Świetna pielęgnacja z drogerii: kompletne zestawy dla różnych rodzajów cery za 100 zł (a nawet mniej)!

Od dawna chciałam zrobić taki wpis! Tylko drogeryjne kosmetyki, najczęściej za 10-15 złotych, za to z dobrym składem, doskonałe w działaniu i bardzo przyjemne w stosowaniu. Do tego poukładane w gotowe zestawy. Tak, by łatwo było skomponować z nich swoją rutynę pielęgnacyjną nie wydając zbyt wiele.


Et voilà! Dobra pielęgnacja dla wszystkich!



Jakie wyzwania stoją przed nami, gdy kupujemy pielęgnację w drogerii?


Problemem pielęgnacji drogeryjnej jest zwykle jej nieprzewidywalność. Bo na półkach (i w drogeriach internetowych) stoją obok siebie słoiczki z przeciętniakami, bublami i perełkami. Wszystkie wyglądają podobnie i naprawdę trudno z tego ogromu wybrać całościową, mądrą pielęgnację dopasowaną do rodzaju i potrzeb skóry. Testy trwały długo, miałam kilka potknięć (kto czytał o błędach w pielęgnacji, które zniszczyły mi skórę wie, o czym mówię).

W poszukiwaniu perełek z drogerii najpierw ograniczyłam się do Rossmanna, ale szybko zorientowałam się, że jedna drogeria to za mało, by znaleźć zestawy dla każdego – głównym problemem był praktyczny brak dobrych olejków/balsamów do demakijażu, kolejnym – lekkich kremów dla mieszanej i tłustej skóry. Drogeryjne kosmetyki często mocno pachną, a to z kolei jest problematyczne dla cery wrażliwej, naczynkowej, czy trądzikowej. Kolejne wyzwanie: składy. Nawet produkty naturalne i eko często wyglądają super, gdy się je ocenia po liście INCI, ale niestety w codziennym użytkowaniu bywają zbyt ciężkie, albo mają tak minimalne ilości tych dobrych składników, że mimo wszystko nie wychodzą ponad poziom przeciętniaków. A przecież my oczekujemy od kosmetyków więcej, prawda?

Dlatego finalnie rozszerzyłam listę drogerii. Kosmetyki z tego wpisu pochodzą z Rossmanna, Superpharm i Cocolity. Wiele z nich da się też kupić w pozostałych drogeriach internetowych – to same popularne marki. Zwracałam też uwagę na ceny – nie tylko te regularne, ale też sprawdzałam, jak często i gdzie są dostępne w promocji.


Dodatkowy bonus: prawie wszystkie kosmetyki z tego wpisu są made in Poland! Mają super składy, a część także biodergadowalne opakowania.


We wpisie pogrupowałam je najpierw markami (aby je opisać i krótko zrecenzować), a potem przejdę do układania ich w gotowe zestawy wraz z cenami. Będzie Wam wtedy łatwiej zobaczyć, ile produktów wchodzi w rutynę pielęgnacyjną i ile kosztują całe zestawy.

Chciałam tylko zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze – do każdego zestawu potrzebujecie dobrać jeszcze kosmetyk z filtrem. Mimo całej sympatii do drogeryjnych kosmetyków, nie zaryzykuję polecania tanich produktów. W przypadku filtrów, które są czasochłonne i drogie w formulacji, jednak radziłabym zaufać markom aptecznym. La Roche, Avene i Bioderma robią naprawdę bardzo dobre filtry i w cenie 40-60 złotych można mieć już krem z SPF z najwyższej jakościowo półki. Jeśli w pielęgnacji inwestować w coś większe kwoty – to właśnie w filtry. Plus można (ale nie trzeba) dokupić do zestawu jeszcze produkt-gwiazdę z dużą zawartością składników aktywnych np. krem z retinolem, tonik kwasowy czy serum z witaminą C – tu już sami decydujecie, czego potrzebujecie. Natomiast produkty z tego wpisu to dobra baza, która pielęgnuje skórę i dba o jej codzienny komfort. A kremy do twarzy nadają się też na okolicę oczu oraz szyję.

