Mój sposób na naturalny, lekki i rozświetlający makijaż (nawet tłustej cery). Tricki + najlepsze podkłady, bazy i pudry!

Od miesięcy nie nosiłam kryjących podkładów! A ponieważ ostatnio zauważyliście, że na zdjęciach cera wygląda zdrowiej, lepiej, bardziej promiennie, przybywam z listą kosmetyków, których używam do makijażu cery najczęściej. Oraz z garścią tricków, jak robię szybki, naturalny, delikatny makijaż na co dzień. Taki, który jest leciutki, ale zakrywa co trzeba. Do tego łączy rozświetlający efekt z trwałością – nawet przy tłustej cerze.


Ten wpis to jest też lista moich ulubieńców ostatnich miesięcy: podkładów, baz i pudrów.



1/ Back to basics


Największą zmianą, jaką wprowadziłam do makijażu twarzy w ostatnich miesiącach jest… rezygnacja z gąbek / beauty blenderów. To jest sekret pięknego wyglądu make upu z minimalną ilością produktów!

Pokochałam efekt, jaki daje aplikacja kosmetyków palcami. Dzięki tej metodzie kosmetyków nakłada się mniej, łatwiej i szybciej wpracowuje się w skórę podkłady i korektory (bazy także, ale to wiadomo). To też jest ciekawe narzędzie do selekcji produktów – ciężkie, mocno kryjące formuły nie rozprowadzają się palcami najlepiej, więc z nich po prostu zrezygnowałam.


2/ Podkładu może wcale nie być. Liczy się baza i dobry korektor.


Przez całe lato mój makijaż składał się głównie z… kremu z filtrem, bazy (najlepiej też z filtrem, jak ta z BareMinerals) oraz odrobiny korektora i pudru. Ten kosmetyczny minimalizm ma dwa ogromne plusy: po pierwsze makijaż jest turbo naturalny i skóra po prostu wygląda zdrowo (hej, w końcu jest rok 2020 i wszyscy już wiemy, jak na żywo straszy full makeup z Instagrama), po drugie cienka warstwa makijażu na twarzy ma mniejsze tendencje do spływania, wyświecania się i ciastkowania. A to jest turbo duża zaleta, gdy się ma cerę tłustą!

I tu pojawia się pierwszy ulubieniec tego wpisu: doskonały korektor Dior Forever Skin Correct (mój odcień to 2N). Duża pojemność, duży aplikator, świetny kolor i konsystencja (nadaje się i pod oczy i do twarzy), doskonałe umiejętności wtapiania się w skórę. Nie przesusza okolicy oczu, nie uwypukla zmarszczek, ale też nie spływa z twarzy aplikowany miejscowo (np. na przebarwienia czy blizny potrądzikowe).

Jeśli chodzi o bazy, to (poza filtrami, o których przeczytasz w tym wpisie) stosowałam głównie trzy lekkie i upiększające koloryt i strukturę skóry bazy. Jedną z nich już wspominałam – jest to mój absolutny ulubieniec: BareMinerals Prime Time BB. Kosmetyk łśączący wygładzenie bazy, ochronę przeciwsłoneczną (SPF30 + PA +++) i delikatne wyrównanie kolorytu cery (nie jest to poziom BB, tylko raczej krem delikatnie tonujący).

Hitem do tłustej cery okazała się też chłodząca i wygładzająca, piankowa baza Origins Pore Perfecting Cooling Primer (naprawdę dość mocno chłodzi, do tego bluruje pory i ma różowy kolor, który pięknie wyrównuje odcień skóry i ‚gubi’ niedoskonałości). A efekt delikatnego rozświetlenia i zmniejszenia widoczności porów w jednym uzyskuję bazą PUR No Filter Primer (na hasło Blessy15 macie 15% zniżki w sklepie internetowym PUR!).

Przy takim przygotowaniu skóry podkład naprawdę najczęściej nie jest w ogóle potrzebny.


3/ A jeśli jednak podkład, to koniecznie z rozświetleniem!


Kiedyś nie wyobrażałam sobie nakładania rozświetlacza na całą buzię. Bo przecież podkreśla pory, bo skóra się świeci, bo przecież jsk tak można?! A można, i to jak dobrze! Sekretem okazały się odpowiednie produkty – takie, które mimo rozświetlającego wykończenia mają leciutką i żelową konsystencję. Przez to nie obciążają skóry i dają się łatwo mieszać z bazami i podkładami.

