Moja pielęgnacja wieloetapowa. Kolejność nakładania kosmetyków

15. Tylu kosmetyków używam niemal każdego dnia – rano lub wieczorem. Dużo, prawda? Pokazuję wersję maximum swojej aktualnej kosmetyczki (pełnej ulubieńców, więc żadnego z nich nie mogę pominąć!), jednak nawet odchudzona miałaby ok. 10 produktów. A wszystko przez pielęgnację wieloetapową.

Czyli taką, gdzie przez dokładanie kolejnych cienkich warstw kosmetyków o różnych konsystencjach uzyskuje się lepszy efekt pielęgnacyjny. Chciałabym opowiedzieć Ci, jak to robię, że moja buzia jest zawsze dobrze nawilżona (kosmetyczki potwierdzają ;)), a mimo dużej ilości kosmetyków, produkty ładnie wtapiają się w skórę.


Pielęgnację wieloetapową stosuję po to, by rozwiązywać problemy z cerą. A efekt uboczny to zawsze mięciutka, gładka, dobrze nawilżona skóra.



Co mi daje pielęgnacja wieloetapowa?

Moja fascynacja nakładaniem na twarz produktów o różnych konsystencjach przybyła wraz z pierwszą buteleczką koreańskiej esencji (jeśli nie wiesz, cóż to takiego – koniecznie przeczytaj wpis o metodzie 7 skin, TU). Czyli jakieś 3 lata temu. Okazało się, że jest produkt, który nakłada się zamiast albo po toniku, a jeszcze przed serum. I ten produkt potrafi dotrzeć głębiej niż każde serum i zmiękczyć skórę bardziej, niż najtłustszy krem.

U podstaw działania esencji jest dość prosta zasada – im mniejsze cząsteczki, im rzadszy płyn, tym głębiej potrafi dotrzeć. Dlatego nie da się kremem uzyskać poprawy nawodnienia skóry (krem ma głównie nawilżać, czyli zapobiegać odparowaniu wody, która już w skórze jest – najpierw trzeba ją tam dostarczyć), a stosując tylko lekkie żele czy serum widzimy, że woda ze skóry ucieka. Aby dobrze nawilżyć skórę, trzeba dać jej pić, a potem otulić kremem (okluzja).

Tyle o nawilżeniu. Ale przecież każda skóra ma też inne problemy. Moja jest jednocześnie mieszana, łatwo się zapycha, bardzo łatwo łapie przebarwienia. A na dodatek wciąż pojawiają się na niej wypryski. No i zaczyna się starzeć (w końcu to już prawie 35 lat). Nawilżanie, choć najważniejsze, nie jest w stanie rozwiązać problemów porów ani zniwelować przebarwień. Potrzebuję więc dodatkowych kosmetyków. Specjalistycznych preparatów, które będą stymulować skórę do oczyszczania, zachowania równowagi i odnowy.


Ile etapów pielęgnacji?

Dużo zależy od aktualnego stanu cery, co postaram się za chwilę wyliczyć na konkretnych przykładach, natomiast zasadniczo etapów jest sześć wieczorem i pięć rano:


1/ Demakijaż balsamem, micelem lub olejkiem
2/ Oczyszczanie delikatną pianką lub żelem
3/ Tonik lub esencja
4/ Serum do twarzy
5/ Krem pod oczy
6/ Krem do twarzy


Demakijaż wykonuje się tylko wieczorem, więc rano zaczynam od etapu drugiego. Zarówno demakijaż, jak i oczyszczanie powinno być spłukane wodą. Tonik też jest niezbędny, ze względu na potrzebę wyrównania PH skóry po myciu oraz nawodnienie lekkim produktem. Serum to krok kluczowy, jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów skóry i stymulowanie jej do naprawy. Krem pod oczy jest niezbędny nie tylko dlatego, by chronić cieniutką skórę przed wysuszeniem i zmarszczkami. Kremy pod oczy przechodzą specjalne testy na wypadek dostania się do oka (a kremy do twarzy nie), dlatego lepiej nie prowokować podrażnienia, łzawienia oka i zapewnić temu obszarowi specjalnie atestowany produkt. Finałem pielęgnacji powinien być krem – im bardziej sucha/dojrzała jest cera, tym ten etap jest ważniejszy.