Są trzy filary dobrej pielęgnacji:
  • demakijaż i oczyszczanie
  • nawilżanie
  • ochrona przeciwsłoneczna.

Dwoma pierwszymi zajmujemy się teraz. Do dzieła!


Soraya Oat Therapy i Soraya Naturalnie


Zacznę od swojego prywatnego drogeryjnego ulubieńca. Od czasu, gdy recenzowałyśmy linię Plante (i okazała się ona absolutnym hitem), z uwagą śledzę premiery marki. Uwielbiam ich podejście do pielęgnacji i świetne formuły. Plante jest dla mnie pielęgnacją wzorcową, która nie uznaje kompromisów. Ma dobrą cenę i skład, ale też świetne właściwości kosmetyczne, piękne opakowania i zapachy, które nie drażnią.

Serię Soraya Naturalnie spotkałam podczas zakupów w… Kauflandzie. Kosmetyki były w promocji i kosztowały 10-13 zł. Po krótkiej analizie składów doszłam do wniosku, że to… bracia i siostry serii Plante! A to najlepsze rodzeństwo, jakie można mieć. Żel do mycia twarzy (teraz za 8,99zł w Drogeriach Natura) jest równie żelkowaty i delikatny, jak Plante. Świetny do drugiego mycia wieczorem i delikatnego oczyszczania rano. Krem nawilżający na dzień (w tej chwili w Dermasklep za 12,99 zł) jest naprawdę świetnie zrobiony. Kombinacja składników sprzyja cerom normalnym i mieszanym. Krem jest lekki, superprzyjemny w stosowaniu, nie zapycha, nie podrażnia. Do tego ma antyoksydanty.

I jeśli myślicie, że nie może być lepiej, poczekajcie na serię Oat Therapy. To jest jakość Sorai do kwadratu! Nie dość, że marka stworzyła kolejne świetne formuły (tym razem dla cery wrażliwej) to jeszcze wykonała ogromną pracę, by opakować je jak najbardziej ekologicznie. Słoiczki kremów wykonano w 100% z plastiku z recyklingu. Do tego zmniejszono je, aby tego plastiku zużywać jak najmniej. Kupując krem Oat Therapy macie tak naprawdę 50% więcej kremu (aż 75 ml zamiast standardowych 50), a opakowanie jest i tak znacznie mniejsze, niż w przypadku innych słoiczków.

Zobaczcie na zdjęcie powyżej – słoik Soraya i Bielenda stoją obok siebie. Bielenda ma 50 ml, Soraya 75 ml. Większy krem starcza na dłużej i rzadziej trzeba uzupełniać zapasy. A słoik nie ma żadnych wypełniaczy. Wszystko opakowane w kartonik, także pomniejszony i także z odzysku. Aż serce rośnie.

Największe zalety Sorai Oat Therapy to jednak zawartość – dwa świetne kremy do twarzy, bardzo odżywczy krem do twarzy i ciała, a na dokładkę lekki balsam. Skupię się na dwóch pierwszych, bo to one przydadzą się przy układaniu dla Was zestawów. Ale daję znać – te do ciała też są sztosami.

Oat Therapy owsiany krem na dzień (w Rossmann kosztuje teraz 20,99 zł, w Superpharm 19,59 zł) to otulająca mieszanka olejków w puszystym kremie. Owies jest świetny do łagodzenia podrażnień (a krem zawiera ekstrakt i olejek owsiany), oleje (m.in. sojowy, migdałowy) chronią przed odwodnieniem, a dodatek skrobii ryżowej i odrobiny glinki sprawia, że krem nie zostawia nieprzyjemnego tłustego filmu na skórze. Moim ulubieńcem jest krem owsiany na noc (w tej samej cenie), bo jest nieco lżejszy i ma formułę bardziej zbliżoną do kremu-emulsji. Moja mieszana/tłusta skóra docenia tę konsystencję. Uczucie otulenia i nawilżenia jest naprawdę wspaniałe.

