15 rzeczy, które muszę mieć w szafie

My essentials – te ubrania mówią, jaka jestem.

„Jesteśmy zupełnie różne” odpowiadamy zawsze, gdy pytają, czy jesteśmy siostrami (bo pytają i to coraz częściej). Czujemy się jak ogień i woda, także pod względem stylu. I nawet jeśli zakładamy podobne rzeczy, nosimy je inaczej. Milena o swoim DNA szafy pisała już nie raz, czas na mnie. Na moje klasyki. Ubrania, w których niezależnie od konfiguracji, towarzystwa, okazji, czuję się po prostu sobą. Poznajcie moje klasyki (częściowo widoczne na zdjęciu w stylizacji).

P4130703

Kto wie, może znajdziecie w nich własne?

1/ Trencz. Zawsze muszę mieć jakiś. Dawniej różowy, potem khaki, teraz klasyczny beżowy. Dzięki GAPowi i wyprzedażom w Zalando mam też wersję wełnianą w pięknym camelowym odcieniu. Trencz reprezentuje wszystko to, co kocham w ubraniach – kobiecość kroju, wielość opcji stylizacji i… męski, militarny rodowód. Nieustannie marzę o klasycznym Kensingtonie Burberry, koniecznie z monogramem i koniecznie o długości do kolan.

2/ Ciemnoszare jeansy z dziurami. Pierwszy raz nosiłam je w piątej klasie podstawówki. Pewnie nie zauważyliście, ale mimo iż bardzo lubię ciemne spodnie (takie też powinnam nosić jako typowa figura gruszka z masywnymi nogami), ale prawie nigdy nie noszę czarnych. Jednolita plama czerni wydaje mi się taka nudna. Zamiast tego wybieram przecierane, częściowo sprane, koniecznie z dziurami na kolanach albo przetarciami przy kostkach. To największa oznaka buntu (poza butami) w mojej spokojnej, stonowanej garderobie.

P4130705-horz

 

3/ Botki w szpic. Przez 33 lata życia wypracowałam wizerunek idealnego botka – w końcu to podstawowe obuwie noszone od jesieni aż do wiosny, chyba najdłużej w całym roku. Gdy zniszczę jedne, kolejny model wybieram podobny. Nuda? Pragmatyzm! Jeśli wiem, że but idealny, który wydłuża nogi, dodaje kilka centymetrów, wygląda dobrze do każdych spodni i spódnicy w szafie, pozwala czuć się komfortowo i pokonać wiele kilometrów, dlaczego mam go nie kupić? Jeśli macie podobne wymagania co do obuwia pamiętajcie: obcas do 7 cm, podeszwa o grubności ok. 1 cm, długość do kostki, tylko naturalna skóra i koniecznie w szpic. No i czarne, rzecz jasna.

4/ Biała koszula. W czasach szkolno-studenckich uznawana za symbol ucisku i nielubiany mundurek, teraz jest szykowną, odmładzającą, dobrą na każdą okazję podstawą dobrze wyposażonej szafy. Dobra koszula to nie to samo, co bluzka w Zarze. Ma taliowany krój, duże mankiety i idealnie wyprofilowany, sztywny kołnierz. Moją idealną koszulę Lambert zobaczycie m.in. w sesji urodzinowej Bless the Mess.

5/ Bluzka ze sznurowaniem. Jedyny nowy trend, który zamierzam nosić dużo dłużej, niż moda przewiduje. Uwielbiam wiązane bluzki, szczególnie czarne i szare. Są bardzo proste, ale pasują do wszysktiego. Niby eksponują biust, a jednak bardziej na zasadzie sugestii, niż rzeczywistego obnażania (to lubię!). Mogę łączyć je z każdym elementem garderoby i zawsze wyglądają dobrze. Święty Graal dzianiny.

P4130699

6/ Espadryle. Wielka miłość od wyjazdu na Majorskę kilka lat temu. Był to czas, gdy nikt jeszcze nie mówił o espadrylach Chanel, a Zarę i Pull nie zalewała fala butów na słomkowej podeszwie. Na wyspie espadryle robi się od lat, ręcznie, z koziej skóry i słomy. Są piękne, tanie i najwygodniejsze na świecie. A ja bez espadryli w szafie już nie funkcjonuję latem.

