jest jednocześnie filtrem i bazą wygładzającą pod makeup.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x