Chcesz kupić coś nowego z The Ordinary? Sprawdź co warto! Poznaj też Indeed Labs.

Dziś w Tygodniu Pielęgnacji to, co Bless-Tygryski lubią najbardziej: bardzo dobre kosmetyki w bardzo rozsądnych cenach. I kilka ważnych ogłoszeń. Czy wiecie, że część asortymentu The Ordinary jest już dostępna w Perfumeriach Douglas? Z kolei w Kontigo kupicie kosmetyki Indeed Labs – innej kanadyjskiej marki, którą zakładał Brandon Truaxe (pomysłodawca Ordinary i założyciel 10 marek pielęgnacyjnych, m.in. NIOD i Hylamide).


Dziś przyjrzymy się nowościom The Ordinary oraz Indeed Labs – bo produkty tych marek świetnie się uzupełniają!



Nie będę Was przekonywać, że The Ordinary poznać warto, bo nasze wpisy o marce (tu lista) przeczytały już setki tysięcy osób. Więc pewnie wiecie, czego można się spodziewać po produktach Deciem. Prostych receptur ze składem, który działa. Bez wielu dodatków, za to z porządnym stężeniem składników aktywnych.

Pod tym względem nowości TO nie zawodzą – nadal jest prosto i uczciwie (poza nowym serum z witaminą C – to jest naprawdę high-tech) i w bardzo przyzwoitych cenach, średnio około 30 zł za kosmetyk. Dziś będę opowiadać Wam o dwóch świetnych serum, dwóch fajnych olejach, a także pierwszym w historii marki kosmetyku oczyszczającym.

Przeczytaj też: 7 najlepszych kosmetyków The Ordinary >

Ale zanim przejdziemy do testu kosmetyków, muszę opowiedzieć Wam o założycielu The Ordinary pewną historię, dzięki której zrozumiecie, co w tym wpisie robi zupełnie inna marka kosmetyków: Indeed Labs


Zanim powstało The Ordinary…

Zanim Brandon Truaxe założył aż 10 marek pielęgnacyjnych skupionych w ramach firmy Deciem, swoją filozofię produkcji kosmetyków z dobrymi recepturami (które naprawdę rozwiązują problemy skórne, a do tego mają dobre ceny) rozwijał wraz z Dimitrą Davidson w marce Indeed Labs.

Jeśli znacie markę Hylamide, z pewnością rozpoznacie podobieństwo w projektach opakowań, nazwach i podejściu do formułowania receptur. Bo najpierw było Indeed Labs, potem (po odejściu Brandona założeniu przez niego Deciem) pojawiło się Hylamide (średnia półka cenowa), NIOD (zaawansowane receptury, wyższe ceny), czy The Ordinary (proste receptury oparte o sprawdzone składniki, niskie ceny).

Co ciekawe wiele kosmetyków Indeed Labs nie ma odpowiedników w The Ordinary (i odwrotnie), więc oferta marek bardzo fajnie się uzupełnia. Obie marki produkują kosmetyki bez sztucznych dodatków zapachowych i innych zapychaczy, pakują je w proste opakowania (choć w Indeed Labs konstrukcja tubek i słoików jest znacznie lepiej przemyślana), nadają nazwy odwołujące się do składników i jak ognia unikają marketingu. Po to, by o kremie świadczył efekt na skórze, a nie kwieciste opisy w reklamach.


Warte uwagi w Indeed Labs

Markę znamy dość krótko, więc jeszcze nie przetestowałyśmy większości asortymentu, ale już mamy parę hitów. Są super, bo to produkty, których nie ma w The Ordinary, a bardzo się przydają w codziennej pielęgnacji. Największą gwiazdą marki i ksmetykiem, od którego zaczął się jej sukces jest Nanoblur (99 zł/30 ml)– rodzaj bazy pod makijaż i korektora koloru cery w jednym. Obie mamy zieloną wersję (jest też żółta i fioletowa) i jesteśmy zachwycone tym, jak pięknie stapia się ze skórą, wygładza i niweluje widoczność naczynek, wyprysków, podrażnień. I to prawda, że Nanoblur tym się różni od większości baz z kolorem, że w ogóle nie zostawia poświaty na twarzy. Buzia wygląda zdrowiej, ale zupełnie jak bez makijażu.