Ja robię to tak: przygotowuję porcję rozświetlającego fluidu (najczęściej ulubionego Les Beiges Helthy Glow od Chanel) oraz porcję podkładu (po 1 pompce to aż nadto). Część mieszam, część zostawiam solo. Na strefę T nakładam tylko podkład, na boki czoła, brodę i środek policzków podkład wymieszany z rozświetlaczem, a na boki twarzy tylko rozświetlacz. Ponieważ Les Beiges ma delikatny ciemnobeżowy tint, daje efekt zdrowej skóry. Całość pięknie wydobywa wewnętrzny blask skóry. Buzia wygląda na wypoczętą, ale jednocześnie w strefie T jest naturalny półmat i nieco krycia.


4/ Podkłady? Trwałe, lekkie, z maksymalnie średnim kryciem.


Moja ukochana gromadka! Ulubieńcy od wielu miesięcy, których wreszcie mam szansę pokazać w jednym wpisie!

Część z nich znacie aż za dobrze: w końcu podkłady Diora kocham i polecam od lat. Mój niedościgniony ideał to oczywiście podkład Dior Backstage Face&Body (noszę odcień 1.5N), który spisuje się jako leciuteńki podkład o kryciu budowanym od lekkiego do średniego+ i niesamowitej zdolności utrzymywania się na tłustej cerze bez spływania i podkreślania porów. Lubię go też za to, że doskonale się miesza ze wszystkimi moimi podkładami (zmniejszając ich krycie lub wzmacniając trwałość) oraz rozświetlaczami.

Jego drogeryjną alternatywą jest Always Fabulous od Bourjois (zobacz pełną recenzję i swatche wszystkich odcieni tego podkładu). Ma co prawda mocniejsze krycie i nie jest aż tak uniwersalny, ale trwałość, wykończenie i wygląd na buzi jest top notch.

Na lato mam też dwa nieco ciemniejsze podkłady – lekki, ale trwały i do tego pięknie subtelnie rozświetlający fluid Dior Forever Glow (odcień 2W). Ten podkład wygląda super nawet bez dodatku rozświetlacza. A jeśli mam ochotę na trochę bardziej dopracowany, trwały efekt (np. na wieczór), mieszam go z Backstagem.

Na koniec zostawiłam fluid, który kiedyś uznałabym za średniokryjący, a teraz jest najmocniejszą szpachelką w moim menu 😉 Tak naprawdę to krycie średnie+, ale dzięki bardzo kremowej konsystencji i wręcz odżywczemu działaniu na skórę (to z definicji podkład dla kobiet dojrzałych, który ma nie podkreślać zmarszczek), cudownie się spisuje zmieszany z rozświelaczami. Buzia jest pięknie wyrównana i wygląda bardzo zdrowo. Nie napisałam Wam jeszcze co to: podkład L’Oreal Age Perfect (mój kolor to 230).


5/ Pudru odrobinę. I koniecznie pędzlem!


Od dawna nie używam do pudru niczego poza pędzlami (najlepsze są okrągłe, zbite i gęste, jak do podkładu). I to zarówno do sypkich, jak i prasowanych formuł. To daje lżejszy woal produktu, możliwość wciskania go w te części twarzy, gdzie są powiększone pory (ruch stępujący pięknie je ukrywa), a omiatania boków buzi i skóry pod oczami.

Pod oczami im mniej pudru, tym lepiej. Nigdy nie lubiłam bakingu, ale teraz mam na niego wręcz alergię. To się nie sprawdza w prawdziwym życiu i powinno zostać tylko na IG i w makijażu scenicznym.

Pudry stosuję w zależności od tego, co mam na twarzy. Jeśli używam podkładu, to do niego dobieram tylko sypki puder (a czasem nawet dwa – matujący Jeffree Star na środek twarzy, rozświetlający, jak Poudre de Riz de Java z Bourjois na boki). Podobnie, jeśli mam bazę i korektor. Natomiast, gdy mi się naprawdę spieszy i chcę skrócić makijaż do jednego kroku, Clinique Almost Powder zrobi mi makijaż w minutę (tylko koniecznie trzeba go nakładać pędzlem, bo gąbką ma za duże krycie). To najczęściej denkowany puder roku (do dziś 3 opakowania, czwarte w drodze), co potwierdza, jak często przydaje mi się na co dzień. Zamiast podkładu, a także w ciągu dnia jako puder matujący.


Tak wygląda teraz mój makijaż twarzy. A wiecie co jest w nim najlepszego? Pozwala docenić swoją skórę! I bardziej ją polubić. Także bez makijażu.


Wiem, że też najbardziej lubicie średnie krycie, więc mam nadzieję, że ten poradnik doda jeszcze więcej lekkości i rozświetlenia do Waszych jesiennych, codziennych makijaży. A jeśli macie problem z ogarnięciem nadmiaru sebum w ciągu dnia, poniżej link do wpisu, który pomaga się i z tym uporać:

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x