Moja aktualna pielęgnacja. Tylko polskie marki!

Kiedy przygotowywałam szkic tego wpisu okazało się, że moja pielęgnacja składa się z zasadzie tylko z polskich kosmetyków. Ucieszyło mnie to bardzo, bo nie dość, że cera jest ostatnio w świetnej formie (aż promienieje!), to jeszcze mam świadomość, że w trudnych czasach kryzysu mogę swoimi wyborami wspierać polskie marki. Te, które dbają o mądre, naturalne składy, opakowania w duchu #lesswaste i etyczne podejście do biznesu. Z ogromną przyjemnością przedstawiam Wam moich pielęgnacyjnych, w 100% polskich ulubieńców.


Każdy z nich to kosmetyk najwyższej jakości, którego używam z prawdziwą przyjemnością. A skóra jest zdrowa, zadbana i promienna.


A skoro w tym trudnym czasie pandemii pojawia się inicjatywa, by wspierać polskich producentów, to my bardzo chętnie dołączymy do #wspierampolskiemarki i Was także zachęcamy, by kupować polskie produkty. To pomaga lokalnym firmom zachować miejsca pracy!


1/ Olivia Plum

Serum Lift30 ml/99 zł, do kupienia na oliviaplum.pl


To już moje drugie opakowanie! Wspaniałe serum, które nawilża, łagodzi podrażnienia i wzmacnia skórę. Uwielbiam za piękny, naturalny  skład (pełen moich ulubionych składników: regulującego niacynamidu, łagodzącej alantoiny, 3 form kwasu hialuronowego, wyciągu z zielonej herbaty, winogron, a także gliceryny i mocznika), natychmiastowe nawilżenie, wypełnienie skóry, a także wydajność.

Producent poleca stosować Serum Lift na noc, ale ja używam go dwa razy dziennie. A to dlatego, że serum zawiera składniki znane z działania przeciwrodnikowego (wyciąg z owoców goji, wino, czy zielona herbata to świetne antyoksydanty) oraz bardzo dobrze sprawuje się pod makijażem. Jest lekko lepkie, mocno żelowe, natychmiast łagodzi też ewentualne podrażnienia po myciu buzi.

Gdybym miała Wam polecić tylko jeden produkt z tego wpisu, byłoby to właśnie to serum. Jest tak uniwersalne, że spodoba się zarówno tym z Was, które mają skórę tłustą, problematyczną i odwodnioną, jak i suchą i dojrzałą.


2/ D’Alchemy

żel do mycia twarzy 9.01 i krem regulujący 9.05, 89 i 150 zł, do kupienia w Sephora.


Jak pewnie pamiętacie, na w lutym testowałam kilka produktów D’Alchemy i byłam zachwycona ich działaniem (a jeśli nie, odsyłam Was do dedykowanej recenzji kosmetyków D’Alchemy). Dlatego postanowiłam kupić kolejne produkty tej marki.

I to właśnie one znalazły się w tym wpisie. Po raz kolejny przekonałam się, że kremy D’Alchemy mają świetne konsystencje, a żel do mycia twarzy jest fantastyczny! Taki jak lubię, żelowo-galaretkowy, bardzo delikatny, bez mocnych detergentów. Za to z dodatkowym odświeżająco-nawilżającym działaniem. Pozostawia buzię po umyciu w absolutnym komforcie, jest bardzo wydajny i pięknie pachnie pomarańczami. Nie dziwię się, że to ulubiony żel Kasi Tusk!

Składy kosmetyków są naturalne, certyfikowane, bardzo dobrze skomponowane i bogate w roślinne ekstrakty i wody kwiatowe.


3/ Miya

Tonik rozświetlający z kwasem glikolowym i serum z prebiotykami do cery problematycznej, 35 i 45 zł, do kupienia w e-sklepie Miya.

I kolejne świetne nowości od bardzo dobrej polskiej marki. Lubimy Miya za podejście do pielęgnacji i za bardzo dobre ceny, z przyjemnością też obserwujemy, że marka stawia teraz nie tylko na nawilżenie i rozświetlenie skóry, ale też kosmetyki ze składnikami aktywnymi o udowodnionym naukowo działaniu. W ten sposób łącząc przyjemną pielęgnację z efektywnością i dobrymi cenami (bardzo w duchu The Ordinary, prawda?).

Dwie z tych nowości są tak dobre, że dosłownie wbiły mnie w fotel. Zacznijmy od toniku z kwasem glikolowym, który jest świetnym odpowiednikiem kultowego Glow Tonic Pixi. Ma dokładnie takie samo, 5% stężenie kwasu glikolowego, a przy tym jest równie delikatny, jak Glow Tonic. To jedyny tonik, który podobnie jak Pixi mogę stosować codziennie! Inne, prędzej czy później, miejscowo podrażniają i przesuszają mi twarz. Tymczasem tonik Miya delikatnie złuszcza i dzień po dniu odsłania bardziej rozświetloną cerę. Do tego ma sporo substancji nawilżających w składzie, co ładnie równoważy działanie kwasu glikolowego. I zamiast 100 zł (tyle kosztuje duża butelka Pixi), zapłaciłam za tonik ok. 30 zł (w sklepie online akurat trwała promocja).