Etap 1 i 2

Demakijaż i oczyszczanie

O tym, jak wygląda mycie idealne pisałam w tekście o podwójnym oczyszczaniu (tu). W tej chwili uwielbiam robić demakijaż, a potem myć buzię po raz drugi żelem Oskia Reinassance Cleansing Gel, który wygląda jak żel, na suchej buzi rozprowadza się jak olejek, na wilgotnej jak krem do mycia, a po spłukaniu twarzy praktycznie nie pozostaje tłusty film.


Etap 3

Tonik / esencja

Jestem fanką azjatyckich esencji, ale aktualnie skupiam się na używaniu toniku zgodnie z metodą 7 skin (u mnie wystarczy 2-3 aplikacje). Wybrałam Evree, pachnący pomarańczami tonik w spray’u o fajnym składzie.


Etap 4 i 6

Serum i krem na dzień

I tu się Proszę Państwa sprawa komplikuje. Zaczyna się prawdziwa pielęgnacja wieloetapowa. W menu są dwa serum i dwa kremy. Serum stosuję w kolejności od lżejszego do gęstszego, czyli najpierw nakładam peptydowe serum The Ordinary Buffet (działa przeciwzmarszczkowo i pomaga następnym kosmetykom działać lepiej), potem żelowe serum-olejek Origins Plantscription. To serum jest absolutnie wspaniałe! Ma tak bogaty skład, tyle w nim naturalnych ekstraktów i olejków, że nawet nie jestem w stanie ich zapamiętać. Ale cudownie pachnie, zmiękcza buzię, świetnie nawilża. Za każdym razem, gdy go nakładam na twarz czuję tę roślinną moc.

Dwa kremy na dzień: Korres Pomegranate oraz Eisenberg Emulsion Eclaircissante stosuję wymiennie w zależności od kondycji skóry. Korres to lekki żel-krem, przeznaczony dla cery mieszanej i tłustej. Wspaniale nawilża, ale nie obciąża skóry i reguluje wydzielanie sebum. Jest świetny pod makijaż. Natomiast Eisenberg to krem-kuracja rozjaśniająca przebarwienia. Nadal bardzo przyjemna w sotosowaniu i bardzo nawilżająca, ale ma w sobie ekstra właściwości przeciwstarzeniowe i witaminę C.


Etap 4 i 6

Serum i krem na noc

Aż cztery butelki serum? Tak i nie. Jedna z nich to peeling, który nakładam na noc dwa razy w tygodniu. Lactic Acid 10% + HA 2% to jeden z moich ulubionych kosmetyków The Ordinary (jego działanie opisałam w tym wpisie). Natomiast w pozostałe dni zawsze zaczynam od lekkiego jak woda serum The Ordinary Niacinamide 10% + Zinc 1%, dla uregulowania niepokornych porów i rozjaśnienia przebarwień. Potem używam sprawdzonego serum Estee Lauder Advanced Night Repair. To zdecydowanie najlepsze serum Estee i jeden z najlepszych kompleksowych wzmacniaczy skóry. Skóra dzięki niemu jest wypełniona i miękka jak Beauty Blender po zmoczeniu. Zauważyłam też, że jego skład jest zbliżony do wielu azjatyckich ampułek i esencji.

Finał to zawsze jeden z dwóch produktów: albo delikatna emulsja z retinoidem 2% (także The Ordinary), która ma działać mocno regulująco na zapchaną cerę (pochodna retinolu także ma działanie złuszczające, rozjaśniające i przeciwzmarszczkowe), a w dni po peelingu lubię odnowioną, świeżą skórę rozpieścić gęstym i treściwym, regenerującym kremem Filorga NCTF Reverse. To najmocniej skoncentrowany produkt Filorgi dostępny w sprzedaży, ze składnikami przeniesionymi wprost z kosmetyków profesjonalnych: kompleksem regenerującym, witaminami i kwasem hialuronowym.


