Wpis o akcesoriach, dzięki którym picie wina na plaży jest modne i hipsterskie.
Połamana, przeziębiona, koresponduję dzisiaj ze stacji all in one czyli sypialnianego łóżka. I przeglądam zdjęcia, które zrobiliśmy ostatniego wieczora na Gran Canarii –
Pisanie i tworzenie projektów graficznych to jej praca i pasja. Własna firma nauczyła ją planowania, syn cierpliwości, a blog… czerpania więcej radości z codziennych spraw. Maniaczka starych seriali: Seksu w wielkim mieście i Przyjaciół. Marzy o podróży do Nowego Jorku i Seulu. A tak w ogóle to… chciałaby zwiedzić wszystko. I mieć najpiękniejsze torebki świata, dostęp do nieograniczonej ilości kosmetyków i a w ręce zawsze pęk balonów, bo kocha je od dzieciaka.
Połamana, przeziębiona, koresponduję dzisiaj ze stacji all in one czyli sypialnianego łóżka. I przeglądam zdjęcia, które zrobiliśmy ostatniego wieczora na Gran Canarii –
Ramona to przewrotna bestia. Szmugluje zioło dla swej Pani Kory, nosi się awangardowo i śpiewa rytmiczne piosenki. Ramona ma duszę pokręconą, ale w nieszkodliwy sposób.
Kochani! Jak wiecie od kilku miesięcy namiętnie testujemy kosmetyki mineralne Lily Lolo i jesteśmy ich wiernymi fankami. Podkłady świetnie kryją, róże mają naturalnne odcienie, a szminki mimo sporej ilości pigmentów nawilżają skórę ust.
Hola Katowice! Witaj świecie! Co prawda urlop na Gran Canarii zakończony, ale mam za to sporo do opowiadania, pokazania, przetestowania. Pojawi się więc na blogu kilka wpisów okołourlopowych.
Wracamy do tradycji ringowych wtorków. Dzisiaj do walki stają dwa bardzo dobre pudrowe podkłady do twarzy z minerałami w składzie. Uznani i cenieni w blogosferze producenci: francuski La Roche Posay i jego puder z linii Toleriane Teint oraz brytyjska marka Lily Lolo i jej mineralny podkład w pudrze sypkim.
Malowana lala! Świeża, śliczna, naturalna. Naturalne odcienie mineralnych róży do policzków brytyjskiej marki Lily Lolo spodobają się tym dziewczynom, które lubią makijaż mineralny, a niekoniecznie mają ochotę na produkty sypkie.
Dzisiaj czuję się jak Kolumb. Odkryłam coś fantastycznego! Co prawda nie ma to wiele związku z dzisiejszym wpisem na blogu, ale jakoś tak jest bardziej uroczyście.
Czas akcji: sierpniowe sobotnie popołudnie. Miejsce akcji: Ławka pod Fashion House Outlet Centre w Sosnowcu Bohaterowie: filiżanki z kwiatowymi motywami, zielona herbata-kwiat w kształcie serca, domowe konfitury, rodzynki w czekoladzie, creme brulee z pobliskiej cukierni Figaro, piękna zastawa z Villeroy&Boch i jeszcze koszyk wiklinowy, który pomieści to wszystko.
Rozmnożyłam się. Nie żałuję. I nie zawaham się zrobić tego znowu! Kto mnie zna ten wie, że nigdy nie pałałam szczególną miłością do dzieci i z rozmnażaniem jakoś nie było mi po drodze.
Czapki z głów dla Dove za tę serię! Ponieważ od kilku miesięcy pracuję nad strategią produktową i marketingową dla marki kosmetyków pielęgnacyjnych (do premiery jeszcze tylko 3 miesiące!), spędzam wiele czasu nad badaniami rynkowymi, analizą designu opakowań kosmetycznych (oraz wertowaniem zamówień i wycen, procesem produkcji i generalnie tym wszystkim, co dzieje się z kosmetykiem między laboratorium badawczym a sklepową półką), ostatnio nieco inaczej patrzę na kosmetyczne premiery.