Brąz i złoto: Smashbox Photo Matte Eyeshadow Palette

Powiedzmy sobie szczerze – palety cieni w ostatnich kilku sezonach przyprawiają nas wszystkich o szybsze serca bicie. Nie potrafimy wybrać tej „jednej jedynej” i używać tak, by sięgnąć denka. Piękności pojawiają się na rynku co rusz, zachwycają wielofunkcyjnością, nietuzinkowymi kolorami i wykończeniami.

Dzisiaj o takim cudeńku, które znalazłam pod choinką i uwierzcie, że ledwo się powstrzymałam, by nie podotykać jej przed zdjęciami. Kolory jak czekolada, do tego świetnie wyselekcjonowane, a w dodatku barwne pudry posiadają więcej mocy – mogą być klasycznymi cieniami, służyć jako linery, a także jako pudry do brwi.

Paleta Photo Matte Eyeshadow od Smashbox skazana
jest na bycie hitem. I oto pierwsze wrażenia!

Co kryje w sobie paletka?

Kasetka z cieniami schowana jest w tekturowym pudełeczku, w którym dodatkowo znajdziemy tipy i triki od makijażystów Smashbox. Samouczek pozwoli nam określić jaki kształt oka podkreślamy konkretnym makijażem; kolorami i sposobami aplikacji. Przydatna sprawa. Poza tym w kasetce znajdziemy wysokiej jakości lusterko i dwustronny pędzel, który mam w swojej kolekcji i bardzo sobie go chwalę. Puchata część dobrze aplikuje i blenduje, a skośna strona podkreśla brwi, pozwala narysować linię linerem i nadać koci kształt cieniom. Jedynym mankamentem opakowania jest jego powierzchnia, która niesłychanie prędko się palcuje i trudno doprowadzić ją do porządku.


Kolorów w paletce mamy czternaście, z czego dwa najczęściej używane (beż i transfer) w wersji maxi. Świetny pomysł bo przecież to odcienie, których używamy najwięcej. Poza tym bardzo podoba mi się ilość kolorów ciepłych i chłodnych; zdecydowanie pomyślano, by zadowolić każdego z nas i.. pozwolić nam na eksperymenty. To bazowe kolory, które pozwalają tworzyć świetne makijaże samodzielne, jak i być „podkładem” dla metalicznych, brokatowych czy skrzących się cieni.

Cienie się nie osypują (nieznacznie czerń), pięknie przylegają do powieki i dobrze się z nimi pracuje. Trzeba jednak uważać na pigmentację; jak to zwykle bywa z produktami Smashboxa – jest ona powalająca i zupełnie przypadkiem możemy zaaplikować nieco za wiele produktu. Wszystkie cienie mają matowe wykończenie, a w dotyku przypominają aksamit.


Póki co używałam paletki trzy razy i każdorazowo makijaż wytrzymywał co najmniej 8 godzin bez szwanku, więc śmiało mogę pochwalić ją za trwałość. Po wielu godzinach nadal widzimy, że kolory się przenikają, nie tworzą się grudki czy nie rolują się na powiekach (w moim przypadku cień zawsze jest na bazie bo mam tłuste powieki). Dodam również, że jeden z looków stworzony przy pomocy Photo Matte pochwaliła makijażystka, a to nie byle co. Cieni używam także do brwi i również spisują się świetnie. Póki co jeszcze nie testowałam opcji z linerem.

Paletka to zdecydowanie dobry pomysł dla fanek cieni matowych, a także poszukujących bazowej kolorystyki. Może się wydawać, że nie spisze się w kufrze profesjonalisty bo pewnie ma on podobny produkt, ale… Na pewno nie tak uniwersalny. Opcja 3:1 spisuje się świetnie także podczas podróży. No i warto pamiętać, że jeszcze do soboty możemy sobie sprawić ślicznotkę -25% taniej w Sephorze na hasło MAKIJAZ16. Oj, warto!

smashbox photo matte swatches
Od lewej: Dessert, Heirloom, Dune, Earthy, Suede, Canyon, Vanilla, Wheat, Grounded, Roshehip, Haze, Jolt, Ditch, Blackout

Esencja makijażu:

  • Podkład i baza: Grudzień przyniósł mi dwa nowe fluidy, które testuję wymiennie i na pewno dowiecie się jak im idzie, a jeden z nich to Lancome Teint Miracle w kolorze Beige Ivoire. A bazą tym razem jest olejek Smashbox.
  • Korektor: To również tegoroczna nowość (i to nie tylko w mojej kosmetyczce), czyli korektor ArtDeco Minimal, o którym więcej dobrego znajdziecie tutaj.
  • Puder utrwalający: Ostatnio używam namiętnie jednego produktu do utrwalania korektora pod oczami, a także lekko stempluję nim twarzy przy pomocy wilgotnej gąbeczki – jest to bestseller Make Up For Ever – puder HD.
  • Rozświetlacz: Na zdjęciach widać wyłącznie subtelne rozświetlenie, ale na żywo moc była znacznie większa. A uzyskałam ją przy pomocy rozświetlaczy Laury Mercier z paletki Candleglow Luminizing Palette.
  • Brozner: Zarówno do konturu, jak i ocieplenia karnacji, wybrałam tym razem jeden produkt – bronzer MAC w odcieniu Harmony. Jest ze mną już wiele miesięcy i pewnie jeszcze pobędzie bo jest diablo trwały!

  • Róż: Słodki, delikatny i pasujący do każdej karnacji Dandelion z Benefitu.
  • Szminka: Ukochany nudziak od Kat von D w kolorze Bow n Arrow.
  • Cienie matowe i brwi: Całość oka (poza błyskiem) została stworzona przy pomocy palety Smashbox Photo Matte. Użyłam również ciemnego cienia w kolorze Canyon do podkreślenia brwi, a także koloru Vanilla do rozjaśnienia łuku brwiowego. Do zaznaczenia załamania powieki użyłam koloru Heirloom, a następnie wzmocniłam go barwą Suede. W zewnętrznych kącikach znalazł się kolor Ditch, wzmocniłam go odrobiną Canyon. Dolną powiekę podkreśliłam również kolorem Ditch, a całość makijażu rozblendowałam przy użyciu barwy Heirloom.
  • Złoty cień: Do rozświetlenia środka powieki górnej i dolnej wybrałam złoty cień Dust z palety Laury Mercier Double Impact Eye Colour Colletion, o której więcej możecie przeczytać tutaj. Naniosłam go na mokro sprysując pędzel Fix Plusem z MAC. Na Wasze życzenie pojawi się również post porównujący obie paletki, w którym spróbuję wykonać makijaż podobnymi barwami. Także to już niebawem!
  • Tusz do rzęs: Mocno pogrubiająca i wydłużająca maskara Stila – Huge Extreme Mascara. To mój nabytek ze USA, który jest bardzo podobny do kultowej Better than Sex od Too Faced, ale na moich rzęsach nie osypuje się i daje spektakularny efekt.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x