Najlepsza maseczka w płachcie? Nie kupuj! Zrób! [#TydzieńPielęgnacji]

Gotowa maska w płachcie jest mega prosta w użyciu: wyjmujesz z opakowania, zakładasz, trzymasz 15 minut i gotowe. Buzia gładka i nawilżona. Ale ile to kosztuje? Ile produkuje śmieci! Ile cennego serum marnuje się podczas aplikacji? No i najważniejsze: czy wiesz, co tak naprawdę siedzi w Twojej masce?


Jeśli maska na tkaninie ma być perfecto, najlepiej będzie, jak zrobisz ją sobie sama.

Będzie tania, skuteczna, dopasowana do Twojej cery.



 Nie kupuj!

Albo przynajmniej ogranicz kupowanie masek w płachcie.

Odkąd kilka miesięcy temu przeprowadziłam maseczkowy challenge (tu) stosuję maski niemal codziennie. Mój eksperyment potwierdził, że aby zobaczyć rezultaty, masek trzeba używać często i regularnie. Bo maska potrafi dać efekt nie tylko bankietowy (działa od razu, ale tylko do kolejnego mycia buzi), ale też długotrwałą poprawę stanu cery. Dlaczego płachty ze sklepu to nie jest najlepsza forma maseczek?

  • Ile to kosztuje? Jeśli jedna sztuka dobrej jakości to 15-25 zł (a przydałoby się je robić minimum 2-3 razy w tygodniu), miesięcznie rachunek za same maski wyniesie około 250 zł!
  • Kupując maski w płachcie zużywasz też znacznie więcej plastiku (te wszystkie opakowania, osłonki).
  • Do tego marnujesz sam surowiec, bo ok. 1/3 serum z maski oblepia te osłonki i opakowanie, które ląduje w śmietniku.
  • Nie masz pewności, ile w Twojej maseczce jest naprawdę dobroczynnych składników (konia z rzędem temu, kto zobaczy stężenia procentowe w składach masek na tkaninie!).
  • Nie masz wpływu na dopasowanie maski do swojego kształtu twarzy. To szczególnie uciążliwe dla dziewczyn np. o dłuższych nosach, wyższych czołach, większych ustach.
Maseczka zrobiona samodzielnie nie przylega może idealnie, ale jest tańsza. Dzięki temu będziesz ją robić częściej, a ona zadziała skuteczniej.

Czym jest maska w płachcie?

W istocie to chłodzący (rzadziej rozgrzewający) kompres przykładany do skóry twarzy. Płyn lub żel, wykorzystywany w maskach na tkaninie jest lekki jak tonik, czy serum. Ma żelowo-płynną formułę, która szybko odparowałaby ze skóry, gdyby nie płachta, która przed tym chroni. Dodatkowo lekka formuła ma szansę wniknąć głębiej w naskórek i nawodnić skórę. Takiej maski nie trzeba spłukiwać i jest na tyle lekka, że lubią ją nawet osoby z cerą mieszaną/tłustą.

A skąd pomysł, by maskę robić samemu w domu? Z instrukcji obsługi maseczki w płachcie – koreańskiej marki Pyunkang Yul. Marka ta sprzedaje maski bawełniane nasączone tonikiem-esencją własnej produkcji. Tym samym, który występuje też w buteleczkach 100 i 200 ml. Skoro koreańskie marki nasączają tonikami chustki bawełniane i sprzedają je jako maski, z jakiego powodu sami nie mielibyśmy robić podobnie? Oszczędzając pieniądze i chroniąc środowisko…


Z czego robić maski?

Skoro już wiesz, czemu kupowanie masek to nie jest idealne rozwiązanie, może czas zastanowić się, z czego możesz wykonać sama maseczkę na tkaninie. A dokładniej na naturalnym płacie bawełnianym z drogerii. Polski producent wacików, firma Tami (dostępna w każdym Rossmannie), ma w ofercie cieniutkie chusteczki kosmetyczne (4-5 zł/30 szt) wykonane w 100% z biodegradowalnej waty bawełnianej. I to one są bazą do robienia masek.

Jak nietrudno się domyślić, aby zmienić chusteczkę w maskę potrzebne będą nożyczki. Otworzy na oczy, nos i usta (a także owalny kształt maski, jeśli tego potrzebujesz) wytniesz sama idealnie już po kilku próbach. Z mojego doświadczenia najłatwiej zacząć od oczu, potem maskę przymierzyć, wyciąć nos, przymierzyć jeszcze raz (oczywiście na sucho). Po wycięciu ust i brzegów pozostaje już tylko umieszczenie płachty na talerzyku/w miseczce i zalanie jej ulubionym tonikiem/serum.


Jakie toniki/serum do masek DIY?

Mam trzy ulubione typy produktów, z których lubię robić maski w płachcie:

  • Toniki złuszczające. Dzięki płachtom toniki działają silniej, bo dłużej przebywają na skórze. Faktycznie dzięki kawałkowi bawełny można z toniku zrobić sobie ekspresową maseczkę złuszczającą. Jeden kosmetyk, dwa zastosowania. Moje ulubione to Glow Tonic i Dr Jart z tego wpisu.
  • Toniki nawilżające. Dokładnie te, które polecałam do metody 7 skin (tu), albo podobne. Ważne, by były bardzo łagodne, bardzo nawilżające, najchętniej o efekcie chłodzącym. Te o bardziej żelowej konsystencji będą idealne solo, do tych kompletnie płynnych lepiej dodać 2-3 pompki mocniej nawilżającego serum.
  • Serum i esencje. Serum jako dodatek do toniku w masce (będzie się lepiej trzymać skóry i wolniej odparowywać z jej powierzchni, do tego wzmocni działanie mieszanki). Esencja jako samodzielny produkt, zamiast toniku – w masce nawilżającej.


Jak to robię?

W przypadku maski złuszczającej sprawa jest banalnie łatwa. Po prostu biorę Glow Tonic, nasączam nim wyciętą chusteczkę Tami i nakładam maskę na 15 minut. Maski nawilżające robię wg schematu: nasączam maskę tonikiem (ostatnio esencją z Pyunkang Yul), a potem dodaję 3 pipety serum propolisowego Skinfood (antybakteryjne, łagodzące). I gotowe!


Maska DIY nie przylega tak dobrze, jak sklepowa i na czas jej działania trzeba się położyć (by nie spadła z twarzy). To jej jedyny minus!

Spróbujesz zrobić swoją maskę DIY?


 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x