Czuję się brzydka

Wiecie, tekst do tych zdjęć miał być zupełnie inny. Ale Marta i Agata znów powiedziały głośno to, co jest mantrą każdego mojego dnia.

Czuję się brzydka.

To jest choroba nieuleczalna. Widzenie swoich wad, niedoskonałości, uchybień, brzydactw, braków to taki sposób na życie, i niektórzy tak mają, inni trochę mniej. Albo może powiedzmy to wprost – INNE. Bo chłopaki też mają kompleksy, ale systematyczne wyliczanie ich każdego dnia, to domena niektórych dziewczyn.

No, ale jak to? Przecież już trochę schudłaś, nie masz krzywych zębów, masz dobre nogi. Czego ty od siebie chcesz?

O, czego ja nie chcę! Chciałabym jeszcze zrzucić z 5-6 kilogramów, bo może wtedy zniknęłyby na zawsze te wstrętne boczki, co sprawiają, że w tym tiulu wyglądam jak swojska dziołcha. I brak tłuszczu pozwoliłby zniknąć i im – piersiom. Matko – byłaby nadzieja na coś mniejszego niż F. Chciałabym też węższy nos, nie takiego kartofla, nie lubię go. I buzia byłaby bardziej subtelna, nie taka rozlana.  Nie przepadam też za kolanami; jakoś są dziwacznie obtłuszczone. Byłoby fantastycznie zapomnieć również o wszystkich włoskach w niedorzecznych miejscach, zębach jedynkach kojarzących mi się z królikiem. Do tego cera – wiecznie rozszerzone pory, popękane naczynka. I włosy – włosy w stanie fatalnym, które niestety trzeba farbować co miesiąc bo melanina daje ciała już od 20-22 roku życia. Do dupy.

Z resztą, i dupa jest dość płaska, ale o dziwo – przywykłam. To chyba jedyna wada, którą akceptuję. Ale wiecie, czasem odechciewa mi się jeść śniadania, bo właśnie scrolluję insta i oglądam te wszystkie ślicznotki. A ja zapomniałam poćwiczyć już nasty dzień, i wczoraj wróciłam późno, byłam zmęczona i zdołowana, i zjadłam pieprzoną truskawkową Milkę. Co jej nie powinno być w ogóle w domu, ale dostałam, no to była. I zjadłam. Sprawdziłam ile miała kalorii, sporo, ale jutro nie zjem prawie nic i jakiś bilans będzie. Na minus, czy na plus?

Metryczka mówi, że jestem naprawdę dorosła. Dziewczyny też są. I też czują się brzydkie, choć ktoś powiedziałby, że takie pewne siebie, takie do przodu, takie blogerki. No, ale nie – to wszystko czai się w nas, dopada w przeróżnych momentach.

W zeszłą niedzielę bardzo płakałam. Ostatnie dni w ogóle są dziwne. Z jednej strony dzieje się dużo fantastycznych rzeczy, z drugiej strony czuję, że coś mi ucieka, czegoś już nie dogonię. To wszystko nie pozwala uwierzyć, że „hej, no przecież jest dobrze”. Nonsens! Jeszcze bardziej nie jest.


Czy są tacy ludzie, którzy chcieliby słyszeć od wszystkich wkoło jacy są udani, mądrzy i ładni? Czy to pomogłoby im lepiej funkcjonować? Jestem dzikusem, i nie biorę do serca słów osoby, dla której jestem i byłam piękna zawsze. No jasne, no przecież kocha to tak ma. Ale jak ktoś nie kocha, to jeszcze coś we mnie widzi? Czy tylko ten nos, te boczki, te kolana? Bo udana i mądra to sobie jakoś tłumaczę, że jestem. Ale ta ładna. No nie!

I nawet mi ktoś obcy powiedział, że ładna, i szok. No to mam się cieszyć, czy to głupie i małostkowe? A może oni oszaleli z komplementem, może byli znudzeni? A może ślepi. A może zgrywa? To nie może być prawda, już zapomniałam, że mówili.

Bo przecież dla siebie jestem brzydka.
I to jest choroba nieuleczalna.

I może jest trochę nieostre, ale je lubię. Sorry!

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x