A jeśli macie cerę mieszaną/tłustą i wciąż nie możecie znaleźć mocno nawilżającego, ale zupełnie nietłustego serum czy kremu, zdecydowanie zwróćcie uwagę na serię Hydraluron: serum nawilżające (99 zł/30 ml) oraz żel nawilżający Moisture Jelly  (99 zł/30 ml). Po pierwszym użyciu tej pary byłam w absolutnym szoku – buzia jest supernawilżona, ale w ogóle się nie klei. Przeciwnie, nabiera wręcz aksamitnej gładkości. Jak po silikonowej bazie (choć w składzie nie ma w ogóle dimethiconu!) albo maseczce z kwasami. Fantastyczny jest zwłaszcza krem (o pardon, żel) w świetnym słoiku z higieniczną pompką. Daje tak dużego kopa nawilżenia, a jednocześnie po całym dniu sebum na czole jest znacznie mniej niż zwykle. Świetna sprawa dla odwodnionych, ale mieszanych/tłustych/trądzikowych cer.

Z kolei dla wrażliwych i przesuszonych oczu (a właściwie skóry wokół nich) bardzo dobrą propozycją Indeed Labs jest krem-kuracja Eysilix II (99 zł/15 ml). Skład ma wręcz napakowany kofeiną, peptydami, olejami i masłami nawilżającymi, ceramidami (wzmacniają barierę hydrolipidową), a nawet probiotykiem. Moje oczy są bardzo przesuszone, do tego wrażliwe. Jestem więc dość dobrym testerem kremów i mam świetne wieści. Konsystencja jest dość bogata, ale nie obciąża skóry. Krem działa bardzo odżywczo, a przy tym w ogóle nie podrażnia oczu.



Co nowego w The Ordinary?

Zacznę od kosmetyku, który Was najbardziej zainteresował na naszym Instagramie: kremu do demakijażu i oczyszczania twarzy The Ordinary! To faktycznie wydarzenie – nigdy wcześniej TO nie robiło kosmetyku do mycia. A tu od razu ma być super skład i efektywny demakijaż nawet dla wrażliwej skóry. Squalane Cleanser (50 ml/30 zł) póki co dostępny jest tylko na stronie Deciem, ale – uwaga spoiler – warto dla niego zrobić zamówienie międzynarodowe! Jest naprawdę świetny!

Preparat bazuje na roślinnym skwalanie (mimo oleistej konsystencji nie zapycha porów, ma też niewielki potencjał drażniący) i domywa makijaż pozostawiając skórę mięciutką, gładką i gotową na drugi etap podwójnego oczyszczania.

Przeczytaj więcej o tym, jak prawidłowo wykonać demakijaż i oczyszczanie twarzy >

Ale wiecie, co jest super? Można go stosować i do pierwszego i drugiego mycia twarzy. Bo naprawdę nie zapycha porów. Różnica jest taka, że do pierwszego mycia rozprowadzamy go na suchej skórze (jak balsam czy olejek do demakijażu), masujemy i zmywamy, a przy drugim myciu nakładamy produkt już na wilgotną skórę i masujemy powstałą emulsję, po czym spłukujemy. Buzia jest w absolutnym komforcie. Ten produkt TO nie jest może lepszy, niż mój ulubiony balsam Farmacy, czy olejek Chanel. Ale jest niemal tak samo genialny, a ma dużo niższą cenę!