Oba kremy mają delikatny, ledwo wyczuwalny zapach owsa. Jest on prawdopodobnie mieszanką zapachu składników i odrobiny kompozycji zapachowej (na ostatnim miejscu w składzie). Zapch przypomina owsiany budyń. Zupełnie nie podrażnia skóry (sprawdzałam na wrażliwej okolicy oczu).


Balsamy i olejki do demakijażu: nareszcie dobre!


Marzenia się spełniają. Wreszcie mogę Wam pokazać naprawdę świetne drogeryjne produkty do olejowego, dwuetapowego oczyszczania.

Balsamy Fluff (w Cocolicie ich cena regularna to 24,99 zł) pewnie już znacie, bo to hit ostatnich miesięcy. Zdecydowanie są warte hype’u, bo robią naprawdę dobrą robotę. Są lekkie, szybko usuwają makijaż i zmywają się prawie do zera (pozostawiają jedynie delikatną warstewkę, łatwą do usunięcia żelem do mycia twarzy). Wypróbowałam dwie wersje: balsam malonowy i balsam jagodowy. I szczerze – wygląda na to, że różnią się tylko zapachem.


Ponieważ dostałyśmy od Cocolity rabat dla czytelników, z kodem 12BLESS wartość koszyka spada o 12%. Dzięki temu balsam Fluff kosztuje 22 złote. Rabat działa do 24 października.


Balsamy Fluff są naprawdę super, ale mają naprawdę mocny aromat. I to może być problem, gdy balsam dostanie się do oczu (mówiąc wprost – szczypie niemiłosiernie).

Fluff są dość lekkie, ale mimo wszystko osobom z cerą tłustą na pewno bardziej spodoba się jeszcze lżejsza, niemal wodnista konsystencja lawendowego olejku Lirene Natura (kupiłam w Superpharm za 17,99 zł). Jakie to jest dobre! Nareszcie w świetnej cenie olejek tak lekki, jak te koreańskie. Emulguje jak marzenie i zmywa się z buzi i oczu praktycznie do zera. Poleciłabym go wszystkim poza wrażliwcami (bo jednak ma lawendę w składzie – nawet ją widać w butelce). A szczególnie wszystkim tym, którzy boją się demakijażu olejami i narzekają na trudność w ich usuwaniu z twarzy.

Jedynym kosmetykiem w zestawieniu, który nie jest tani (kosztował 45 zł, ale kupiłam go w Superpharm, więc w sumie to też drogeria), jest balsam do demakijażu SVR Sensifine. Wszystko dlatego, że szukałam czegoś dla naprawdę wrażliwej skóry. Balsamu/olajku bez zapachu, o prostym składzie i bardzo skuteczny działaniu. Sensifine jest turbo dobry – zmywa każdy makeup i zupełnie nie podrażnia skóry. Zmywa się doskonale, nie szczypie w oczy, nie daje odczucia mgły pod powiekami. Dla tych z Was, które nie tolerują wymagają największej delikatności.


FaceBoom do mycia twarzy


Nie znam wszystkich kosmetyków FaceBoom, ale w kwestii mycia buzi są ekspertami. Mają w ofercie dwa znakomite produkty. Uniwersalną (sprawdzi się jako drugie mycie w podwójnym oczyszczaniu, ale także rano) piankę FaceBoom (jej cena regularna w Rossmann to 19,99 zł, ja kupiłam w ofercie 2 za 1 w Superpharm, kosztowała ok. 11 zł), a także bardzo ciekawy produkt – puder oczyszczający.

Jestem fanką pudrów, bo fantastycznie nadają się do pielęgnacji cery tłustej (często mają w składzie skrobie i glinki, które usuwają nadmiar sebuym ze skóry), ale nie zawsze mają dobre składy (często bazą takich pudrów jest talk, albo inne zapychacze). W pudrze enzymatycznym FaceBoom nie ma talku, za to są dwa świetne składniki, które łagodzą i rozjaśniają skórę: ryż i owies! Do tego enzymy z papai i ananasa (bardzo, bardzo łagodnie złuszczają) i składniki nawilżające. W zależności od rodzaju i potrzeb cery taki puder można stosować 2-3 razy w tygodniu zamiast peelingu, albo nawet codziennie (przy cerach tłustych to jest super produkt do porannego mycia).