Etap 5

Krem pod oczy

Oczywiście, że wystarczy jeden, ale skoro już mam dwa o zupełnie różnych właściwościach (i oba uwielbiam), nie będę ich ukrywać przed Wami. Na noc stosuję Hydrating Eye Cream Bobbi Brown. To młodszy brak kultowego Extra Repair do bardzo suchej skóry (który też jest super), ale o dużo lżejszej konsystencji. Spodobał mi się od razu, bo jest bardzo delikatny i nie podrażnia oczu nawet gdy się doń dostanie. A naporawdę mocno nawilża i sprawia, że maleńkie zmarszczki mimiczne są niemal niewidoczne. Sprawdziłam jego skład i aż się ucieszyłam, bo w kremie Bobbi skwalan (roślinny bardzo dobry nawilżacz) jest aż na 3 miejscu w składzie. I idę o zakład, że to właśnie on odpowiada za komfort skóry.

Na dzień mam także w zanadrzu fantastyczny krem! Nie dość, że ma idealną kosnsytencję i bardzo mocno nawilża, to jeszcze skrywa dużo składników rozjaśniających i przeciwzmarszczkowych, z witaminą C, arbutyną i lukrecją na czele. Eisenberg Crème Contour des Yeux (z linii Pure White) kosztuje dużo, bo 350 zł w cenie regularnej, ale po pierwsze jest wart każdej złotówki, po drugie w buteleczce znajduje się aż 30 ml produktu. Czyli dwa razy tyle, co w Bobbi.


Na specjalne okazje

Jeśli zastanawiacie się, gdzie tu jest jeszcze miejsce na maseczki, to… znajdzie się i takie! Te oczyszczające robię po etapie 1 i 2, a przed tonizacją. Z kolei płachty nakładam po toniku każdym serum, ale bez kremu. Mam też słabość do kremu przeznaczonego specjalnie na skórę szyi – NIA Tech Neck Line Smoother. To tubka z aplikatorem roll-on, którym dosłownie jeżdżę po swojej poprzecznej zmarszczce na szyi (no stało się, pierwsza prawdziwa zmarszczka na pokładzie, trzeba walczyć!) 1-2 razy dziennie i w połączeniu z peelingami kwasem mlekowym efekt jest naprawdę spektakularny. Nie minął miesiąc, a połowa głębokości zmarszczki przeszła do historii.

A jeśli przydarzy się wyprysk, taki z prawdziwego zdarzenia, na noc, jako ostatni etap pielęgnacji, tylko na ten obszar używam olejku przeciwtrądzikowego Iossi. Zawartość oleju tamanu robi swoje – rano pryszcz jest mniej czerwony, skóra uspokojona i gładsza.


To już koniec tygodnia pielęgnacji w Szkole BlesstheMess!

Dziękuję za ogromny odzew na wpisy z tej serii, a jeśli macie jeszcze jakieś pytania, czekam na komentarze i wiadomości prywatne.

A jeśli spodobała Ci się idea szkoły pielęgnacji i poszczególne wpisy, w podziękowaniu za pozytywny odbiór będę mieć niespodziankę.

Śledź w niedzielę nasze media społecznościowe!


  • Bardzo mi się spodobała idea szkoły pielęgnacji i dziękuję za każdy wpis! 🙂 To były naprawdę cenne lekcje!

    • Dziękuję bardzo! Zewsząd dochodzą słuchy o tym że dziewczyny zmiebiają purlegnację po tych wpisach, czuję się teraz jsk wonderwoman 😆

  • Asarnecka

    Super wykład Pani profesor,
    Wszystko krok po kroku opisane,
    Myślę, że na kolokwium dam radę!
    Pielęgnacja ważna rzecz, każdy o tym dobrze wie i zdrowej cery chce
    ❤️❤️❤️❤️

    • Dziękuję o mądra i wytrwała uczennico 😂😇😍

  • Asarnecka

    Zapomniałam podać rozmiaru co za gapa ze mnie jest, mój rozmiar to oczywiście s! 💋

  • Izabela Cetera

    ŚWIETNY WPIS, Z PRZYJEMNOŚCIA ZAPOZNALAM SIĘ Z JEGO TREŚCIĄ

    • Dziękuję! Elaborat wyszedł, chyba muszę go w przyszłości podzielić na kilka wpisów np tylko o tym jak i kiedy nakładać maseczki 😆

  • Petitvesper

    Chyba pierwszy raz czytam tak komplenty poradnik 🙂 wszystkie informacje w jednym miejscu.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x