Mój drugi hit to nowe serum z witaminą C. Po kilku tygodniach stosowania uważam, że jest co najmniej tak samo dobre jak słynna tetra (z tego wpisu), a wydaje mi się, że nawet lepsze! Serum  Ethylated ascorbic acid 15% solution (30 ml/80 zł) jest oparte na aż 15-procentowym roztworze olejkowym (propanediol) aktywnej, nowej formy witaminy C. Jest to najbliższy pod względem właściwości kwasu askorbinowego, który nie posiada jego największej wady: skłonności do utleniania się i niestabilności.

Mówiąc prościej: ten rodzaj kwasu działa jak czysta witamina C, ale jest równie stabilny, jak jej pochodne (na przykład tetra). I choć nie mogę Wam tu napisać, że widziałam cudowne obrazki znikających przebarwień (jednak kwas askorbinowy w serum Drunk Elephant czy Timeless działa silniej, te formuły są po prostu fantastyczne), to znakomity efekt nawilżenia, wygładzenia, rozświetlenia jak najbardziej.

Ponieważ zima już szczęśliwie (oby) za nami, możemy porzucić już serum kwasowe i zamienić je na kosmetyki, które będą chronić i regenerować skórę. I tu mam Wam do pokazania trzy produkty. Dwa z nich omówię krótko, bo nie są do końca dla mojej cery (więc nie byłoby spektakularnych efektów). Mam na myśli dwa olejki: B Oil (30 ml/ 35 zł) oraz Amino Acids + B5 (30 ml/25 zł).

Pierwszy z nich, B Oil, to klasyczny olejek wzmacniający funkcję barierową skóry. Dobrze odżywia i świetnie nada się do cer suchych, dojrzałych. Zawiera mieszankę swkwalanu, ale też olejku marula, arganowego, z baobabu, róży, orzecha brazylijskiego i inca inchi. Jak na takie bogactwo olejów jest średnio gęsty. Można go mieszać z kremami do twarzy, a nawet dodawać do kremu pod oczy (nie podrażnia!)

Sprawdź, jak zrobić domowy bogaty krem pod oczy >

Drugi olejek to już lekka formuła, przeznaczona głównie dla podrażnionej skóry. Warto go mieć w domu i używać w przypadku podrażnień po goleniu, posłonecznych, po zbyt intensywnym peelingu, przesuszeniu od mrozu itp. W olejku jest az 17% aminokwasów wchodzących w skład bariery naskórkowej, a do tego aż 5% panthenolu (przeciwzapalna i regenerująca witamina B5, znana m.in. z kremu Bepanthen).

Na koniec zostawiłam sobie drugi hit wśród nowości – maleńką buteleczkę czerwonego serum olejkowego Pycnogenol 5% (15 ml/43 zł). Nazwa pochodzi od opatentowanego składnika odmładzającego pochodzącego z kory francuskiej sosny morskiej. Obietnice tego kosmetyku są fantastyczne i liczę, że po dłuższym stosowaniu jeszcze Wam o nim napiszę w ulubieńcach. Ma on przeciwdziałać rozpadowi kolagenu i elastyny (czyli opóźniać starzenie) oraz naprawiać działanie zoksydowanej witaminy C. Stosuję go na noc, 2-3 razy w tygodniu, na serum i pod krem. Rano mam poczucie bardzo miękkiej, ale też odżywionej skóry.


Gdzie to kupić?

Cóż, nowości The Ordinary póki co nie da się kupić od tak w Polsce (oczywiście można zamówić ze strony Deciem, przesyłka powyżej 25 euro jest darmowa, paczka z UK idzie tydzień). Natomiast mam dobre wieści dla tych, którzy boją się zagranicznych sklepów online. Do Cosibelli wróciło wiele wyprzedanych wcześniej kosmetyków. Bazowa pielęgnacja the Ordinary jest już dostępna w Douglas (tu link do produktów), a z kolei kosmetyki Indeed Labs kupicie albo w Kontigo, albo na ich oficjalnej stronie.


A z kodem INDEEDFUN dostaniecie 10% zniżki na wszystko w e-sklepie IndeedLabs.


Także chyba kończy się era wiecznego oczekiwania na dostawy i przepłacania na Allegro. Jupi!

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x