Po dodaniu wody puder zmienia się w puszystą piankę o niewyczuwalnych drobinkach. FaceBoom pachną słodko, ale delikatnie.


Bielenda Blueberry C-Tox: lekie jak chrmurka


Cel osiągnięty – wreszcie mogę Wam pokazać kosmetyki, które są tak lekkie i przyjemnie w użyciu, że nawet wymagające cery je polubią.

Wyobraźcie sobie leciuteńki krem-piankę, który pachnie jak jagodowe lody, dosłownie rozpływa się pod ciepłem palców i świetnie nawilża. To właśnie Blueberry C-tox krem-pianka Bielendy (w Superpharm kosztuje 12,59 zł!). Bardzo lubię jego skład – widać, że Bielenda starała się wypełnić go antyoksydantami, witaminami i nawilżającymi olajkami.

Rewelacyjną cenę i konsystencję ma też C-Tox serum-jogurt do twarzy (w Superpharm w promocji 16,19 zł). Nazywa się jak jogurt, pachnie jak jogurt (jagodowy), ma jogurtową konsystencję i… nie ma w składzie jogurtu. Za to wyciąg z borówek, owocu yuzu, witaminy, olejki i kwas hialuronowy. Po użyciu bardzo mocno czuć nawilżenie, buzia wygląda naprawdę świeżo i promiennie. Jest leciutki, ale nie wchłania się całkowicie. Pozostawia leciutką warstwę ochronną.


Woda różana dla każdej cery


Ostatnia pozycja na liście, zanim pokażę Wam gotowe zestawy. Wodę różaną Make Me Bio (w Cocolicie 100 ml/16 zł) wybrałam celowo. To jedna z najlepszych wód różanych na rynku, ma świetną cenę i będzie przydatna w każdej rutynie pielęgnacyjnej. Poza tym ma spray, który rozpyla idealne kropelki – nie za duże, nie za małe.


Czas połączyć te kosmetyki w zestawy!


1/ Cera mieszana / tłusta

Całkowity koszt zestawu: ok. 85 zł.

Wieczorem: olejek do demakijażu Lirene + pianka FaceBoom, potem woda różana, serum i krem-pianka Bielenda.

Rano: puder oczyszczając0-złuszczający FaceBoom, woda różana, serum i krem Bielenda.


2/ Cera wrażliwa / naczynkowa

Całkowity koszt zestawu: ok. 120 zł.

Wieczorem: balsam do demakijażu SVR Sensifine + puder oczyszczając0-złuszczający FaceBoom, potem woda różana i krem Soraya Oat Therapy.

Rano: żel do mycia twarzy Soraya Naturalnie, woda różana i krem Soraya Oat Therapy.


3/ Cera normalna/mieszana

Całkowity koszt zestawu: ok. 79 zł.

Wieczorem: balsam do demakijażu Fluff + żel do mycia twarzy Soraya Naturalnie, potem woda różana, serum Bielenda, krem Soraya Naturalnie.

Rano: żel do mycia twarzy Soraya Naturalnie, woda różana, krem Soraya Naturalnie.


4/ Cera sucha/dojrzała

Całkowity koszt zestawu: ok. 100 zł.

Wieczorem: balsam do demakijażu Fluff + pianka FaceBoom, potem woda różana, serum Bielenda i krem Soraya Oat Therapy.

Rano: pianka FaceBoom, woda różana, serum Bielenda i krem Soraya Oat Therapy.


Partnerem części wpisu dotyczącej linii kosmetyków Oat Therapy jest ich producent, marka Soraya. Kosmetyki pochodzące ze sklepu Cocolita otrzymałam w do testów w paczce PR. Wszystkie pozostałe produkty kupiłam sama. Żadna marka nie ingerowała w treść wpisu, a recenzja odzwierciedla moje opinie i odczucia po stosowaniu produktów.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x