7/ Jenasowa kurtka. W szafie mam dwie. Jedna, jasnoniebieska, ma lat dwa, druga – granatowa… dwadzieścia. I nadal wygląda świetnie. Czy muszę dodawać, że jest stylowa zawsze i pasuje do wszystkiego?

8/ Torebka medium. Nie przepadam za shopperami, nie lubię dużych eleganckich kuferków. Ba, nawet plecaki wybieram małe. Tak już mam. Duża torba to dużo niepotrzebnego bagażu i mniejsza swoboda ruchów. Moja idealna torebka powinna mieć okokoło 20×30 cm (czyli rozmiarem przypominać kartkę A4), mieć sporo przegródek na drobiazgi i koniecznie beżową podszewkę oraz kombinację długiego paska + krótkich uszu (torba bez uszu to na dłuższą metę udręka). Torba Chelsea DKNY (na zdjęciu) to prawie ideał – brak jej tylko jasnej podszewki.

9/ T-shirt w paski. Ulubiony element ulubionego marynarskiego stylu, który ma tę zaletę, że potrafi być grzeczny (po marynarsku) i wywrotowy (rockowo) jednocześnie. Koniecznie w drobne, biało-granatowe (czasem czarne) paseczki. Nigdy czerwone (nie lubię i nie noszę czerwieni).

10/ Granatowe jeansy. Kolejna rzecz, którą noszę od zawsze. Nawet w szalonych latach dwutysięcznych, gdy znalezienie nieprzecieranych spodni było cudem i udręką, nosiłam niemal jednolite, ciemnoniebieskie jeansy. Nie musiały być markowe, byle ciemne. Dawniej dzwony, teraz proste rurki.

P4130728

11/ Rozkloszowana spódnica. Miłość z rozsądku, ale jednak miłość. Ołówkowych nie lubi moja figura, prostych nie lubię ja. Zostają te szersze na dole. Zarówno o fasonie litery A, jak i zamaszyście falujące koła i półkoła. Jeśli ma kieszenie, potrafi być bardziej wygodna niż niejedne spodnie.

12/ Tiulówka. Wersja niemal identyczna, jak punkt wyżej, ale jednak zupełnie inna bajka. Tiulówka to moja jedyna księżniczkowa tęsknota i jednocześnie hołd dla Carrie Bradshaw, którą szczerze uwielbiam. Jestem absolutnie przekonana, że gdybym miała brać ślub raz jeszcze, moją suknią byłaby tiulowa maxi (koniecznie szara) założona do białego topu.

13/ Koszula w kratę. Kolejna na liście pamiątka z lat szkolnych. Nieważne czy aktualnie modna czy nie, koszula to zdecydowanie moje klimaty. Niezobowiązująca, wygodna, trochę jak z męskiej szafy, ale związana może być jak z szafy pin up girl.

14/ Sportowe trampki. Od 4 dobrych lat podstawa wiosenno-letniej szafy. Białe slip-ony, ostatnio także szare Superstary. Dzięki nim całkowicie porzuciłam balerinki i nie zamierzam zmieniać tego stanu rzeczy. Można je nosić nawet do sukienek, nawet przy moich niezbyt zgrabnych łydkach – wystarczy tylko wiedzieć, jakie wybierać. Kluczowy jest kolor (zbliżony do koloru skóry) oraz umiejscowienie języka – koniecznie poniżej linii kostki. But sportowy, który odsłania nieco stopy, nie skraca tak sylwetki, jak ten zabudowany. Ot co!

15/ Szary sweter. Pora na swetry już minęła, ale nie mogę nie zamieścić na liście mojego kokonu zimowego. Miękiego, ciepłego, często z golfem. Koniecznie w szarym kolorze, bo w szarych górach i ciemnych dołach czuję się jak żółw w skorupie – ciepło i bezpiecznie.

 

P4130695

Mam na sobie: trencz GAP / jeansy H&M / bluzka Zara / torebka DKNY / botki ASOS /
Makijaż i włosy: Daria Sikorska Make Up Artist

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x