Drugim świetnym produktem Miya jest nowe serum regulujące, stworzone specjalnie dla cer problematycznych. Zawiera 5% kwasu azelainowego (jeden z najlepszych kwasów na zapchane pory i trądzik, można go stosować cały rok, bo nie jest fotouczulający), wzmacniające skórę prebiotyki, regulujący i walczący z przebarwieniami niacynamid (jeśli czytacie bloga od dłuższego czasu wiecie, że to moja ulubiona substancja aktywna – stabilna, o potwierdzonym działaniu, wspomagająca inne kuracje – o niacynamidzie napisałam oddzielny wpis). Serum jest leciutkie, delikatnie nawilża i matuje, nadaje się pod kremy, a także inne sera (ja stosuję je albo tylko na strefę T, albo na całą twarz pod serum Lift Olivii Plum). Na dzień i na noc.


4/ Naturativ

Rose Mist, mgiełka do twarzy z wodą różaną, 100 ml/29 zł, do kupienia w Douglas.

Podczas jednego z ostatnich wyjazdów do Warszawy wpadłyśmy z Mileną do Douglasa w Złotych Tarasach, żeby kupić sobie coś nawilżającego do twarzy (obie miałyśmy poczucie przesuszonej skóry, pewnie to zasługa klimatyzacji w pociągu). Wybór padł na tę mgiełkę, bo była poręczna, z aplikatorem w spray’u i z dobrym, prostym składem. Nie spodziewałam się wtedy, że ta polska woda różana tak bardzo mnie zachwyci! Bardzo lubię wody i toniki różane, natomiast mam z nimi taki problem, że trudno przewidzieć, jakiej będą jakości. I choć nadal nie spotkałam jeszcze czystej, różanej wody tak dobrej, jak te naturalne bułgarskie (o mojej ulubionej pisałam w poście o ulubieńcach z podróży), to mgiełka Naturativ jest najbliżej tej jakości i mocy nawilżenia oraz odświeżenia.

Tak dobra, że po spryskaniu na umytą skórę mogłabym już nie nakładać kremu (w tym sensie, że skóra nie będzie już ściągnięta), z mgiełką tak drobbną, że kosmetyk świetnie spisuje się także pod i na makijaż. Ach i jeszcze jedno! Choć pięknie pachnie, nie ma tam ani olejków eterycznych, ani sztucznego zapachu. Tylko naturalny zapach wody różanej.



5/ Mafka

Olejek z nasion pomidora, 30 ml/29 zł, do kupienia w e-sklepie Mafki.


Naturalny, czysty olejek, który w mojej pielęgnacji zastąpił wyhajpowane cuda za miliony monet. I uważam, że jest równie dobry, jak modne ekoolejki z Kory, czy Honest Beauty! Nigdy wcześniej nie używałam olejku pomidorowego i nie wiedziałam, czego się spodziewać.

A okazało się, że tłoczony na zimno olejek z nasion pomidorów ma bardzo ciekawe właściwości. Jest tak odżywczy, jak marula, czy noni, a jednocześnie pozostaje od niego lżejszy. Zupełnie nie zapchał mi skóry (co się zdarza bardziej odżywczym olejkom), za to pięknie ją nawilżył i za każdym razem pozostawiał w pełnym komforcie.

Najbardziej lubię go używać na noc, zmieszanego w równej proporcji z serum Olivia Plum. Razem dają rodzaj mocno nawilżającej galaretki, która super się wchłania i pozostawia buzię wypełnioną nawilżeniem, mięciutką jak skóra bobasa, ale bez tłustej warstewki.


A jakie są Wasze ulubione polskie kosmetyki? Czy, podobnie jak my, macie w planach wspierać polskie marki i kupować w tym roku więcej naturalnych, polskich kosmetyków?


Wpis nie jest sponsorowany, zawiera jednak lokowanie serum Olivia Plum. Współpraca z marką nie miała jednak wpływu na opinię o produkcie, a recenzja jest w 100% wynikiem moją opinią.

PS W zestawieniu nie widzicie żadnych maseczek (bo te pojawią się w oddzielnym wpisie – powtórzyłam ostatnio swoje wyzwanie maseczkowe i po raz kolejny zadziałało!) oraz podstawowych produktów Tołpa Mikrobiom (o nich też będzie oddzielny wpis). Jeśli interesują Was te tematy, zapraszamy na bloga w przyszłym tygodniu 🙂

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x