Opalenizna level master! Nasze top 5 samoopalaczy: pianki, kremy, mgiełka

Kiedy sięgasz po samoopalacz? Czy tylko jesienią, by przedłużyć letnią opaleniznę, czy jednak przez cały rok? Wolisz lekkie muśnięcie koloru, czy porządne przyciemnienie skóry (jak po tygodniowym urlopie?). Przetestowałyśmy masę produktów o różnych metodach aplikacji, wykończeniu, w różnych cenach. I wybrałyśmy 6 najlepszych. Takich, które nie zostawiają smug, dają naturalny kolor i szybko się aplikują.


Tylko dobre i rewelacyjne samoopalacze z każdej półki cenowej.



Samoopalacze przedstawię w formie rankingu – zaczynając od najlepszego z najlepszych, a kończąc na dobrych. I choć każdy produkt jest nieco inny, łączy je jedno: niezawodność i ładny, naturalny kolor. Koniec pomarańczowych placków i smug wokół kostek i dłoni!


1/ St. Tropez 1 Hour Tan Mousse

pianka samoopalająca ze stopniowanym kolorem opalenizny, 200 ml/135 zł, w Douglasach


To jest samoopalaczowy ideał! Nie znam produktu bardziej uniwersalnego, łatwiejszego w obsłudze i o tak pięknym i długotrwałym efekcie. Zasada działania jest prosta. Jasnobrązową piankę (kolor pomaga równomiernie aplikować produkt na skórę) nakładamy rękawicą na ciało. Po 3 minutach można się ubrać.

W zależności od tego, na jaki odcień opalenizny liczycie, pod prysznic idziecie po godzinie, dwóch albo kilku kolejnych. Wtedy zmywacie z ciała kolor i voila. Naprawdę można nim uzyskać bardzo delikatny glow, ale też porządny brąz. Nałożony dwa dni z rzędu na kilka godzin robi prawdziwie ciemną opaleniznę (o ile ktoś ma życzenie taką sobie zafundować). Równo i ładnie blednie.


2/ St. tropez mgiełka samoopalająca

spray Natural Helthy Glow do twarzy, 80 ml/87 zł, w e-Zebra


Jest tylko jedna rzecz, której nie potrafi pianka z punktu 1. Nie umie równiutko i delikatnie musnąć opalenizną twarzy, uszu i dłoni. I tu z pomocą przychodzi najbardziej niesamowity samoopalacz, jaki widziałam. Jedyna na rynku mgiełka samoopalająca, którą można nałożyć pod krem, na krem, a nawet na makijaż (choć najbardziej efektywnie użyć jej zamiast toniku).

Spray ma taki atomizer, który pokrywa skórę idealnie drobniutkimi kropelkami preparatu. Nie wsmarowuje się go w ogóle w skórę! Szczegolnie docenia się to podczas aplikacji na dłonie, bo tam widać, jak bardzo równomiernie aplikuje się produkt. Mgiełka jest oczywiście bezbarwna, kolor (delikatny glow, ale z widocznym przyciemnieniem skóry już od 1 użycia) pojawia się po kilku godzinach. Ładnie, naturalnie pachnie, nie drażni nosa podczas aplikacji. Ma tylko jedną wadę – dość wysoką cenę jak za 80 ml.


3/ Dove Summer Revied

balsam stopniowo opalający, przedłużający efekt opalenizny, 200 ml/17 zł, w Rossmannach


Absolutnie jedyny balsam/samoopalacz w całym Rossmannie, który ma dobry skład (bez pochodnych ropy naftowej!), daje ładny kolor i kosztuje mniej niż 20 zł. Wracam do niego raz na jakiś czas, bo w swojej kategorii cenowej naprawdę nie ma konkurencji. Dość ładnie pachnie, nie wysusza skóry, nadaje jej stopniowo kolor od delikatnego glow do średniej opalenizny. Nie robi smug, a do tego kolor zmywa się stopniowo i równomiernie. Gdyby jeszcze miał w sobie kolor, to byłby godnym konkurentem droższych samoopalaczy.


4/ St. Tropez pianka pod prysznic

samoopalacz w formie pianki do nakładania przed kąpielą, 120 ml/69 zł, w Douglasach


Dla tych, którzy nie lubią chodzić zafarbowani na brązowo, nie lubią czekać, aż samoopalacz się wchłonie, a potem zadziała – jest opcja express. Kilka marek wprowadziło balsamy do samopalania pod prysznicem i jak sądzę ten jest z nich najlepszy. Po pierwsze: działa (a to się nie wszystkim udawało, ostrzegam przed Lirene – niestety nie ma efektu!). Po drugie: można stopniować efekt (jedna minuta to lekki glow, 10-15 minut to już fajny jasno-średni kolor). Po trzecie: to idealne rozwiązanie dla ludzi, którzy nie lubią się balsamować. Wszystko zmywa się pod prysznicem, a ciało po kąpieli nie potrzebuje już dodatkowego nawilżenia.


5/ Yves Rocher balsam upiększająco-brązujący

lekki balsam samoopalający do twarzy i ciała, 100 ml/47,90 (bez %), w salonach YR


Uwielbiam, uwielbiam jego zapach i konsystencję! Jest tak leciutki, tak pięknie pachnie, tak przyjemnie się go używa! Jakby to w ogóle nie był samoopalacz. Jeśli chodzi o intensywność koloru określiłabym ją jako średnią. Niestety nie ma koloru, więc trzeba się pilnować podczas aplikacji, by nie zrobić sobie smug. Za to odcień samej opalenizny jest ładny i naturalny. A najlepsze jest to, że ma niezłą cenę i jeszcze lepszy skład: naturalny, roślinny, bez parabenów i oleju mineralnego.

Szkoda tylko, że jest taki mały! Pojemność 100 ml sprawia, że raczej używam go do twarzy i dekoltu, niż na całe ciało.


Bonus: Body Blur, Vita Liberata

balsam natychmiast brązujący do ciała, 100 ml/185 zł, w Sephorach

To jest makijaż dla ciała! Znacznie lepszy, niż słynne rajstopy Sally Hansen. O pięknym kolorze, bardzo równej aplikacji i trwałości nawet w upalne dni. Pięknie wygląda szczególnie na dekolcie i nogach! Zawsze wtedy, gdy nie macie czasu na samoopalacz, albo tak nie lubicie tego charakterystycznego zapachu pieczonego kurczaka (wydziela się gdy substancje chemiczne z samoopalacza zaczynają reagować z naturalnym barwnikiem naszej skóry), jest i dla Was nadzieja na piękny brąz!

Ten produkt jest piekielnie drogi, ale mimo wszystko wart swojej ceny! I niezawodny na specjalne okazje (ślub, imprezy).



A gdybyście potrzebowały instruckji, jak nakładać samooalacz rękawicą, odsyłamy do naszej lekcji samoopalania. O TU>


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x